« poprzednia | spis treści | następna »  
Taxi 4
 Czesiek

Luc Besson dziewięć lat temu stworzył serię filmów, która do dzisiaj przyciąga rzesze widzów do kina. Zostały już zrobione cztery części opowiadające o przygodach taksówkarza i policjanta oraz jedna amerykańska wersja filmu. Jak widać Francuski reżyser wykorzystuje licencję jak tylko się da. Niestety, im nowszy film, tym słabszy, przynajmniej do tej pory. Na całe szczęście Taxi 4 okazał się tytułem lepszym od poprzedniczki. Nie znaczy to jednak, że dorównuje początkowym odsłonom . Ot kolejna, dobra komedia, jakich wiele.

Do marsylskiego komisariatu trafia niebezpieczny Belg i wróg publiczny numer jeden w jednym. Misja wydaje się dość prosta - przechować złoczyńcę przez kilka godzin, a następnie oddać w ręce odpowiednich służb, które wywiozą go do więzienia w Afryce. Zamiast zostawić aresztanta w spokoju i co najwyżej obstawić go strażami, inspektor Gilbert postanawia go przesłuchać! Na skutek misternie zaplanowanej akcji, zbiegu okoliczności i łatwowierności Emiliena przestępcy udaje się zbiec. W nagrodę za swą dobroduszność policjant zostaje wyrzucony ze służby. By jednak wrócić do swojej ukochanej pracy postanawia złapać Belga. Oczywiście z pomocą Daniela. Tak oto rozpoczyna się śledztwo, którego celem jest pojmanie zbiega i powrót Emiliena do policji.

Można narzekać, że film jest odtwórczy, ale nie można mu zarzucić, że nie bawi widza poprzez znane formy komizmu: sytuacyjny, postaci i językowy. Już po pierwszej scenie jesteśmy świadomi, że komedia, z jaką się spotykamy jest absurdalna, pełna zaskakujących postaci i niespodziewanych zwrotów w scenariuszu. W prawdzie większość zagrań jest już oklepana, ale na całe szczęście dalej śmieszy. Szkoda tylko, że za nim się obejrzymy film się już kończy, a na końcówkę warto czekać. Obiecuję!

Po tytule można się domyślać, że zostanie położony nacisk na tytułowego "bohatera" czyli taksówkę. Jednak jak na ironię więcej tutaj piłki nożnej niż brawurowych pościgów ulicami pięknej Marsylii. Jest to po części zasługą gwiazdy Olympique Marsylia - Djibrila Cissé. Zagrał on tylko mały epizod, ale jakże uszczęśliwił tym fanów. Scen z boiskiem piłkarskim jest więcej, ale ja ich oczywiście nie zdradzę ;) No może powiem tylko, że Gibert również wkroczy na murawę i pokaże kto tak naprawdę jest wirtuozem footballu.

Taxi 4 nie bawiłby tak gdyby nie doskonali aktorzy wcielający się zarówno w głównych, jak i pobocznych bohaterów. Duet Samy Naceri(Daniel) i Frederic Diefenthal(Emilien) spisał się doskonale. Chociaż ten pierwszy jest jakoś mało widoczny. Należy również pochwalić genialnego Bernarda Farcy, który śmieszy jako Gibert bardziej niż cała reszta razem wzięta. Ten aktor jest po prostu genialny! Mimika, gesty, aż chcę się go oglądać. Oglądać się chcę również Emme Sjoberg, która ponownie wcieliła się w rolę Petry, żony Emiliena. Aktorka z niej marna, ale jest przynajmniej na kim zawiesić oko ;)

Co by nie mówić o filmie trzeba mu przyznać, że bawi. Nie tak dobry jak dwie pierwsze odsłony serii, ale nadal jest się, z czego pośmiać. Ocenę jednak wystawiam niską, bo nic odkrywczego tutaj nie znajdziemy. Coś mi się wydaję, że to nie jest nasze ostatnie spotkanie z taksówką, zważywszy na to, że film ten swego czasu bił rekordy popularności we Francji. Miejmy nadzieję, że przy kontynuacji Gerard Krawczyk i Luc Besson bardziej się postarają...


Ocena - 6/10

Data premiery - 2007.02.14

Produkcja - Francja

Reżyseria - Gerard Krawczyk

Gatunek - Komedia, Akcja

Obsada - Samy Naceri, Frederic Diefenthail, Emma Sjoberg, Bernard Farcy

Najciekawsze fragmenty - wszystkie z udziałem Giberta.

« poprzednia | spis treści | następna »