AM 92 - komentarze
Jest 13 sierpnia, dwudziesta trzydzieści. Zjadłem dziś trzy kromki razowego chlebka, parę kawałków ciasta i inne rzeczy. Komentarze do tekstów w kolejności alfabetycznej. Tekstów, nie komentarzy. Rzecz niespotykana – udało mi się wyłowić dwie dyskusje (dyskusyjki właściwie;)) na – tu zaskoczenie – również dwa tematy. Przyjemnej lektury, zabieram się za wykańczanie layoutu. Nie, to złe słówko. Za dokańczanie się zabieram. Lay ważna rzecz. Spytajcie Daredevila;)
Zaczynamy od roboty kreciej, a niedocenianej. Kreciej dlatego, iż by konstruować Peryskop trzeba przeczytać AM przynajmniej dwa razy. Dla niektórych może być to wysiłek intelektualny ponad granice wszelakie:)
AM 89, 90 - Peryskop (Tuxedo)
Gloggy: fajny :) .
O, Przemysławie, dzięki Ci, nie wytrzymałbym pustego miejsca przy swoim tekście;)
Tekst “bez ironii”, chociaż nie do końca. Ironią jest fakt, że popełnił go niżej podpisany. Taki smaczek specjalnie dla czytelników Prasówki. Warto ją czytać:)
Ballada o lekkim zabarwieniu emocjonalnym (Everyman)
Sypee: mogło być śmiesznie- trochę więcej ironii i już mamy dobry tekst. A tak jest tekst bez ironii :)
Tuxedo: Pan Każdy mógłby się przed wysłaniem zastanowić, czy kogoś zainteresuje kolejny lament świętokrzyski:/
nZorka: początek nie wróżył niczego dobrego. Ot taka sobie pisanina jak setki innych. Ni to pamiętnik, ni autobiografia. I chociaż podczas czytania tekstu miałam mieszane uczucia (bo niby wszystko dobrze, bo styl okej), to wizja banału zdawała się wisieć nad tym poligonem literek... A jednak: nie do końca! Puenta ratuje wszystko. Może tekst największych tematów i zagadnień nie podejmuje, a puenta nie winduje go na wyżyny twórczości, to całość może nawet być. Ot tak. :)
Gloggy: przyjemnie się czytało, choć niby temat oklepany i schemat samego tekstu też: jest historia, akcja się rozwija, a na koniec okazuje się, że to autobiografia trzecioosobowa. No i pojawiło się trochę niedociągnięć w samym arcie.
UnionJack: Napisane lekko i bezpretensjonalnie, przyjemna lektura na trudny temat. Podziwiać szczerość i spokój, z jakim opowiada autor. Jest dystans - ale i lekkiego zabarwienia emocjonalnego nie brakuje. Nic wielkiego, trochę wprawka - ale warto było przeczytać.
Sól w moim oku, a cała jej beczka u asztaki:
BECZKA SOLI (asztaka)
Sypee: przystępnie o trudnych rzeczach. Nieoczekiwane zwroty akcji dosięgają każdego. Może uwaga nie na miejscu, ale powiem - warto pamiętać, że wszystko przemija.
Tuxedo: to jest bardzo śmieszne w swojej nie-śmieszności. Pojadę w stylu Tomka Rabczewskiego: nie wiem, nie pamiętam, o czym sobie pomyślałem czytając ten tekst. Fakt jest taki, że pierwszy raz w historii mojego AM lekturowania zacząłem płakać. Treść nie jest chyba zbyt wzruszająca, zwłaszcza, że nie dostajemy praktycznie żadnych szczegółów. W takim razie musi coś być w składni:) Budujcie więcej takich zdań.
Michał Chmielewski: taki normalny, standardowy love-liścik niestandardowej, bo dobrej pisarki. Na tak.
Gloggy: pocieszające, w apetycznej formie: szybko skonsumowałem ;)
UnionJack: Z powyższym to się układa w dość ładny ciąg, coś jakby jedno z możliwych zakończeń. Ale tu inaczej: bardzo emocjonalnie, osobiście, trochę nawet hermetycznie. Tekst jednak nie jest nieczytelny, wiadomo o co Julce w nim chodziło - człowiek się więc w tych emocjach na szczęście nie gubi. Rzecz się podoba - na plus.
Dyskusja numer jeden – co wolno, a czego nie wolno, czyli jak po writerze jeździć żeby nie zajeździć :P
BO DO TANGA TRZEBA TROJGA (eric_wu)
Tuxedo: no, to jest Michał, jakiego jeszcze nie widzieliśmy. Co prawda tekst w podobnym tonie, gdzie z ziemią zrównany został Michał przez Pewnego Gościa (bodaj "Atak małolata") był lepszy, no ale tutaj sobie autor pojechał po aż trzech writerach, w dodatku dokładnie tych, którzy na to zasłużyli - także nie narzekamy już i brawa. A teraz czekam, aż Pan Chmielewski swym comiesięcznym zwyczajem wpadnie na pięć minut by cierpkimi zdaniami skrytykować numer i ogólny AMaga poziom:)
indianer: Chmielewski mnie zauroczył. Sztuka jechania opanowana do perfekcji. Zabawnie, inteligentnie i co ktoś tam już na górze zauważył, słusznie. Szał.
asztaka: Ale po co pisać taki art? Można to było napisać tutaj, na forum.
nZorka: opinia
o innych, tak? Można było sobie darować. I choć to kolegi własne
zdanie, to mocno zakorzenione we własnej wizji świata, jak mniemam?
Na początek: jazdka po Phantasmagorze. Wytknięte to i tamto, okej.
Ale konstruktywna krytyka ma to do siebie, że widzi i dobre strony.
Powtórzę się - co mi tam. Wielu ówczesnych twórców
(hehe) w AM niech się uczy składni od kolegi P. Niby taka banalna
rzecz, a większość AMewców z tym kuleje.
Na koniec Michale
piszesz, że wszystko po to, żeby tekst do AM powstał. Źle się dzieje,
skoro taka polemika nie rozbija się tylko o tekst, ale i o jego
autora.
Michał Chmielewski: Cóż, koleżanko, trudno, żebym pisał tekst pod kątem światopoglądu kogokolwiek innego niż mojego. Jak wspomniałem w tekście, trójka autorów zasługiwała na konstruktywne manto, ale ja nie odpowiadam za pouczanie zniekształconych umysłów dziatw bardzo-szkolnych. Zaś za drwienie z nich - a i owszem :D
nZorka:
Ciekawe jakie były Twoje pierwsze teksty, pamiętasz je jeszcze?
