« poprzednia | spis treści | następna »  
Ratchet & Clank: Size Matters
Czesiek

    Dziś prawdziwych platformówek już nie ma. Gatunek ten jest na wyginięciu, a prawdziwy, dobry platformer pojawia się kilka razy do roku. Nie to, co kiedyś. Teraz na topie są wszelkiej maści FPSy, TPSy i ogólnie pojęte strzelanki. Pewne mądre głowy z Insomniac Games wpadły na pomysł by połączyć obydwa gatunki i z tego mezaliansu powstała szanowana seria przygód Ratcheta i Clanka, która towarzyszy konsolom Sony od niemalże pięciu lat, a najnowsza gra, Ratchet & Clank Future: Tools of Destruction, trafi niedługo do czytnika najmłodszej konsoli japońskiego giganta. Jednak nie tylko stacjonarne konsolę dostały Ratcheta. Dzięki pracy High Impact Games każdy właściciel przenośnej konsolki PSP może się zabawić w ratowanie galaktyki i zbieranie miliona śrubek w grze Ratchet & Clank: Size Matters.

    Dobrze czytacie - znowu ratujemy galaktykę. Jednak zanim do tego dochodzi naszym jedynym celem jest uratowanie pewnej dziewczynki, którą poznajemy podczas wakacji. No co? Superbohater też człowiek (?) i od czasu do czasu należy mu się odpoczynek. Jak nie trudno się domyśleć fabuła w tego typu grach nie jest najważniejsza. Ważne żeby była i popychała akcję do przodu. Jednak tutaj zostaliśmy miło zaskoczeni. Scenki przerywnikowe zostały kapitalnie wykonane i przypominają jedną z bajek Disneya, aż chcę się je oglądać. Jak by tego było mało zostały one okraszone nie małą dawką humoru. Oczywiście nie byłoby to możliwe gdyby nie charakterystyczni bohaterowie. Gdy pojawia się Qwark zawsze jest się z czego pośmiać. A jego poszukiwania rodziny mogą rozbawić do łez. Clank to natomiast przemądrzały robot, który zawsze służy dobrą radą, a Ratchet to hmmmm ... Właściwie, czym on jest? W każdym bądź razie lubi sobie postrzelać ;) Chyba nie muszę dodawać, że na dokładkę dostajemy doskonały voice acting. Pychota ;)

    Jak nie trudno się domyślić daniem głównym jest strzelanie i skakanie. Jednak bardziej to pierwsze niż drugie. Od czasu do czasu będzie trzeba również ruszyć głową by rozwiązać proste zagadki logiczne. Nie jest ich dużo, ale umilają grę. Ratchet & Clank Size Matters to pozycja gdzie ciągle się coś dzieję i na nudę nie można narzekać. Tutaj nie idziesz cały czas na przód i prujesz do wszystkiego, co się rusza. Zamiast tego na każdym rogu czekają na nas jakieś niespodzianki. Tutaj nawet otwieranie zamków jest wykonane w formie prostej minigierki, która polega na grindowaniu po żółtych poręczach i omijaniu min. Takich atrakcji jest więcej, ale nie zdradzę wszystkiego żeby nie psuć zabawy z gry.

    Przez większość gry grywalną postacią jest Ratchet. To on sieje spustoszenie wśród rasy Technomites. Jednak od czasu do czasu wcielimy się w rolę jego blaszanego kompana. To dzięki niemu będziemy mogli wziąć udział w szeregu wyzwań, za które będziemy zdobywać bonusowe tokeny. Clank ma trzy minigierki - wariacje na temat Destruction Derby z ciekawie zaprojektowanymi arenami i wozami, futurystyczną wersję Lemingów gdzie zamiast zielonowłosych ludków są małe robociki oraz grę "sportową" która polega na przenoszeniu robocika w oznaczone miejsce. Gierki te miały stanowić małą odskocznię od głównego wątku fabularnego, ale grzechem byłoby stwierdzenie, że nie wciągają. Jakby tego było mało Clank może przeistoczyć się w Big Clanka, a wtedy gra zmienia się w space shootera z widokiem za pleców. Tutaj trzeba wspomnieć, że efekty eksplozji zostały przepięknie odwzorowane. Aż chcę się na to patrzeć. Zapomniałbym, podczas jednej z misji Clank może wydawać polecenia Attack, Follow, Wait i Enter swoim małym kompanom. Teraz widzicie, jaki ten tytuł jest rozbudowany? A to jeszcze nie koniec. Gwarantuję!

    Przeciwnicy, których spotykamy to przeważnie roboty, a pod koniec gry klony pewnej znanej persony. Sami domyślcie się kogo ;) Nie grzeszą oni rozumem, pchają się pod lufę lub atakują z dystansu. Robią wszystko żeby pozbawić nas życia. Podczas pierwszych minut gry potrafią naprawdę uprzykrzyć życie, ale gdy opanujemy w pełni sterowanie nie stanowią już kłopotu. Oczywiście dopóki nie ma ich zbyt wiele, bo gdy się ich zbytnio namnoży robi się naprawdę gorąco. Oczywiście w platofrmówce nie mogło zabraknąć bossów do zlikwidowania. Niestety nie są zbyt liczni. Jednak ci, którzy zaszczycili nas swoją obecnością potrafią naprawdę wkurzyć. Nie dość, że mają zabójczą ilość energii to jeszcze na każdego trzeba znaleźć unikatowy sposób. Jednak, gdy już rozłożymy takiego na łopatki czujemy ogromną satysfakcję z tego, czego dokonaliśmy.

