|

Jakiś czas temu na ekranach
telefonów komórkowych zagościła ostatnia część znakomitej serii Prince of
Persia. Z jakim skutkiem? Pozytywnym. Mimo, że to już czwarta gra w realiach
średniowiecznej Persji wydana na tą platformę, wciąż wciąga na dobre. Ale po
kolei – o co w tym wszystkim chodzi? Książe, wraz ze swoją ukochaną wracają do
Babilonu. Ich oczom ukazuje się kraj w stanie wojny, a sam Książe zostaje uznany
jako wróg publiczny i schwytany. Z pomocą przychodzi właśnie jego narzeczona,
Kaileena, która uwalnia potężną moc Piasków Czasu. Nasz bohater ucieka,
odkrywając tym samym swoją drugą naturę – tą zdecydowanie bardziej mroczną…

W stosunku do poprzednich części
zaszły spore zmiany. Tą najbardziej irytującą, ale jednak nadającą grze dużo
większego tempa jest system autokontroli bohatera – polega to na tym, że Książe
sam wykonuje część przewidzianych na daną chwilę akcji. Do tego nie musimy się
martwić o to, aby np. w odpowiednim momencie puścić się wystającej ze ściany
żerdzi, ponieważ gra sama o to zadba. Wystarczy wcisnąć jeden klawisz. Podobnie
ma się sprawa z bieganiem po ścianach, wskakiwaniem na liny, wspomniane żerdzie…
Doszła również możliwość przemiany w Dark Prince’a. Tu sprawa wygląda o tyle
ciekawie, że zyskujemy dużo większe możliwości, a sam Książe całkowicie zmienia
swoje poglądy na świat. A dokładniej? Zamiast ratować swój lud… Próbuje go
zniszczyć, zniewolić. Doprowadza to do wielu ciekawych sytuacji w trakcie gry –
ale o tym przekonacie się już sami. Drugi Książe, jak i pierwszy, jest
doskonałym akrobatą, w dodatku świetnie włada bronią. Ale co ich odróżnia?
Dodatkowo posiada bicz ze sztyletów, który – nie dość, że jest bardzo skuteczną
oraz śmiercionośną bronią, o większym dystansie niż standardowy miecz, przydaje
się również do pokonywania przeszkód terenowych. Bujanie się pod sufitem,
wskakiwanie na wystające belki to teraz żaden problem…
|
Ale
żeby nie było zbyt łatwo, transformacji można użyć tylko w ściśle wyznaczonych
przez twórców momentach. Niemniej jednak nawet w normalnej postaci nie
powinniśmy mieć najmniejszych problemów z ukończeniem gry – jest banalnie łatwa.
Czas gry również nie jest tu mocną stroną – spokojnie godzina wystarczy, aby
przejść ją w całości.

Brakuje też
zróżnicowania wśród przeciwników i konstrukcji plansz – naliczyłem ledwo 3
oponentów, poziomy również polegają praktycznie na tym samym. Sprawę próbują
ratować etapy polegające na ucieczce rydwanem przez ulice miasta – ale i tutaj
nie należy się spodziewać niczego szczególnie innowacyjnego. Na szczęście
grafika to zupełnie inna bajka. Dopracowana do najmniejszych szczegółów, jest to
jedna z najładniej wyglądających gier na komórki.No cóż – mimo sporych
ograniczeń i uproszczeń gra jest z całą pewnością godna polecenia. Powinien w
nią zagrać każdy fan tego typu rozrywki, niezależnie od tego czy lubi orientalne
klimaty, oraz czy zaliczył poprzednie części gry. Bawiłem się przy niej świetnie,
choć zdecydowanie za krótko.
|