Drwić sobie zawsze można, ale o wiele skuteczniejsza jest
konstruktywna krytyka.
Oddajmy na chwilę głos jednemu z zainteresowanych, czyli wspinającemu się na Himalaje dystansu do siebie Rodzynowi:
Phantasmagor: Jeśli chce się polemizować, to rzeczywiście, masz rację - jest lepsza. Ale co jeśli CELEM tekstu jest DRWINA? Mnie osobiście, jak juz pisałem prywatnie Michałowi, tekst się podobał. Był "z jajem", kpiący, śmieszny i, co najważniejsze, prawdziwy.
Michał Chmielewski: Pamiętam b. dokładnie [swoje pierwsze teksty]. Był to mniej więcej taki sam poziom. Może gorszy. Ale z drugiej mańki - może lepszy :) Tak czy siak, jeśli chce się tworzyć coś dla użyteczności publicznej, należy spodziewać się takich i lepszych, konstruktywniejszych ataków. Hartowanie wrażliwości na cudze opinie - ta twójka powinna mi podziękować za lekcję tego.Nie chciałem być skuteczny w znaczeniu 'mądrzejszy' etc. Moją skutecznością była lekkość+sarkastyczność=przyjemność w czytaniu. Zresztą, wojna na poważne argumenty w przypadku tych trzech autorów i ich tekstów, jest dla mnie wielką stratą czytelników i, co o wiele gorsze, mojego czasu.
nZorka:
Relacje Ty - autorzy wykorzystani w Twoim tekście, to Wasza sprawa,
prawda? Ja się w to nie mieszaju. :)
Ja tylko wypowiadam swoją
opinię na temat zawartości Twojego tekstu, a dokładnie "drwiny"
z Rodzyna, który to, moim skromnym zdaniem, na nią sobie nie
zasłużył. (Tu zwracam uwagę na styl, poziom, warstwę leksykalną JEGO
tekstów. :))
Tuxedo: W
kwestii tekstu imć Chmielewskiego - nigdy nie myślałem, że będę robił
za jego adwokata, a już na pewno nie w sytuacji, gdy oskarżycielem
będzie Magda :D Ale:
- prawdą jest, że wysyłając tekst do AM
wchodzimy w pewną grę, w której możemy
wygrać/przegrać/zeszczać się ze śmiechu (wybierz właściwe)
-
nieważne, czy Panti zasłużył czy nie (chociaż moim zdaniem tak, o tym
pisałem wcześniej), ważne, że Michałowi się chciało zrobić m.in. o
nim tekst - ku uciesze gawiedzi
- na podobnej zasadzie
funkcjonuje Peryskop, jeśli nie bywał on dotychczas chamski i
oszczerczy - postaramy się to zmienić;)
- a taki jak ten art może
być dla raczkującego pisarczyka (wybacz, Michał, ale nie tylko dla
Ciebie jest to określenie zarezerwowane;p) bardziej przemawiający niż
pięćdziesiąt moich komentarzy.
Michał Chmielewski: <wzruszenie> Tuxie... nie myślałem, że tego dożyję.... </wzruszenie>
Dożyłeś. To co, pora umierać? ;-) - Tux
Bosy spacerek z Martiką. Mam wrażenie, że tytuł “Nago po trawie” byłby bardziej chwytliwy ;-)
Boso po trawie (Martika)
Sypee: Buty się przydają. A jeśli Autorka chce śmigać bez nich, to proszę bardzo. Trochę takie pisanie dla formy, bo treści tutaj mamy mało. Optymistycznie jest - mam nadzieję, że następne teksty firmowane ksywką autorki będą jeszcze bardziej trawiaste i bose, i tańczące :)
Tuxedo: "[śpiew] Nawet najbardziej mijający się z dźwiękami." Ładne to zdanie. Fajnie że sa ludzie, którzy sobie radośnie piszą na pogodnym tle.
nZorka: mała optymistka :)
Gloggy: co tam inni :)
Ciasteczka (Tuxedo)
asztaka: Podobało się bez wątpienia. "Mogą wydłubać oczy" :D
nZorka: bardzo pysznie, kcę więcej :)
Tuxedo: domyślam się, że autor jest łasuchem po przejściach. W dzieciństwie był grubasem, kto wie, może nawet dostał od-jedzeniowe przezwisko. Dzieci potrafią być okrutne. Teraz skrywane kompleksy znalazły swoje ujście. Ale fajnie się czytało;)
Gloggy: smacznego ;)
CIĘCIE (Quasimodo)
Tuxedo: to by był dobry tekst. Nie, to jest dobry tekst. Tylko trochę nieogolony:) Najdłuższa część mogłaby być zrobiona ciekawiej, ale za ogólną przewrotność plus:)
nZorka: tekst od początku przewidywalny. Ten typ, w którym czytelnik na końcu uśmiecha się do siebie pod nosem i mruczy: A nie mówiłem. ;)
Ja?: Tekst co najmniej zaskakujący:). Początkowo, myślałem, że będzie o próbie samobójczej. Nawet chciałem napisać jakąś parodię tego, gdzie na końcu okazywałoby się, że chodzi tylko o golenie. Mój genialny pomysł, wraz z dalszym czytaniem, robił się coraz mniej genialny. Niestety, nic z niego nie wyjdzie, bo autor... a zresztą sami wiecie jak się "Cięcie" kończy. Trzeba poszukać innej inspiracji. Dokąd ten świat zmierza (ZaYceV) - Przypomina mi zrzędzenie starszych osób. Ahh, jaka ta młodzież jest zepsuta. Wg mnie można narzekać, ale można to przecież robić w bardziej kreatywny sposób. Yyyyy, że co? Narzekać w kreatywny sposób?
Gloggy: i
strasznie skóra swędzi, jak się ją w zły sposób
podrażni, to jest dopiero horror. Niezłe.
Nie wiedziałem,
że się już golisz :P - Tux
Krocząca polemika, zwróćcie uwagę na autora – zawsze wiedziałem, że do AM piszą Najwięksi, ale żeby aż tak? :D
Chodzenie: polemika (Kuba "Jezus")
Tuxedo: no, fajnie. Polemika może nie była cudownym dzieckiem retoryki, że tak sobie sparafrazuję komentatorów sportowych, ale kawałek porządnie napisanego tekstu. Są poglądy, jest ich manifestacja i się niezgodzenie z bliźnim. I tak powinno być. Wy wszyscy - piękni, dwudziestoletni - do piór! :)
asztaka: Sympatyczny debiut. Poprawna polemika, sprawnie napisana. Na plus.
