|
Kiedy tak wpatruję się w niespokojną powierzchnię jeziora, a w głowie
szumi jeszcze zapach świerkowego dymu, śpiew i czuły szept, to
zaczynam mówić sobie, że nigdy nie zginę, że wszystko, co cenię będzie
istnieć zawsze. Wtedy z tych wszystkich delikatnie lepkich uczuć
zaczyna się formować bestia. Od razu pomyślałem, że w kontakcie z
zimną wodą potwór się po prostu rozpuści. Wygląda jednak na to, że
skacząc do wody wcale się go nie pozbyłem, bo przed skokiem schował
mi się w kąpielówkach.
Ciekawi mnie, przez jaki czas mógłbym utrzymać się na wodzie. Godzinę?
Dwie? Całą noc? Może przy lekkim zachłyśnięciu od razu bym
spanikował i utonął? Umiejętność oszczędzania sił przydaje się,
kiedy wzmagający się wiatr zaczyna marszczyć lustro wody, a odbicie
zwykłej codzienności zmienia kształt. Tak zdeformowany obraz staje się
po pewnym czasie rutyną- choć może nie ginie w gąszczu prostych
mechanizmów, to jednak powszednieje. Przecież każde szaleństwo popełnione w imię wolności
po pewnym czasie uzależnia- tak jest na przykład jest z nurkowaniem,
bo odetchnąć możesz tylko wtedy, kiedy się wynurzysz na powierzchnię.
Oczywiście, inaczej sprawa wygląda, jeśli zapadniesz się w idealnie
przejrzystej wodzie, inaczej, gdy w mętnym otoczeniu dosięgasz dłonią
mulistego dna. Czynność, która z początku dostarcza jedynie trochę
adrenaliny, może w taki sposób pochłonąć człowieka, że zapomni on
o swoich ograniczeniach. Wciągnie tak, że zaczniesz ignorować strach.
Wydaje
mi się, że Ewa jest jedynie głęboką kałużą.
***
Wciąga mnie do środka, ucisza ciepłem ust. Ubrania odsłaniają
najbardziej brutalne, prymitywne kształty. Po chwili zaczynam odczuwać
niepokój. W końcu zdaję sobie sprawę z tego, że tracę grunt pod
nogami- wzmaga się we mnie nienawiść do każdej cząstki jej ciała.
Raptownie odsuwam się, stygnę. Zamykam oczy i zadaję jej pytanie: Kto
wynalazł telefon? Słyszę teraz jedynie bicie własnego serca. Opatentował
Alexander Graham Bell, ale wcześniej... -stara się odpowiedzieć,
ale ja ucinam jej głos kolejną zagadką. Pierwsze igrzyska
olimpijskie? Wiesz kiedy odbyły się pierwsze igrzyska? Siedemset
sześćdziesiąty... -cedzi powoli. HA! Cholera jasna! Nie wiesz!
Przecież siedemset siedemdziesiąty szósty przed naszą erą!!!
Zaczyna się ubierać, ale ja nie przestaję pytać. Upadek Bizancjum?
Powstanie Warszawskie? Jaki jest wzór kwasu fosforowego? W którym roku
Hitler został kanclerzem Niemiec? Jak obliczyć pole prostopadłościanu?
Kto wynalazł dynamit?
Pytanie o dynamit było zbyt łatwe i chyba dlatego (w środku nocy)
otworzyłem oczy- wiedziałem, że padnie prawidłową odpowiedź.
Oczywiście wszystkie te pytania raziły prostotą- absolutnie nic
konkretnego. Trywialne, bo przecież mogłem wymyślić coś
trudniejszego, mogłem się zapytać na przykład: Dlaczego nie
potrafisz okazać odrobiny szczerości? Dlaczego tylko udajesz, że słuchasz?
Na cholerę ci te wszystkie książki, kiedy ludzie przechodzą obok?
Później już nie mogłem zasnąć- czułem, że potrzebuję jeszcze trochę
odpoczynku, jednak coś w środku nie pozwalało mi zmrużyć powiek.
Teraz myślę, że to Stroop mnie wołał. Szeptał mi do ucha po
niemiecku, żebym sięgnął po książkę od historii, żebym zapamiętał
kilka gnijących dat. Sprzeciwiłem się mu oczywiście. Dziwne, nie miałem
nawet ochoty służyć polskim władcom. Bo jak mogę wielbić
spopularyzowanego dziesięciozłotówką Mieszka Pierwszego? Jak mam
oddać hołd Władysławowi Jagielle? Królowie, filozofowie, poeci-
korzystajcie teraz, bo kultura konfekcjonowanych uczuć chce was wynieść
na piedestały absolutnego spełnienia. Spontanicznie przytulą wasze święte
szczątki, pocałują kości złożone w banknotach, uprzątną liście
niepamięci z waszych grobów! Zrobią to tylko po to, żeby zapomnieć
o tym, że sami nic nie znaczą.
Nie pamiętam kiedy poznałem Ewę- wiem jedynie, że było to naprawdę
dawno, jeszcze przed podstawówką. Nie mogę powiedzieć, że przez te
kilka lat wcale nie rozmawialiśmy- wręcz przeciwnie, nasze osobowości
posiadały tak wiele wspólnych cech, że tylko milczenie mogło stanowić
jakąkolwiek barierę... Jednak nasze rozmowy dotykały raczej rzeczy
przyziemnych i nigdy nie zdołaliśmy się naprawdę zaprzyjaźnić. Może
dlatego, że czułem się od niej słabszy. Potem coś się zmieniło -
kilka lat, trochę więcej problemów, ukształtowany sposób myślenia-
zaczęliśmy nazywać wszechświat po swojemu. Nie pozwalałem
sobie na myślenie, że taka wolna interpretacja może się kiedykolwiek
skończyć.
