« poprzednia | spis treści | następna »  
From Russia With Love

   

Każdy wie, że James Bond to był super chłop, jakich już nie ma. W końcu ratował świat właściwie codziennie w czasie przerwy śniadaniowej, jeździł super-wypasionymi samochodami i kochał się z większością najładniejszych aktorek tego świata. Nic dziwnego, że większość tych małych i tych dużych chłopców chciała od zawsze wcielić się w postać Agenta Jej Królewskiej Mości. Dlatego od czasów Nintendo 64 powstają kolejne gry na konsole i komputery z Bondem w roli głównej. Produkcja, którą dzisiaj zrecenzuje, wskrzesza stary Bondowski film „From Russia with love” w którym rolę Złotoustego Jamesa wziął na siebie Sean Connery. Świetny film, swoją drogą

Oh, James!

Cóż, cała intryga zaczyna się na balu, gdzie jacyś źli panowie o bardzo wschodnich akcentach próbują porwać Piękną Panią. Nasz bohater, naturalnie mający słabość do Pięknych Pań (bo któż jej nie ma) rusza jej na pomoc i powoli zagłębia się w całą te Rosyjską intrygę. Nie chce tutaj za dużo odkrywać (zwłaszcza jeżeli ktoś nie oglądał filmu), ale dodam tylko, że historia tak klasyczna, że aż momentami boli ;) Ale nie ma się co dziwić, w końcu to „egranizacja” filmu sprzed 40 lat!

Bum, bum, tratabum!

I, jak na egranizacje od Electronic Arts, nie odbiega zasadniczo od standardów. Gra jest dosyć krótka (da się ją ukończyć w ok. 7/8 godzin), niezbyt skomplikowana (to po prostu radosna strzelanka TPP) i oczywiście wyposażona w to, co najważniejsze: filmową licencje. Tak, wszystkie postacie wyglądają jak filmowe odpowiedniki, w grze znajdziemy również miejsca i gadżety znane z filmu. No i oczywiście pozostaje muzyka (o niej trochę niżej) również zaczerpnięta z oryginału. Po prostu raj dla fana Bonda! Ale czy dla gracza? Ano i z tym jest problem. Bo „From Russia with love” dla zwykłego gracza, niezarażonego manią Bonda, będzie po prostu kolejną zwykłą grą TPP. Owszem, może się przy niej naprawdę nieźle bawić, ale raczej jęków zachwytów przy tym wydawać nie będzie.

Światełko na końcu.

W czasie gry najbardziej wkurza wszędobylskie uskryptowienie. Przy przechodzeniu drugi raz tego samego poziomu doskonale wiemy skąd wyskoczą wrogowie, gdzie rozbije się samochód itp. Przez co FRWL jest grą raczej na raz (no, chyba, że ktoś będzie chciał śrubować rekordy ;P). Najgorsze jest jednak to, że w większości misji (zwłaszcza tych pierwszych) poruszamy się praktycznie w tunelu, zgubić się właściwie nie ma gdzie, wystarczy iść sobie kulturalnie przed siebie i rozwalać przeciwników. Takie ułatwienie (sobie-roboty, innym-zabawy) w dzisiejszych czasach jest, moim zdaniem, niedopuszczalne, zwłaszcza jeżeli grę robi nie jakaś malutka firemka, ale Electronic Arts.

Bimberitum Ogórkornia

Co do reszty gry to jest nawet nieźle. Trup w grze ściele się gęsto, klimacik Bondowski jest, a i elementy skradankowe zostały w grze zrobione dobrze. No, ale po kolei. Co do przeciwników, to owszem jest ich sporo i potrafią sobie radzić. Nie są może jakimiś tytanami intelektu, ale nie wchodzą sobie pod lufy, ani nie blokują się w drzwiach. Poza zwykłymi żołnierzami, mamy napakowanych sterydami Iwanów (walka z takimi to nie przelewki), komandosów z tarczami (takiego gagatka trzeba trafić prościutko w głowę, gdy próbuje do nas strzelić) no i kilku bosów (w tym helikopter i odrzutowiec!).