Dokąd ten świat zmierza (ZaYceV)
Sypee: da się czytać, ale... o czym to w zasadzie jest?
Tuxedo: lol :D Świetne te "testy", gdyby tylko nie były pisane na poważnie... ;-) "Głupia frańca" :D Tak myślę że ja bym nie płakał. Bo zakochał się widać autor w powierzchowności, a przecież żyje się później z Człowiekiem. To chyba nawet lepiej widzieć ludzi w sytuacjach, w których reagują tak skrajnie, choć wcale nie muszą. Moje pierwsze zauroczenie na studiach też było czysto fizyczne - i prysło jak bańka mydlana w przeciągu może kilkunastu minut.
Michał Chmielewski: masz kłopoty z shiftem na własnej klawiaturze? Kopsnę ci jedną w miarę tanio. Pytanie drugie, nie napiszesz nic więcej? Proszęęę...
nZorka: to bardzo bardzo bardzo smutny tekst.
Dzień, niezwykły dzień (asztaka)
Tuxedo: no, jak jest coś do przekazania, to od razu ładnie:)
nZorka: pełen nostalgii, pachnienia i bliskości tekst. Zresztą, każda pisanina tej autorki jest właśnie taka. Nostalgicznie, przyjaźnie bliska. Gdzieś na bok odkłada się ewentualną krytykę, analizę i interpretację. Bo i po co? Uczuć ani bliskości się nie interpretuje. Dzięki Ci Julko za te Twoje teksty, w których w pozornie nieważnych zdaniach kryją się najważniejsze rzeczy na świecie.
UnionJack: Tu raczej wyłapuję fragmenty, choć przesłanie całości przyjemnie pozytywne. Najbardziej chyba: "Są takie chwile, cholernie ważne chwile i rozmowy, których się nie pamięta. Nie pamiętać ważnych chwil swojego życia – ciekawy sposób na życie.". Ukłuło. Ja tak co prawda nie mam - ale jest w tym, mówiąc zupełnie serio, jakiś tragizm. To jak przespać swoje wesele, czy też może pogrzeb.
FILOZOFIA NIEBIAŃSKIEJ BIOLOGII (Wojciech "Awareness" Sak)
Tuxedo: te i pokrewne tezy przerabiałem przez ostatni semestr, właściwie to przez dwa tygodnie, bo wykłady były o nieludzkiej porze;) I cóż... Tekst, mimo że dobry, jest zbyt odtwórczy. I nie sądzę tylko po bibliografii (swoją drogą aż cztery pozycje do trzech raptem akapitów, fiu fiu). Bardzo mało w nim było zdań, spojrzeń, z którymi bym się nie zetknął. Ale temat okazuje się ciekawy i z potencjałem, hm
nZorka: zbitka naukowych przemyśleń i przedstawienie stanu badań. Złożenie w jedno kilku stwierdzeń, założeń, dowodów INNYCH. Takie coś nigdy nie powinno wejść do numeru, a co więcej być wyróżnione.
Ja?: A ja myślałem, że Biblia jest czymś więcej. Widać, przez całe życie mnie okłamywano:)
A teraz tekst “drętwy” ;p
Jak nie zostałem politykiem (Tuxedo)
asztaka: Trochę drętwe jak na Ciebie. :) Sucha historyjka i tyle, na dodatek bez happy endu i jakichś ogólniejszych refleksji. Szkoda.
UnionJack: No, dla mnie bomba : ) Serio, bardzo mi się podobało. Ostatnimi czasy główną zaletą arta jest to, że coś opowiada, coś co jest dla mnie rzeczą nową. Świata partii politycznych nie znam w ogóle - więc art Tuxa nakreślił mi kontur, użyjmy porównania geograficznego, nieznanego lądu. Szkoda jedynie, że nie zrobił tego dokładniej, że to dość skrótowe wszystko było - z chęcią poznałbym bowiem rzecz od podszewki : ) Ale i tak było ciekawie i z tych komentowanych przeze mnie dziś tekstów na razie najlepsze : )
Kciuk, czyli okładka, czyli Donald:
JASNE, ŻE KCIUK W GÓRĘ (Donald)
Tuxedo: Dawid, zdaje się, że nabożną czcią otaczał swego czasu pisarstwo Rainmana. A teraz? Teraz sam produkuje jeśli nie lepiej, to przynajmniej porównywalnie:) Jasne, że fajnie się czyta;)
asztaka: Jasne, że fajny tekst. O i nawet moja ksywka mignęła. :) Nie wiem ile z Donaldem na stopa km przejechałam, ale dużo. W związku z tym temat mam obcykany, historyjki z nim związane też. Ale czytał się naprawdę bardzo przyjemnie. Autostop to wdzięczny temat w ogóle.
Michał
Chmielewski: I wymusiłem w końcu na sobie tekst obowiązkowy, bo
okładkowy, i zabłysnę teraz tendencją typową dla czytelników
AM. Donald jest kuul. Jak kiedyś wyczytałem, on sobie pewnie siada,
odpala szluga, stawia kawę przy klawiaturze, puszcza Floydów
czy cos innego, bierze oddech i stuka w klawiaturkę. I tak sobie
stuka, stuka i jak już coś wystuka, może zakończy to w jakiś sposób,
ale tak czy siak wyjdzie mu coś fajnego. Bo już sam temat,
pielgrzymka po Polsce via autostop jest ciekawym tematem, zwłaszcza
dla jej wyznawcy, czyli mnie.
Długie, dobre tekścidło.
