|

Mnie, jak i każdego maniaka muzyki
rockowej, nachodzi czasami chęć wcielenia się w swoich idoli i zaśpiewaniu
największych gitarowych przebojów do tłumu rozwrzeszczanych fanów. Niestety, jak
na razie, nie udało mi się tej „chcicy” wcielić w prawdziwe życie. No, ale od
czego są gry video? :P Co prawda sam konsoli PS2 nie posiadam, ale od czego jest
kolega z dwoma mikrofonami i świeżutką płytką z Singstarem? :P Dobra, ale ja wam
tu o sprawach towarzyskich nawijam, a czas zaczynać recenzje. Rock!!!
...and roll!!!
"Singstary" są dobrze znane u maniaków konsoli spod
znaku wielkiego S, w końcu wyszło już naprawdę wiele gier z tej serii. W każdej
chodziło mniej-więcej o to samo, trzeba było śpiewać do mikrofonu (kontroler do
kupienia z grami) tekst wyświetlanej piosenki w takiej samej tonacji głosowej,
co wokalista. O tym jak blisko (bądź daleko, wszystko zależy od głosu i
umiejętności modulowania go :P) byliśmy oryginału informowały nas paski
wyświetlane na tle teledysku. Singstar: Rock to pierwsza próba wyjścia przez
twórców serii poza tzw. Muzykę popularną. Potem wyszedł jeszcze Singstar: Rock
ballads, ale dzisiaj się nim nie zajmujemy :P
Come on, Dude!

Po odpaleniu gry pierwsze, co rzuca
się w oczy to brak polonizacji, co dziwi, gdyż w poprzedni Singstar był
całkowicie spolszczony. Cóż, co prawda menu nie jest specjalnie skomplikowane,
ale trochę szkoda, że brakuje stricte polskiego wydania. Co do reszty: poza nową
muzyką właściwie nic się nie zmieniło, to po prostu kolejny Singstar, każdy fan
serii poczuje się tu jak w domu, zaś graczy, którzy nigdy się nie mogli w grze
odnaleźć nowa część na śpiewającą stronę nie przekabaci. Poza tym brakuje jakiś
mini-gierek (w poprzedniej części był pong sterowany głosem), czegoś do zabawy
na imprezie itp. A tu figa z makiem i kolejny krok wstecz. Co prawda sama gra
również da nam sporo zabawy, ale takie dodatki dodają grze smaczku.
Roaaar!
„Rock” jest sporo trudniejszą grą,
niż poprzednie Singstary. Wynika to zapewne z faktu, jak rockowcy śpiewają,
potrafią ryknąć głosem z piekła rodem, bądź zapiszczeć, niczym rodowici kastraci
:P Mimo to gra nie powinna sprawić kłopotu wyjadaczom, którzy zjedli zęby na
poprzednich częściach. Fakt faktem, zabawa samemu raczej nudzi, Singstar jest
grą typowo imprezową. Kiedy zbierze się 2-3 osoby i zaśpiewa z nimi np. „Go With
the Flow” Queens of the Stone Age, wtedy dopiero jest naprawdę grywalnie. Cieszy
mnie możliwość wyłączenia punktacji, dzięki czemu nawet najgorszy śpiewak może
grać i nie mieć poczucia, że niszczy najlepsze rockowe utwory wszechczasów :P
|
JB & KG presents...
No właśnie, ale czy na pewno „najlepsze”?
Otóż niestety nie. Producenci Singstara ewidentnie poskąpili kasy na kupienie
tych naprawdę najlepszych i najpopularniejszych rockowych hitów. Owszem, mamy
Queen (z mało znanym„Don't stop me now”), mamy ww. Queens of
the Stone Age, The Rolling Stones (jedna piosenka), The Offspring (jw.) itd.
Ale trochę tych dinozaurów mało. Brakuje przede wszystkich tych naprawdę
super znanych przebojów. W końcu to na popularności śpiewanej muzyki Singstar od
zawsze święcił triumfy. Dużo bym dał, żeby móc zaśpiewać w grze coś The Who,
AC/DC (chociażby „Highway to hell”), Iron Maiden, Van Halen (Klasyka!) itp.
Zamiast tego dostajemy do zawycia utwór Gwen Stefani. Suuuper :/ Poza tym
brakuje jakiś polskich piosenek (można to zwalić na brak polskiej wersji).
Look Dude!

Za to jest jaśniejsza strona tej
gry: teledyski w tle gry :D Szczerze mówiąc, fajnie obejrzeć sobie naprawdę
nieźle zrealizowane projekty muzyków na dużym ekranie. I klimatu graniu to
dodaje i przyjemnie jest pooglądać na telewizorze coś, czego (niestety) MTV już
nie puszcza. Generalnie ta gra ma klimat i gdyby nie niedoróbki i brak naprawdę
dobrych utworów byłaby naprawdę świetna. A tak jest trochę zbyt niszowa. Pograć
się da (zwłaszcza, jeśli jesteś miłośnikiem ciężkiej muzyki), ale to jednak nie
to, czego po tej grze oczekiwałem.
Trzy akordy, darcie mordy!

Cóż, jeżeli jesteś fanem rockowego grania, to możesz zagrać, zaś jeśli nie masz
z rokendrolem nic wspólnego, to nie ma sensu kupować. Lepiej zainwestuj np. W
Singstar: Eska, lub coś podobnego i baw się z muzyką popularną. „Rock!” można
łyknąć bez oporów, ale zachwycać się nie ma czym. A szkoda.
|