    Jak dotąd skutecznie omijałem jeden element - arsenał. A ten jest tutaj potężny i różnorodny. Czasami nawet niepoważny. Mamy tutaj zwykły blaster, kosmiczną wersję shotguna, nie odłączną wyrzutnie rakiet, miotacz ognia oraz działko laserowo. Dodano również kilka zabawek, które mogą naprawdę rozbawić. Co powiecie na Mootator, który zamienia wrogów w mikrokrówki? Albo Agents of Doom - małe robociki, które atakują wszystko na swej drodze. Jest również gniazdo pszczół, które po rzuceniu atakuje swoimi lokatorami wrogów. Jednak nic nie zastąpi naszej podręcznej broni - klucza francuskiego. Dodatkowo nasz bohater może posługiwać się kilkoma gadżetami np. konewką, która przywołuje roślinki oraz linką na haku, która służy do pokonywania przepaści. Developerzy odpowiedzialni za kieszonkowego Ratcheta mają naprawdę zjechaną psychikę. Oczywiście, w pozytywnym tego słowa znaczeniu ;)

    Na upartego można powiedzieć, że gra zawiera w sobie "elementy RPG". Naszemu bohaterowi wraz z ilością pokonanych wrogów zwiększa się ilość punktów życia. Jak by tego było mało im częściej używamy jakieś broń tym większe obrażenia zadajemy. Oczywiście jest pewien limit, ale wymasowanie wszystkich pukawek zajmie nam trochę czasu. Zapomniałbym - broń można również ulepszać w specjalnych punktach na mapie.

    Platformówka nie byłaby platformówką gdyby nie zbieractwo. Tutaj naszym jedynym celem jest zyskać jak najwięcej śrubek. Wypadają one ze skrzynek, potworów, a nawet z niektórych elementów otoczenia. Oczywiście nie zbieramy ich tylko po to, żeby mieć. Śrubki są walutą w świecie Racheta. To za nie kupujemy wszystkie upgreade’y, amunicje oraz arsenał. O ile z początku ilość naszego złomu liczy się "zaledwie" w tysiącach tak już po pokonaniu finalnego bossa i rozpoczęciu nowej gry (z zachowaniem wszystkich naszych poprzednich osiągnięć i broni) licznik przyjmuje nawet wartości milionowe. Kręćka można dostać na punkcie tych śrubek.

    Ciekawym elementem są pancerze, które zostały rozrzucone na planszach. Skompletowanie całego seta daję nam pewne unikalne możliwości. Kolejny powód dla którego warto poświęcić kilka następnych godzin przy konsoli ;)

    Size Matters to moja pierwsza gra w jaką zagrałem na PSP więc kwestię grafiki mógłbym sobie odpuścić bo nie mam punktu odniesienia, ale nie zrobię tego ;) Napiszę(wystukam) zatem, że nie można na nią narzekać. Kolorki są ciepłe i aż miło się gra. Efekty eksplozji również zostały bardzo dobrze wykonane. Jednak na największe brawa zasługuje filtr zastosowany podczas poziomu rozgrywającego się we śnie Racheta. Boki ekranu rozmywają się aż miło na to popatrzeć. Jeśli bym miał się do czegoś doczepić to do małej ilości detali. W niektórych levelach aż się prosi, żeby wstawić coś gdzieś.

    Na muzykę nie zwróciłem uwagi. Może, dlatego że jej nie było, może po prostu nie dało się jej słuchać? Za to wszystkie dźwięki są na swoim miejscu i pozwalają się nam zatopić w świecie gry. Odgłosy wystrzałów zrekompensują brak muzyki. Skoro jestem przy dźwięku ponownie pochwalę voice acting(jak by ktoś nie wiedział są to głosy podłożone pod postacie) i znowu napisz, że jest kapitalny.

    Ratchet to nie arcydzieło sztuki tylko gra konsolowa, a jak wiadomo, w każdej z nich muszą wystąpić jakieś zgrzyty. Tutaj jest ich nie wiele, ale i tak wspomnę o nich z dziennikarskiego obowiązku. Czasami kamera dostaje małpiego rozumy, ale tylko czasami. Sporadycznie występują błędy w detekcji kolizji, co przeszkadza w celowaniu ze snajperskiej kuszy. Więcej grzechów dewelopera nie pamiętam.

    Jeśli kochasz platformówki oraz gry, gdzie został położony duży nacisk na akcję to Ratchet & Clank Size Matter jest dla ciebie pozycją wręcz obowiązkową. Nie dość, że bez przerwy coś się dzieje, to jeszcze niemal każdy aspekt został porządnie rozbudowany. Pytacie się czy brać? Ależ oczywiście. Czesio poleca ;)


dynamika
rozbudowanie
arsenał

 
 

sporadyczne błędy



Producent: High Impact Games
Premiera: 2007

« poprzednia | spis treści | następna »