UnionJack: Byłem w ten weekend na stopa w Kołobrzegu i z powrotem, naturalnym więc wydało mi się zacząć od tego arta. Każdy, kto jeździ stopem ma swoje metody i swoje przeżycia - ja, na ten przykład, jechałem w ten weekend z tirowcem, który twierdził, że dał córce dwa imiona: Wiktoria Przypadek. Wiktoria, bo poczęta w Anglii - drugie imię już łatwo sobie dośpiewać. Do niektórych spraw, które opisał Donald, podchodzę inaczej: ja łapię każdą odległość, którą da się odnotować na mapie, lubię pozwolić stopowi prowadzić mnie samemu, ufam, że rzeczywiście jest tak, że się zawsze dojedzie. Zawsze to jednak miło przeczytać o stopie, nawet jeśli to rzeczy słyszane już i znane dobrze. Jednego tylko Donaldowi nie wybaczę: przyrównania Piły do Radomia. Jeśli ktoś z Piły kiedyś poprosi Was na stopie o kasę - obiecuję, sam Wam ją oddam. Ludzie w Pile tacy nie są, więc nie ryzykuję. W końcu dziś po raz czwarty jechałem na stopa z kimś, kto skończył moje liceum - taka seria skłania do ufności : )
Ja?: Po lekturze stwierdzam, że częściej muszę jeździć autostopem. Doświadczenia dużego nie mam, ale sam się już zdołałem przekonać o tym, że można trafić na różnych ludzi. Nie wiem, co niektórzy mają za problem, ale zdarzało się, że, z samochodu, pokazywano mi środkowy palec. Inni, z kolei, pukali się w głowę. Jakby chcieli mnie skarcić. Nie wiem tylko za co, bo przecież krzywdy im żadnej tym zatrzymywaniem nie robiłem. Dziwne było to, że jadąc kiedyś na trasie Koło-Kalisz, nie było samochodu, który by się nie zatrzymał. Co prawda, niewiele ich było, ale ludzie byli nadzwyczajnie chętni do podwiezienia. Dodam tylko, że było to w nocy. Czy ludzie chętniej zatrzymują się w dzień czy w nocy? Z tego wynikałoby, że jednak w nocy.
Kostka została rzucona, ciekawe, do czyjego łba trafiła:
KOSTKĄ LODU PO ŁBIE (asztaka)
Tuxedo: trzeci tekst w numerze, święto jakieś:) "zakładają":) jednak to prawda, że im grubsza czcionka, tym trudniej zauważyć błąd;) No ale nie czepiajmy się zbytnio. Szkoda że taki bardzo w porządku zdroworozsądkowym napisane, polemikę by napisać, coś ująć, coś dodać, a tu nie da się:)
UnionJack: Ja jednak lubię poczytać kogoś, kto zna się na rzeczy. To po prostu widać, kiedy ktoś pisze o rzeczach, które są dla niego jeśli nie oczywiste, to przynajmniej dobrze znane, kiedy stanowią codzienny przedmiot myśli. Kiedy jest to ciekawie napisane, to dobrze o tym poczytać - w końcu wierzę komuś także dlatego, że ma on jakiś autorytet, a autorytet zyskują tylko osoby, które wiedzą, o co w sprawie chodzi. Mam wrażenie, że Julka wie i ja wiem - ale że ona wie bardziej świadomie. Dobrze było więc się jakoś tu doedukować. : )
Przyszli poloniści przeciwko przeciwnym rozumowi;), czyli ładny tekst o przejedzonym temacie:
Ludzie przeciwni rozumowi (Doorshlaq)
Michał Chmielewski: I zobaczylem starego dobrego Doorshlaqa. No, to sobie poczy... ujrzałem tytuł 'Ludzie przeciw rozumowi'... jakoś nie zapowiada się ciekawie. Coś jak nastoletnie narzekanie na polski padoł polityczno-menatalnej inteligencji. I nie myliłem się. Geje, Żydzi, tolerancja, Giertych, hetero, katonacjonaliści... Przejadłem się tymi tematami.
Sypee: Ludzie przeciwni rozumowi (Doorshlaq) - Znowu o [nie]tolerancji - i nawet ładnie napisane :) Chociażby fakt przynależności do innego wyznania niż katolickiego sprawia trudności. Oczywiście kwestia adoptowania dzieci przez pary homoseksualne wzbudza we mnie niepokój - atrybuty męskości i kobiecości wpływają na rozwój dziecka, a pozbawione dziecka wzorców w postaci przedstawicieli obojga płci - ojca i matki - po prostu je okalecza. Ale co ja będę pieprzył - zaraz ktoś powie, że nie mam racji :) Nienawiść można odczuć wszędzie - przykład z mojej szkoły: nauczycielka języka polskiego uczestniczyła w paradzie równości. Nie zgadzało się to ze sposobem postrzegania dyrekcji, więc owa nauczycielka musi teraz szukać sobie innej pracy.
Tuxedo:
Ludzie przeciwni rozumowi (Doorshlaq) - Bartek mnie zmusił żebym
przeczytał. Jakaś nowa tradycja się chyba rodzi, autorzy naganiają do
własnych tekstów:)
1. Wierzejskiego nie ma sensu
przytaczać. On nawet Krasnoludkom do pięt nie dorasta.
2. Papież,
gdyby żył, również pewnie nie widziałby sensu w komentowaniu
podobnie żałosnych wypowiedzi.
3. Dobrze wiesz, że nie da rady
spytać o zdanie kogoś, kto nie żyje. Argument do bani. Na tej samej
zasadzie możesz zarzucić setkom szkół i instytucji, że nie
spytały o pozwolenie Jana Pawła II czy Piłsudskiego.
4. "54%
Polaków uważa, że homoseksualizm to zboczenie." - to
tylko dowodzi mądrości władzy LPR, które najwyraźniej
zapoznały się z tymi lub podobnymi badaniami. Koniunktura, Panie,
koniunktura.
5. Orientacja seksualna pewnie nie zależy od
wychowania, ale jestem przeciwny adopcji dziecka przez pary, że tak
się wyrażę, jednolite (parze kobiet też bym dziecka nie dał). Jeśli
homoseksualizm jest naturalny, a ponoć jest, to najzupełniej
naturalne jest też to, że z takich związków dzieci nie ma.
Adopcja byłaby w tym wypadku czymś sztucznym.
6. Jeśli to z
Bosaka jest autentyczne, to fajne:)
7. I to niestety jedyna fajna
rzecz w tekście. Tekście, który jest dobrze napisany i z
którym w dużej mierze się zgadzam. Ale ten temat jest już tak
wtórny, że przejeść się mógł kilka razy.
8. Ten
napis w naszym uniwerku - są jeszcze studenci wieczorowi:) Poza tym w
każdej grupie znajdą się czarne owce, nie odkryłeś jeszcze tej
zasady?
9. Z tym wkładem Żydów to nie przesadzaj, zadupie
to jest m.in. Góra:) A to, że jest mnóstwo napisów,
wynika z faktu, że Łódź byłą zdecydowanie najliczniejszym
ośrodkiem żydowskim po II wojnie.