Byłoby naprawdę ciężko, gdyby nie „moc” Bonda. Otóż po naciśnięciu przycisku na padzie, przechodzimy w tryb widzenia, w którym czułe miejsca wroga są zaznaczone czerwonymi punktami. Jedyny problem w tym, że w takim trybie praktycznie nie da się ruszać i skutecznie unikać strzałów. Mimo to jest to jednak spore ułatwienie.
Co do dynamiki gry, to faktycznie adrenalina potrafi w żyłach zabuzować. FRWL to bardzo klasyczne TPP w które z przyjemnością się gra, ale nie ma się wrażenia, że to produkcja o której będzie się wspominać godzinami i do której na pewno się wróci. Co to, to nie. Na pewno można się przy niej nieźle zabawić, zabić kilku wrogów itp. Ale tylko tyle.

Ponaddźwiękowy rowerek trójkołowy!

Oczywiście, w grze z Bondem gadżety są niezbędne ;) Mamy więc laser w zegarku (świetny do otwierania zamków, beznadziejny w walce), latający plecak (do latania :P), linkę (do wchodzenia po ścianach, bujania się pod sufitem itp.) no i super szpikulce w kołach w aucie (o nim zaraz) dzięki czemu można innym użytkownikom przebijać opony ;) Cóż, trochę tego jest i faktycznie zabawa tymi gadżetami jest fajna i daje grze klimatu. No i (co najważniejsze) nie ma tu żadnych głupkowatych rzeczy żywcem wyjętych z filmu „Inspektor Gadżet”, tylko sama klasyka.

Bonusy, bonusiki...

Musicie wiedzieć, że poza poziomami tzw. „chodzonymi” we From Russia with Love znajdzie się jeszcze kilka innych poziomów w których pokierujemy np. Samochodem (stareńki, wypasiony Aston Martin), plecakiem odrzutowym itp. Musze przyznać, że dynamika gry w tych miejscach wzrasta i gra się jakby lepiej. Co prawda model jazdy jest zręcznościowy do bólu, ale w zręcznościówce można to jeszcze przeboleć. Poza tym po ukończeniu gry w odp. Procencie dostajemy od twórców trzy dodatkowe plansze, które trochę przedłużają naszą zabawę z tą produkcją.

Bondowskalia

Gra była testowana na konsoli GameCube (to jedyny current-gen jaki posiadam ;)) i wygląda na niej lepiej niż na PS2, ale i tak jest raczej bez rewelacji. Tzn. Grafika jest nie najgorsza, ale na superrealizm nie ma co liczyć. Najbardziej przeszkadza podobieństwo większości wrogów do siebie i przerywniki filmowe zrobione na enginie gry. Wyglądają one naprawdę fatalnie i uwypuklają wszystkie wady szaty graficznej (kanciastość itp.), których podczas rozgrywki się aż tak nie zauważa. Na plus muszę policzyć naprawdę fajnie zrobione intro do gry, jest naprawdę profesjonalne i bardzo ładne. Co do muzyki to jest żywcem wzięta z filmu, co jest zaletą, gdyż 1) jest naprawdę świetna 2) dla fanów filmu inna muzyka byłaby właściwie profanacją. Jest dobrze.

From Russia with...what?!

FRWL dała mi kilka godzin przyjemnej, niezbyt pochłaniającej umysłowo zabawy, po czym na zawsze zniknęła z mojej pamięci. Mogę się założyć, że gdyby gra nie była „Bondowska” i występowałby w niej jakiś anonimowy paker byłaby to bardzo kiepska rzecz. A tak dostajemy przyjemny, interaktywny film z 007 w roli głównej. Można pograć.




        
         Nie podano


        
        Nie podano
Producent: EA Games
Dystrybutor: EA Games
Gatunek: Akcja

« poprzednia | spis treści | następna »