Rodzice Ewy często chwalili swoją córkę za to, że przykłada się
do nauki. Chyba od zawsze zazdrościłem jej umiejętności szybkiego
kojarzenia faktów oraz tego, że potrafi wyznaczać sobie cele. Moim małym
K2 była zazwyczaj kwestia odrobienia pracy domowej- wspinaczka zuchwałego
człowieczka, który nawet nie myślał o zdobyciu szczytu, kończyła się
przy pierwszej, bardziej stromej ścianie. Myślę teraz, że po prostu
brakowało mi motywacji- brakowało mi tego, czego Ewa miała pod
dostatkiem. Mój ojciec nigdy nie interesował się zbytnio tym, jak się
uczę. Mama koncentrowała uwagę bardziej na moich porażkach niż na
postępach- po pewnym czasie uznałem, że te drugie nie mają prawa
istnieć. W efekcie tego wszystkiego uciekałem. Czasami literalnie:
wybiegałem z domu, trzaskając drzwiami. Nieraz inaczej: starałem się
zmienić mamę w przeźrocze; wyobrażałem sobie, że nagle w przypływie
gniewu robi się czerwona i eksploduje. Moje ucieczki były do
niczego... zawsze wracałem. Kiedy Ewa przestała być dla mnie jedynie
bliskim przyjacielem, krzyk mamy trochę przycichł.
W końcu Ewa zaraziła mnie głodem wiedzy. Nie wiem, może sam starałem
się naśladować jej sposób bycia. Nie interesowała mnie już tyle
sama postać dziewczyny, co możliwość nadrobienia straconego czasu.
Miałem teraz sposobność wyprostowania tej serii zdarzeń, która nie
pozwalała mi odetchnąć- mogłem zrzucić teraz całą winę za wszystkie
moje niepowodzenia na ,,zły start". Nic dziwnego, że
zacząłem mniej myśleć o przyszłości- świadom tego, że coś się
właśnie wypala i gaśnie zmieniłem swoje podejście do wielu spraw.
Równocześnie coś się zaczynało...
W
niedługim czasie stała się moim cieniem, może bardziej lustrzanym
odbiciem. Nawet kiedy wydawało mi się, że każdy dźwięk mnie miażdży,
potrafiłem wrócić do tego odbicia. Miażdżyło mnie o wiele mniej,
gdy nauczyłem się nie odwracać wzroku. Nieco słabsze ramiona, dłuższe, jaśniejsze włosy, oczy
chyba podobne do moich- bo chociaż gdzieś głębiej można było znaleźć zmęczenie
codziennością, to te oczy nie traciły życia. Nasze lustro miało w
sobie trochę magii- zdołałem przebić barierę pomiędzy nami- mogłem
teraz poczuć własne ciepło, usłyszeć słowa, które dotąd istniały
jedynie w mojej głowie. Ale samo odbicie miało także własne
sprawy...
Siła
przyciągania błyszczących neonów, chodników i zalanych deszczem
budynków zaczęła przywracać mi pamięć. Nie myślałem już całymi
zdaniami- pełzłem powoli przez zatłoczone uliczki własnej świadomości-
tak wolniutko, że nawet nie było słychać moich kroków. Gdzieś
dalej usłyszałem pisk opon i głuche uderzenie- nawet nie odwróciłem
głowy. Co z tego, że nieraz się potykałem, co z tego, że nie
interesują mnie urywki czyichś rozmów? Nie wiesz, że wszystko jest
bez sensu, gdy bez przemyślenia zaczynasz w kogoś wierzyć? Więc...
Kto wynalazł dynamit?
Kiedy
Ewa wysłała mi SMSa, że wyjeżdża na kilka dni, nawet nie odpisałem,
nawet się nie pożegnałem, nie życzyłem miłej podróży. W końcu zaczęliśmy się siebie bać- ograniczyliśmy słownik
do kilku trywialnych słów, do powierzchownych spojrzeń i jedynie do
takich oddechów, które oznaczały zmęczenie i obojętność.
***
Znowu
śnili mi się Guevara, mój stary i Einstein. Razem z brutalnym
krzykiem tych
chorych innowatorów wyparowały z mojej głowy także radość i smutek. Została tylko szklanka z wodą i nieco pogięta
kartka papieru. Chociaż w zasadzie nic mnie nie bolało, to czułem, że
coraz bardziej się kurczę, że łamię się jak ta kartka, że
powietrze znowu mnie ściska i gniecie jak pustą puszkę po
piwie.
Później
już się nie spotykaliśmy - chyba nawet nie chciałem jej
widzieć. Porozumiewaliśmy się tylko elektronicznymi monologami. Nieraz
widywałem Ewę przez okno, gdy przechodziła koło mojego domu. Mogłem oczywiście
wybiec na zewnątrz, dogonić ją i powiedzieć "Ach, ma Droga Ewo,
dlaczegóż przechodzisz tak obojętnie obok mego domostwa?".
Pewnie by zaraz wpadła
w moje ramiona i zalewając się płaczem wyszeptała, że
"Zbawieniem moim jesteś, gdyż wszechogarniający smutek me myśli
przytłumił". I nawet gdybyśmy potem przez to całe zalane słońcem,
i z każdą sekundą piękniejsze, miasto przeparadowali, trzymając się
za ręce, to i tak po pewnym czasie wszystko bym olał - siedziałbym na
jakimś zniszczonym pomoście, zastanawiając się, ile czasu mogę
wytrzymać pod wodą.
sypee
|