Sadystyczny Rodzyn i puchate kotki. Słodko:)
Mały sadysta (Phantasmagor)
Sypee: przypomina mi pierwszy tekst, który wysłałem - oczywiście nie przeszedł, bo nie było kota ;) Mnie "Mały sadysta" skłonił do refleksji (sam tekst słaby, nie myśl sobie :P ) - ponad 50 tekstów wyprodukowałem, a nadal moje pisanie mnie nie satysfakcjonuje. Szlifuj się ;)
Tuxedo: z kina nie wychodzę, bo szkoda pieniędzy (poza tym nie myle się z wyborem). W AM każdy tekst mogę przestać czytać w każdej chwili, tutaj darowałem sobie większość pierwszego akapitu. Być może było tam coś wartego uwagi, ale nie sądzę. Dalej: to, co dałeś na biało, jest bez sensu w tym kontekście. Zaraz po postawieniu Wielkich Pytań odwracasz - o ironio - kotka ogonem i robisz milusi happy end. W ten sposób do myślenia się nie daje.
Dwa komentarze Sypee, który, jak widać, bierze na swe barki nawet najtrudniejsze przypadki;)
Maxima positiva (Daredevil777)
Sypee: Walnąłem głową o stół po przeczytaniu pierwszego zdania "Macie absolutną rację widząc tego arta." Ale co tam... Uporałem się z krzaczkami w tekście- uruchomiłem operę z jakimś dziwnym kodowaniem. Mogę powiedzieć, że nawet warto było- przekonałem się, że DarekDevil pisze całkiem znośnie :) . No, trochę bełkotliwie i o niczym- pisanie dobre na bloga, dla znajomych. Ale są to chyba początki, więc usprawiedliwiony jest autor :)
Miałem kiedyś psa (Phantasmagor)
Sypee: Ja bym z tego zrobił małą Zbrodnię i Karę :D Mam nadzieję, że w tym tekście prawdy nie ma. Do niektórych rzeczy człowiek się po prostu przyzwyczaja. Wwiercamy sobie w mózg pewne przyzwyczajenia, przedmioty, które muszą być tam, gdzie znajdowały się przed naszym zaśnięciem. Człowiek, który spostrzegł się, że został okradziony zawsze odczuwa pustkę. Po pewnym czasie o wszystkim zapomina.
Co my tu mamy... Hm, nie mam pomysłu, po prostu czytajcie:)
Niewolnik (Radmir)
Tuxedo: taka nienajciekawsza widokówka. Ot, można obejrzeć, spodoba się może nawet, ale żeby to coś wniosło... Z tematem miłości w AM robi się trochę tak, jak z fotografowaniem drzewa - szybko robi się nudno, a i trudno je uchwycić z jakiejś nowej pozycji.
Sypee: To jest dobre :) Może nie aż tak smaczne jak pizza kijowska, ale zjadliwe całkiem. Czytałem ostatnio, że człowiek zakochuje się we śnie- teza ta może zawierać wiele prawdy, szczególnie w wypadku gdy osoba, w której mamy się zakochać leży obok ;) Co do niewolnictwa... Głupie jest kierowanie się jedynie uczuciami - w sprawach, w których serce nakazuje nam postępować brawurowo, logika doradza coś zupełnie innego. Nie musisz być niewolnikiem - wystarczy czasami wziąć głęboki oddech i pomyśleć :) Sny często odzwierciedlają nasze pragnienia, skoro nie można ich kontrolować, to po co się denerwować :P
Od rana mam dobry humor (Donald)
UnionJack: Przeraża mnie to, że się w tekście pojawiłem trzy razy, a raz moje miasto na okładkę : ) Tak sobie myślę, że to musiał być naprawdę szok psychiczny, inaczej taki tekst nie powstałby tak łatwo. Ludziom teksty - wentylki służą zazwyczaj do wypłukiwania z siebie złych uczuć; Donald, oryginalnie, wypłukał z siebie resztki tych dobrych : ) Ogólnie tekst nic szczególnego - ale napisał się i jest.
Dyskusja numer dwa: wyznania stetryczałego gatekeepera ;p
Olaboga! (Tuxedo)
Sypee: po przeczytaniu doszedłem do wniosku, że eutanazja winna zostać zalegalizowana! Tuxedo trzyma poziom. Mam nadzieję, że tytułu najlepsiejszego społecznego odpadka nie da sobie wyrwać ;)
nZorka: Cierpisz za miliony. O, dzięki Ci! ;)
UnionJack: E, to już takie niestrawne : ) Myślisz naprawdę, ludzie chcą takie rzeczy czytać? Moim zdaniem raczej nie, bo my, jako AM, już trochę dorośliśmy jednak - stąd też koncept chyba spalony. Ale to już moje prywatne zdanie. Parę udanych fragmentów, jak "Umieram powoli, żyję jeszcze wolniej.". A z kurek to bym się cieszył: u nas stoją 8 złotych za kilogram.
indianer: Nie jestem na bieżąco z AM, ale Apel "Olaboga" Tuxa sugeruje że ckliwe teksty niedorobionych wrażliwców są coraz częstsze. Że gejtkiperzy wybierając miedzy jakością a ilością, stawiają na to drugie. A wystarczy posłuchać Darwina i jego prawa selekcji. Nie będzie się takich gniotów przepuszczać to one zdechną. To ma być jakaś forma kontrastu? Świadomie ustawiacie takie kupska obok dobrych tekstów? Aby na tle miernoty wyglądały one na jeszcze lepsze?
Tuxedo: No właśnie bycie na bieżąco ułatwiłoby odczytanie przesłania:) Ten tekst jest jak najbardziej autokrytyczny. Nawet przez myśl nie przeszło mi podczas pisania że mógłbym krytykować innych. Dużo inaczej by to wtedy wyglądało, a poza tym ja tu się zgadzam z Donaldem, który "ckliwe teksty" puszcza. To zawsze była część magii Action Maga i niech już tak zostanie. Każdy z nas jakoś zaczynał, a wspomnij początki UnionJacka czy Zorki (sam Union niedawno pisał że też na początku "mało to płakali w tekstach":)).
Jeszcze słówko na temat selekcji od Donalda:
Kiedyś, w czasach przedselekcyjnych, i już wtedy jak selekcja była, ale miała inne zapatrywania, przychodziło do AM takich tekstów na pęczki. I sądzę, że przychodziły one do wielu różnych miejsc. Wszędzie gdzie mogły się wybić. Autor pisał o czymś Bardzo Ważnym i chciał to zakomunikować każdemu. AM jest miejscem do którego się pisze, nie? Zreszą zawdzięczamy takim artom trochę - trochę ksywek które potem kojarzyliśmy z innym juz stylem pisania, trochę miłej grafomanii, trochę śmiechu. Jak zobaczę taki tekst to OK, puszczam Poza tym każdy tekst traktuję indywidualnie i nie patrzę na poziom numeru, choć zdarza się, że czasem, na końcu selekcji poluźniam tę regułę Umówmy się ze niedorobieni wrażliwcy, że posłużę się poetyką Indianera, mają święte prawo pisać A ja mam prawo uznać że co za dużo to niezdrowo po pewnym czasie Z takich tekstów wchodzi jeden na trzy, z powodów tam wyżej wymienionych. Ostatnio dzięki Daredevilowi ten wskaźnik trochę się wygiął. Trochę niebezpiecznie.
