Jak nabawiłam się dżumy i zeswatałam Papieża Innocentego II
krotochwila
Różne rzeczy chodzą po ludziach. Inni ludzie chodzą, wspomnienia chodzą, kolorowe my�li i latawce dobrych dni też chodzą, Pan Jeż Słodki po wodzie hasa a w Wielkim Wozie �pi Zapatrzenie. Czasami chodzi o TO, a czasami o tamto, są przypadki, kiedy i o nic zupełnie nie chodzi lub też osochozzi. Jednym słowem: co krok, to obyczaj.
Przez kilka ostatnich dni nie czułam się najlepiej. Tu kaszelek, tam dreszczyk, ból brzucha okołoziemski i figur wirowanie. Do tego ogromna chęć �limaków wnętrzno�ciowych do wydostania się z ciała nie tym wyj�ciem co trzeba i ogólny central heating na najwyższym poziomie. Tak, tak. Diagnoza osobista przechodziła różne fazy: od tej normalnej, pod tytułem: To nic takiego, jakie� większe przeziębienie, niedobry fluid, globus, etc. Po paranoidalną: Mam dżumę!
Dżuma to jest wielka rzecz.
Po kilku dniach, kiedy ani kaszelek, ani dreszczyk jako� nie przechodziły, �limaki za� dopięły swego i pojawiły się objawy urojonej ciąży (dwa dni spó�nienia przy nieregularnej terminacji) nadszedł czas na ostateczne i wła�ciwe badanie. W �rodku nocy, o północy, leżąc z gorączką i bolączką przez główkę przewijały mi się różne teorie. Poprzez �winkę jąder i zapalenie ucha �rodkowego, po malignę i uzależnienie od kakao - przerobiłam wszystko. Koniec końców globus i migrena poodpadały, dur brzuszny i Heinego eM. też, wychodziło więc na jedno�
DŻUMA!!!
A wszystko zdawało się o niej �wiadczyć! Gorączka, bolączka, dziwne szczypanie w małym palcu i podwyższony poziom E456 we krwi. Do tego, Słodki Panie Jeżu, w okoliach kwietnia byłam wszak w Gnie�nie ze specjalnym pozwoleniem do oglądania Bulli (Złotej Bulli Języka Polskiego!). Ojciec Prowadzący rozdał nam rękawiczki i kazał się z nią delikatnie obchodzić. No ale ja oczywi�cie nie byłabym sobą, gdybym i Bulli nie powąchała, i nie dotknęła i z maniakalnym uporem starała się przebywać, z nią, przeciw niej, dla niej. I się doigrałam! Dżuma! Dżuma! Dwunastowieczna dżuma jak nic! Opętała moje trzewia i członki w tańcu okropnym, w tańcu ostatnim, dance macabre! Drżyjcie narody!
Ale to jeszcze nie wszystko. Jakby jeszcze tego choróbska było mi mało - problem terminacji urósł do rangi pokolenia Papieży i Rycerzy. Na skutek obcowania z dokumentem z zacnego, acz wilgotnego roku 1147 mój okres...
... zaginął.
CO PAPIEŻ INNOCENTY ROBIŁ Z TĄ BULLĄ!
Dzi� dzień jestem zdrowa i piękna. (Tak się pisze w dobrych zakończeniach!) Dżumy nie miałam. To była marna grypa żołądkowa z anginą. A i terminacja przyszła. Takie życie. No cóż, jak nie tym razem, to może następnym, jak Słodziutki Pan Jeż da, zrodzę mojemu Kapitanowi drugiego Husa, Wiklefa, Janosika, czy Koko Dżambo.
nZorka [kandyzowane.wisnie@gmail.com]
�ródełko: www.bawidelka.wordpress.com