Naszła mnie przed chwilą myśl, że coś musi być ze mną nie tak. Nie jestem normalna, to jest fakt. Nie jestem grzeczna, ułożona i zdyscyplinowana. Nie spędzam pół godziny przed lustrem układając włosy i mówię, piszę i rysuję co tylko mam w tym momencie ochotę. Nie mam takich marzeń, jakie powinnam mieć. Moje plany nie są oparte na żadnych logicznych podstawach. Są kolorowe, pachnące szarlotką i konwaliami, a w dotyku przypominają kocie futerko. I wydawałoby się, że są niemożliwe do zrealizowania. Ale ja wiem, że to nieprawda. Że to się tylko wydaje, tym co nie mają wyobraźni i nie wierzą w magię. Magię słów, gestów. Magię oczu, w które wpada się, jak do studni. Ale to nie jest straszna studnia. Gdy już tam jesteś, nie boisz się upadku, tylko czujesz sam lot, którego nie da się porównać z niczym innym. Leeecisz i tylko to się liczy. I lot ten nie kończy się gdy odwrócisz wzrok. Raz zaczęty, trwa już zawsze. I dlatego jest piękny. Oni nie wierzą też w magię uśmiechu. Takiego szczerego, prosto z serca, który taranem dobija się do drzwi tej otoczki, którą ludzie budują wokół siebie. Znaczy oczywiście najpierw grzecznie puka, bo jest dobrze wychowany, ale cóż, jako że zwykle nikt nie otwiera, to co się będzie ograniczał? Łuuuup! Łuuup! Łuuup! I do przodu. I zaczynają pryskać odłamki aż w końcu otoczka zamienia się w gruz. No i nie ma już wtedy wyjścia, trzeba podnieść oczy, przestać wiecznie wpatrywać się w tę ziemię i oddać taki sam, chociaż może trochę bardziej nieśmiały i mniej wprawny, ale jednak uśmiech. Inni nie wierzą jeszcze w magię uczuć. Najsilniejszą ze wszystkich. I najbardziej zapomnianą. Ludzie o niej zapomnieli, żeby przestać się jej bać. Bo tak już jest, że ich strach wzbudza to, co niezrozumiałe i nieobliczalne. I potężniejsze od nich samych. A uczucia właśnie takie są. Człowiek może się bronić przed powiedzmy deszczem. Wlezie pod parasol, czy pod daszek i już nie ma się czym przejmować. Deszcz go nie dosięgnie, wystarczy osłonić się z jednej strony. Ale żeby się ochronić przed uczuciem, osłonięcie jednej strony nie wystarczy. Nie wystarczy parasol, nie wystarczy daszek. Trzeba by było owinąć się w nie-wiadomo-ile warstw różnych materiałów. Musiałby się tam znaleźć materiał nie przepuszczający światła (ahhh te wrażenia wzrokowe…), zagłuszający, żeby przypadkiem nie poczuć sympatii do jakiegoś głosu, taki który pochłania wszelkie zapachy (oj nos też ma tutaj cos do powiedzenia), nie mówiąc już o kilku metrach pierzyn, żeby przypadkiem nie poczuć czyjegoś dotyku. Dla większego bezpieczeństwa polecam jeszcze schron przeciw bombie atomowej. Chociaż…. I tak na nic to się nie zda. Bo wystarczy drobna szczelinka i już Człowieku… Po Tobie. Wpadłeś i nie masz wyjścia. Coś drgnęło w środku a Ty nie potrafisz nawet tego zatrzymać... No bo nie włożysz sobie przecież ręki do środka i nie złapiesz tej potrąconej struny. Nawet jakbyś był Coperfildem to nie da rady. I ta fala rozchodzi się po całym ciele, aż zaczyna nim sterować. I Ty masz w tym momencie tylko jeden wybór. Czy jej pomożesz, czy będzie to robiła wbrew Twojej woli. I tak zrobi co chce, więc decyzja wydaje się oczywista. Dla mnie. Szkoda, że dla innych najwidoczniej nie. Ale ja ich jeszcze nawrócę…
Ale temat miał być o mnie (a czemu nie? Egocentryzm przyszłością ludzkości!) i o moim lekkim odchyle od normy. No bo kto „normalny” idzie ulicą i się szczerzy, tak, że zęby tracą oparcie w wargach i grożą wypadnięciem? Albo śpiewa, mając głęboko w poważaniu zdziwione spojrzenia przechodniów? I jeszcze ma dziwne nałogi- dzień bez soku pomarańczowego, dniem straconym! I kto ma obsesje na punkcie rysowania oczu, drzew, skał, włosów i dłoni, najlepiej wszystko na jednym rysunku? Eee… no raczej brak przykładów… Chociaż, może jednak? O tam pani w piątym rzędzie nieśmiało spojrzała w moją stronę. Pani też tak ma? A nie… Ta pani to jednak tylko moje wyobrażenie. A ty niedobra, niedobra wyobraźnio. Muszę się w końcu nauczyć odróżniać Cię od rzeczywistości. Chociaż… Kto tak powiedział? Aaa no tak… oni. To znaczy że nikt. Więc dalej będzie można iść nie po chodniku, ale nad nim. No i nie leżeć na dachu, ale w chmurach. I od czasu do czasu gubić piórka ze skrzydeł. No bo… czemu nie? I co z tego, że tak nie robią dostosowani członkowie społeczeństwa? A mam w nosie społeczeństwo. I wcale nie jestem do niego niedostosowana. To ono jest niedostosowane do mnie.
PS: W podzięce wszystkim, którzy tak jak ja trochę nie pasują. Za to że im z tym dobrze i nie chcą tego zmienić. A w szczególności pewnemu wariatowi, którego marzenia mają taki sam zapach jak moje.