PERFEKCYJNIE ZMROŻONE PIWO RZĄDZI (Donald)
Sypee: ech... mądrości Donalda :) Czyta się fajnie - jak zawsze.
UnionJack: Pewnie, że rządzi, ale Donald nie rządzi, jak porusza tematy społeczne. W ogóle nie lubię jak Donald pisze w trzeciej osobie i zupełnie na poważnie - stąd też ucieszył mnie fragment o Kononowiczu - stary Dawid, którego teksty można traktować półserio, którego czyta się fajnie, potem zapomina, a potem czyta się znów. Ten art przeciętny.
Proszę o kolejną szansę (Irmina)
Michał Chmielewski: pozostawię ten tekst bez komentarza.
Na szczęście nie wszyscy są nieczuli na potrzeby autorów – i skomentowali. Właściwie to jedna osoba skomentowała. Właściwie to ja... Cóż, jak powiadał Krillin – zawsze, k..., coś! :P
Tuxedo: dziwny tekst. Jakieś niesamowite spłycenie w końcowym fragmencie - umierający, a wstał. Szukający pomocy w nadprzyrodzonym, a znajdujący ją w sobie. Mozna było rozwinąć zakończenie, nadać sens chwilami infantylnej, a chwilami banalnej treści. Że zacytuję: "'Chcieć to móc', co za banał,a jednak..."
Półpełny (Quasimodo)
Tuxedo: sztuka dla sztuki z przebłyskami. Dobry motyw herbaty przewodniej. Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy... Ale to "chiba [jeszcze nie] apokalipsa"?
nZorka: w herbacie drzemią same dobre myśli. Miło się czytało, ot takie przemyślenia, co fruwają, wirują, plasterkiem cytryny można je przyszpilić. ;)
“Płynie rzeka wąwozem...”, a Rodzyn wciąż pisze :P
Rzeka (Phantasmagor)
Tuxedo: przykład jak nie pisać tekstu, który ma w założeniu porwać tłumy:) Niespójność wyłazi z Twojego stylu jak zazdrość ze mnie, kiedy widzę na ulicy zakochane pary;p Na końcu wymieszałeś w ekologicznej paczce Boga, fekalia, świecące ryby, śmierdzącą breję i parę innych rzeczy. Pomijając chaotyczność - można było o tym pisać wcześniej. Zabrakło podsumowania, bo nie były nim słowa z Biblii, wtrącone deus ex machina, bez żadnej wzmianki wcześniej. Fosforyzujące ryby niezłe na koniec, ale to za mało.
No i chyba jedno z odkryć AM, o ile to nie jest znowu jakiś MacAron:p
STEFANO KOPULUS UJAWNIA SENS ŻYCIA W AUTOBUSIE MIEJSKIM NUMER 60 (Krwawy Obrzezator)
Tuxedo: podwójnie znakomite:) Okładka obok tekstu Donalda (tylko mógłby się tytuł nie zmieścić:)) i znaczek jakości. A tak poza tym, nauczony poprzednimi doświadczeniami: Cześć, eee, Ceeebula? :-)
Michał Chmielewski: przeczytaj to, rozerwiesz się - zachęcił mnie Tux. I dziadyga nie mylnęła się. Pratchettowski, wzniosły dialog wewnątrzautobusowy. Jeśli się nie mylę, to Krwawy u nas debiutuje. Więc ja na to: no, nareszcie, k... jakieś fajne nowe coś!
Ja?: Myślałem, że będzie to sztucznie wniosły tekst. Na szczęście autor zaskakuje tą niesamowitą puentą:). I następuje rozładowanie silnych emocji, a tekst ocenia się pozytywnie.
UnionJack: Jeśli mnie ktoś pyta jak wygląda tekst numeru, to oto oznajmiam: tak oto wygląda tekst numeru. Rzadko zdarza się - a konkretnie, to ostatnia była Mró - by tekst debiutującego autora zrobił na mnie takie wrażenie. U Mró to była tematyka, szczerość i klimat - tutaj przede wszystkim dopracowanie stylu. Nie pamiętam już debiutu, w którym autor był od razu tak ukształtowany - stąd też jestem pewien, że to nie debiut. Jeśli autor nie publikował w AM pod innym nikiem - to z pewnością już pisał, bo do takiego stylu dochodzi się i przez ćwiczenia, i przed długą lekturę. Tu jest i lekkość stylu i, przede wszystkim, umiejętność budowania historii, zainteresowania bohaterem - a wszystko przy przyjemnym poczuciu absurdu. Dobrze się to czyta i bardzo wciągająco: no bo powiedzcie sami, czy nie czekaliście na słowo-klucz? Ja z drżeniem czekałem : )
Rodzyn zaprasza na strych, a ja na śniadanie. Nikt nie zaprasza na lody :(
STRYCH - KRAINA WYOBRAŹNI (Phantasmagor)
Tuxedo: akapit pierwszy: autor znowu zdradza objawy obsesji na punkcie własnej "nie-" lub "normalności". Dalej mi się nie chce wymieniać. Ale uwaga: tekst JEST sympatyczny. Druga część się podobała. Tylko trzeba się zdecydować: albo piszemy właśnie sympatycznie, albo pakujemy się buciorami ze wstawkami typu "buhahaha" czy "śmieć... eee, skarby". Nie ma lepszego sposobu na zepsucie klimatu, takie zdania lepiej wyrzucać. Bez nich, myślę, też bym art wyróżnił.
ŚNIADANIE (Tuxedo)
indianer: Tuxedo zapunktował. Zjadłbym z nim śniadanie. A potem uprawiał sex na tym stole. "Żartu" nie będzie. Uwielbiam te kolaże językowe, tak jak teksty piosenek o niczym, napisane prostym językiem, bez zadęcia, ale rozmyślnie, a może i bezmyślnie, dlatego są tak lekkie i genialne w swojej prostocie? Tekst numeru.
asztaka: Najfajniejsze z tych trzech [tekstów Tuxa – Tux;)] jak dla mnie. To jest robienie czegoś (tekstu) z niczego, tego ja nie umiem i podziwiam. :) I też nie potrafię jeść nie czytając czegoś, hyh.
UnionJack: Fajne : ) Wiadomo o co biega z przesłaniem, ja wolę więc wyjmować znów frazy. "Jestem chorobą Alzheimera.", podłoga i "zainteresowanei ze strony odkurzacza" i "artykuły z pierwszych stron, takich dla wszystkich, żeby zrozumieli". Dobrze się czyta, fajny masz ten styl ostatnio : )
Świątynia opatrzności (-on-racjonalista-)
Tuxedo: argument końcowy efektowny, reszta w również niezła. Też mi się nie uśmiecha takie rozdysponowywanie funduszy, ale z drugiej strony - kierowcy mogliby się wściekać, że z budżetu finansuje się koleje... Ale to głupstwo, to można łatwo obalić i wykazać mi brak, elementarny brak zrozumienia. Natomiast argument o "zakupie sprzętu do WIEJSKCH szkół" uważam już za totalnie demagogiczny. Zepsuło mi to wymowę tekstu. Czemu zawsze trzeba sięgać do biednych, a najlepiej jeszcze głodujących dzieci? (I doradzam bardziej przemyślany tytuł tekstu, bo o samej ŚO to tu za wiele nie było...)
Michał Chmielewski: o mama-mia, da się przeczytać! I to za jednym zamachem, bez środków dopingujących. Banalne oczywistości, faktyczne fakty, z których ostatnie zdanie, mimo swojej oczywistości, było jako takie (po japońsku)najciekawsze i miało zacięcie pointy.
Tam, gdzie kończy się niebo (Mark Kewlar)
Tuxedo: jak na tego autora to słabiutko. Postępująca zniżka formy - wyczerpały się pomysły czy to jeno przesilenie? Fajny cytat na koniec, ale jak go odnosić do tekstu? Gdyby chociaż stały na podobnym poziomie...
asztaka: Fajne, tylko przytaczany cytat nie powinien być moim zdaniem silniejszy niż reszta tekstu. Bo powstaje taka nierównowaga, jakby tekst był dodatkiem do cytatu a nie odwrotnie. A ten cytat z motylem jest naprawdę mocny. :)
Michał Chmielewski: Boże, daj mi siły... ... 3 minuty później... I taaak, tego właśnie w ogólnej rycinie siem spodziewał. 'Nikt mnie nie kocha, bueeee!, jakim ja smutny biedakiem bez czułości z zewnątrz jestem, łeee!...'. To samo nudne, melancholijne spowiadanie się ze swojego samoistnego dołku egzystencjalnego, choć nienajgorsze. Górny poziom niskiej sfery jakości Kewlara - tak smsowo komentuję jego 'Tam, gdzie kończy się niebo'.
A teraz Ja? Ja? Ajć, czyli prawie jak dubbing do niemieckiego filmu przyrodniczego;p
Tournee (Ja?)
nZorka: Mnie
takoż się on średnio podoba, nawet bardzo średnio.
Ogromnie
mierzi odmiana wyrazu "nadzieja" w dopełniaczu. Wszak winno
być nadziei, a nie nadzieji. No tak.
Może miał i być z tego jakiś
strumień świadomości, czy inna krotochwila, ale na dłuższą metę jest
ciężkostrawne i nie wciąga tak, jak "Twór...". Czyli
można dopracować. :)
Tuxedo: fajny sposób narracji. Dobrze się też czyta rzecz o bohaterze, którego imię nie jest imieniem zbyt poważnym:) A że najbardziej przygodowy chłopiec z mojego technikum miał taką samą ksywkę... ;) Przy tych koszulach to myślałem, że będzie puenta jaka, że sprzedawczyni mu je przymierzać kazała, bo to takie dawanie nadziei... Już zacierałem rączki, że napisane przewidywalnie, ale nieeeee... :P Ciekawie piszesz, pisz dalej.
Twór kontekstualny (Ja?)
asztaka:Jak wyżej. Tylko jeszcze bardziej zakręcone. I wywołujące więcej uśmiechów.
nZorka: interesująco i chwytnie do "Czypieńdziesiąt". Po tej wypowiedzi nie mogłam się przemóc i nie szufladkować tekstu. Mógł być naprawdę niezły twór kontekstualny, a tak tu takie małe coś, takie ogólne odniesienie, ten kontekst oczywisty, banalny, łże-popularny zabił mi tekst jak bum cyk cyk. Niemniej - fajne posługiwanie się językiem, onomatopeje i inne eufonie na plus. :)
Tuxedo: coś mi się dziwnego porobiło, wszędzie w numerze widzę Ceeebule;p Dobry tekst, aż żal, że niewyróżniony, bo mało nie przegapiłem. Ale nie, Julek by nie postawił kropki po tytule:) W każdym razie obiecująco, oby to nie był koniec.
Uchuch (Ajć)
Tuxedo: nie wiem jak Kot, ale ja tam do śmierci AM ręki przykładać nie zamierzam, czego sobie i wszystkim (no, prawie wszystkim;)) życzę.
asztaka: Trochę styl jak u Ceeebuli, znaczy fajnie. Zapadło w pamięć.
Sypee w formie, dalej już z górki na sam dóóół, znaczy koniec:)
WIATRAKI, WIATRACZKI I PRZYJACIELE (Sypee)
Tuxedo: pierwsze wow: Sypee konkretny, z opowieścią, z wątkiem głównym, może nawet myślą przewodnią... Drugie wow: jest jeszcze lepszy niż był. Chyba wiem: do ciekawej otoczki, którą można było podziwiać, doszło zrozumienie. No cóż, nie dorabiając zbędnej, mylnej może, ideologii: fajowskie bardzo. Namacalne nawet. Raz na kilkanaście numerów AM trafia się tekst, który prowokuje mnie do poszukania czegoś nowego, to był chyba właśnie ten "raz na kilkanaście". Dzięki.
asztaka: Brawo za wizualne wrażenia. Czytało się też jak zwykle bardzo dobrze i przyjamnie. :)
Michał Chmielewski: Sam nie wiem... 4 w skali szkolnej.
W objęciach 75 procent (Baribal)
Sypee: trzymam nóż w lewej, a widelec w prawej ręce, potrafię wypuścić powietrze okiem (wszyscy myślą, że to nie możliwe, ale tak jest z każdą supermocą). Dobrze, że nie chcesz być, jak inni. Autorytety są niepotrzebne - wystarczą marzenia, nie? :)
Tuxedo: ciekawe. Może tylko trochę za duzo przytaczania, a za mało od siebie. Ale i tak na pluuuus:)
asztaka: Garść z podstawowej psychologii. Nic odkrywczego dla mnie, ale napisane poprawnie. Szkoda, że wnioski też dość banalne.
W promieniach (Daredevil777)
Tuxedo: pewnie mało komu chciało się w ogóle do tego tekstu docierać, a ja go sobie nawet przeczytałem. Pierwszy w całości przerobiony art tego autora:) Po lekturze stwierdzam, że może to i dobrze, to złe podlinkowanie. Chciałbym, żeby mi ktoś wytłumaczył, o co chodziło. Czy było jakieś przesyłanie treści, informacje siakieś. A "takich ludzi na plus jak tych pojawiających się w AM" jest poznać bardzo łatwo. Miło mi, Daniel jestem;p
Sypee
zbiorczo o:
Stefano Kopulus ujawnia sens życia(...) (Krwawy
Obrzezator), Filozofia niebiańskiej biologii (Wojciech "Awareness"
Sak) - jasne, kopulacja najwyższym sensem istnienia ;) Ja bym
powiedział, że "ruchanie" jest jedynie epizodem w życiu
człowieka. A jeśli ktoś uznaje, że żyjemy tu jedynie po to, aby
przekazać trochę płynu, to niech sam się zmaga z takimi tezami -
optymistycznie to nie wygląda. Jakkolwiek zinterpretować przykazanie
"nie cudzołóż", tak nie brzmi ono jak zachęta do
globalnych orgii. Co prawda, w księdze rodzaju Bóg po
stworzeniu ludzi oznajmił, że mają być płodni i zapełnić ziemię -
jednak dalej powiedział, że człowiek ma władać zwierzętami oraz całą
ziemią. A to już nawet fajnie brzmi ;) W AM na pęczki jest takich
tekstów, "ujawnianie sensu życia w autobusie miejskim"
jest na pewno jednym z najciekawszych ;)
indianer
o Donaldzie Domańskim i Donaldzie Tusku;)
Najpierwiejsiejsze
(tak, firefox podkreślił) co przeczytałem to teksty Donalda, po
kolei, wszystkie. Jest jakaś tradycja, poza "tekstami numeru"?
Można by dać "writer numeru", jakkolwiek to brzmi. Donald,
po stokroć Donald. Donaldzie, jesteś świetnym pismakiem. Nazwę
swojego syna imieniem Twoim i prawie_prezydenta. No dobra, Twoim
nickiem i imieniem prawie_prezydenta.
Nadal
indianer, tym razem tragiczny:
Dość obijania, robota
czeka - tragedia w dwóch aktach:
Pierwsza ofiara, ofiara
losu oczywiście, nie moja, nie wiem co bym musiał zrobić aby go
bardziej skrzywdzić. Ok, przychodzi mi do głowy parę pomysłów,
ale nie czas i miejsce. Towarzysz ZaYceV, bo o nim mowa,
przedstawiciel nowej generacji złamanych serc, romantyków
wychowanych na MTV i Pokemonach, wyrażających swe uczucia tylko jakąś
nowomową, desperacko potrzebujący sie komuś wyżalić, na całe
nieszczęście jakie ich spotkało w życiu. To ten wiek, kiedy odkrywa
się, że życie nie jest takie wesołe jakbyśmy chcieli, że w
rzeczywistości, choć Pepsi przekonuje aby być sobą, jesteśmy nikim,
jedynie jednolitą masą, która istnieje tylko po to aby parę
jednostek mogło się na niej wybić. Wtedy też dociera do "już nie
dzieci, ale jeszcze nie dorosłych" że życie uczuciowe nie
wygląda tak jak w komediach romantycznych, seks nie jest taki jak na
stronach porno, że młodzieżowe komedyjki to nie życie i że w tym
świecie mogą liczyć jedynie na okruchy ze stołu po kimś, kto już
dawno wyzbył się złudzeń. Przykre. I wtedy trzeba tą całą swoją
żałość gdzieś przelać, kilku z tych emowców zrobi to w AM i
kierowani poczuciem misji tworzą takie kupska "dedykowane
wszystkim samotnym". Samotni dziękują. I pozdrawiają.
A
Daredevil777, Daredevil777 to już w ogóle gwiazdor numeru. Ten
pan jest już bardziej uświadomiony, poprzednik wlaściwie nie wiedział
co robi, stukając w te klawisze. Daredevil wie że jest załosny. I nie
można było tego zmieścic w jednym zdaniu, w jednym arcie? Dobrze, że
chociaż te "promienie" skacowany Qnik podczas składania
numeru przeoczył. Pseudo poetyckiego peanu na cześć grzejącego słonka
bym nie zniósł. (Dobra, wiem, tekst jest, wystarczy poszukać w
folderze, ale mam dość).
A
skoro już mowa o Daredevilu, to może przy okazji i o layoucie
jego tekstów (komentarze zebrane z dwóch
numerów):
nZorka: fatalna czcionka.
Tuxedo:
A Daredevila zacznę czytać, jak zmieni kodowanie i wielkość
czcionki:)
Obywatel: pisz wiekszą czcionką
Doorshlaq:
nie czytam Twoich tekstów z uwagi na layout
Jak widać
człowieka może i szata nie zdobi, ale tekst jak najbardziej. A jeśli
miast zdobić – uprzykrza lekturę, wtedy mówimy: a
grrr... ;p
Michał Chmielewski: I zauważcie, że tym razem nie możecie narzekać na technikę mych wpisów - do prasówki jak ulał ;)
No, do “ulał” to jeszcze trochę Twojemu postowi brakowało, ale idzie ku lepszemu;) - Tux
nZorka: Phantasmagor vel Rodzyn - jak już tu kiedyś gdzieś wspomniałam. Masz dobry styl, pracuj Rodzynie mój drogi, pracuj, pisz,a pisz, a będzie naprawdę dobrze. Na razie jest tylko, a może aż DOBRZE. :)
Rodzynki drogie? Oj, straszna ta inflacja;)
Za udział dziękujemy: tym, co wzięli udział:) Są wymienieni tam, u góry, a ich ksywki pogrubione. Nie żeby mi się nie chciało ich tu wypisywać... ;p
Kawał swego życia na przygotowanie Prasówki poświęcił: Tuxedo