« poprzednia | spis treści | następna »  
NBA Live 2007
Cybeł

Nienawidzę koszykówki! To zdanie to chyba jedno z częściej wypowiadanych przeze mnie, przy okazji rozmaitych W-F-ów, podczas których panowie nauczyciele ulegali zazwyczaj grupce dwumetrowców, którzy tylko łupaliby w kosza. Ja niższy od nich prawie o pół głowy musiałem się niesamowicie namęczyć, by dorównać im kroku. Co dziwne, te wydarzenia nie zniechęciły mnie do wirtualnego pykania w kolejne NBA, bo z tych akurat czerpałem wciąż wiele radości. Jednak ostatnio i tu zaczęło się coś psuć. Kolejne części od paru lat powielały sprawdzone schematy i coraz częściej, co rozsądniejsze osoby nazywały je patchami poprawiającymi grafikę i uaktualniającymi składy do wersji 2004. Z każdym kolejnym rokiem czekam na jakieś znaczące nowości, które poprawiłyby moje mniemanie o NBA Live.

Z nadzieją przyjąłem, więc wiadomość, że będę mógł testować wersję 07. Niestety znowu, z niekłamanym żalem muszę napisać, że NBA Live 07 to nie jest to, na co czekałem. Obecnie większą przyjemność sprawia mi już krótki meczyk w realu niż kolejne spotkanie z tworem EA Sports. Dlatego też wszystkim maniakom koszykówki polecam zakup coraz tańszej PS2, na którą wychodzi już od jakiegoś czasu według mnie doskonała symulacja - NBA 2K7, która jest lepsza od Live'a o mniej więcej klasę. Skończmy już jednak to narzekanie i przejdźmy do szczegółów, bo przecież po to powstała ta recenzja byście mogli wyrobić sobie własne zdanie.

Jak co roku, programiści starali się wymyślić coś nowego, by przyciągnąć przed monitory znudzonych już lekko graczy. Tegoroczną przynętą ma być Total Freestyle Control. Sroga nazwa, ale zobaczmy, co to oznacza w rzeczywistości. Dzięki temu część z zawodników potrafi wyczyniać różne dziwne akrobacje, czyli krótko mówiąc - fristajluje. Może się to podobać, a już na pewno zadeklarowanym fanom hip-hopu, którzy dodatkowo interesują się tym sportem. Jednak, by w pełni zobaczyć, jakie możliwości oferuje nowa opcja, trzeba zagrać prawdziwymi gwiazdami. Tylko one są w stanie wycisnąć siódme poty z tego szumnie reklamowanego dodatku. Oprócz tego zmieniono system wykonywania rzutów osobistych. Dla mnie to decyzja cokolwiek niezrozumiała, bo dotychczasowy, polegający na wciśnięciu w odpowiednim momencie przycisku sprawował się przez wiele lat wyśmienicie. Widocznie twórcom zabrakło innych pomysłów, co też można by usprawnić, bo teraz, by rzucić trzeba strasznie namajstrować się gałką analogową pada. Problem tkwi w tym, że ja nadal nie bardzo rozumiem, na jakiej zasadzie to działa.

      

Podobnie jak w nowym NHL, zastosowano tu zupełnie premierowy system podziału zawodników. Jeśli tam było sześć grup, to tu już tylko trzy i to zdecydowanie mniej wyrafinowane: cieniasy*, gwiazdy i mega gwiazdy. Dodatkowo posiadają oni swoje najmocniejsze punkty, o których informuje nas ikonka umieszczona przy nazwisku, w momencie, gdy dany gracz posiada piłkę. W tym przypadku także występuje kilka kategorii, są to m.in: rozgrywający, specjalista od rzutów za 3, dobry blokujący itd. Jednakże, posiadanie w drużynie dobrego koszykarza, nie oznacza od razu wygrania spotkania. By aktywować te "bonusy" należy wklepać wcześniej dość skomplikowaną kombinację przycisków, do której nadaje się praktycznie tylko pad, klawirka odpada w przedbiegach.

Prócz tego w NBA 07 zainstalowano też grupkę mniej ważnych usprawnień, które jako taką wartość mają praktycznie tylko dla prawdziwych fanów koszykówki. Pierwszy z nich to czynnik Factor-X. Polega to na tym, że w każdym zespole jest jeden gracz, który nie specjalnie radzi sobie na placu boju, ale ma przebłyski i potrafi fenomenalnie rzucić za 3. W kryzysowym momencie, poprzez wstukanie odpowiedniej sekwencji można go uruchomić, by dany man na jakiś czas stał się prawdziwym bohaterem i wysunął swój team na prowadzenie.

     Dodatkowo natknąłem się w instrukcji na opisy opcji, których nawet wcześniej nie zauważyłem. To Intensity, Momentum i Touch-Passing. Zacznijmy od końca. Touch-Passing to nowy model podania, który piłkarze określiliby czymś przypominającym "klepkę", czyli zagranie na jeden kontakt, gdy piłka znajduje się jeszcze w powietrzu. Momentum to wskaźnik określający poziom rozmachu. Pojawia się on po szczególnie udanych akcjach. Z kolei Intensity przekazuje nam informacje dotyczące emocji. Gdy na parkiecie niewiele się dzieje, to przybiera on kolor niebieski, a gdy aż wre akcja, staje się czerwony.

       

Trybów zabawy jak zwykle jest sporo, przynajmniej tu nie mamy prawa zbytnio narzekać. Oprócz standardowego Dynasty, weekendu gwiazd i 1 na 1 doszedł Freestyle Chalenge, który umożliwia rozegranie konkursu rzutów za 3 i mistrzostwa wsadów. Z tym drugim miałem spory problem, bo zanim nauczyłem się wszystkich kombinacji umożliwiających skuteczne triki to minęło sporo czasu. Nie jestem do końca przekonany, czy to dobry pomysł, bo szczerze mówiąc to znudziło mi się to dość szybko, nim jeszcze osiągnąłem jakiś przyzwoity poziom. Tego problemu nie ma natomiast z rzutami za 3. Element ten ograniczono do absolutnego minimum i trzeba tylko wciskać jeden przycisk. Dodatkową atrakcją jest to, że do wspólnej zabawy możemy zaprosić gwiazdy, które błyszczały na parkietach dobre 50 lat temu. I bynajmniej nie są one gorsze fizycznie od współczesnych graczy, bo oczywiście zachowano ich kondycję z czasów największej świetności.

Chyba najmocniejszym elementem NBA Live 2007 jest grafika. Konsekwentnie ulepszana od kilku lat, także tym razem spokojnie daje radę, a nie wymaga przy tym sprzętu nieosiągalnego dla przeciętnego konsumenta. Na wysokich detalach spokojnie da się ją odpalić nawet na kompie kupionym już kilka lat temu. Duży plus. Z tego, co słyszałem, jeszcze lepiej prezentuje się to na dużym ekranie, ale niestety nie miałem możliwości, by to sprawdzić.

Wcale nie gorzej przedstawia się ścieżka dźwiękowa. Olbrzymią robotę wykonują komentatorzy, którzy naprawdę znają się na rzeczy, konkretnie opisują wydarzenia z boiska. Wydawca chwali się na pudełku, że są to legendy NBA i to naprawdę słychać w ich wypowiedziach. Oby wszyscy trzymali taki poziom (FIFA 07 się kłania i nierozłączny duet Szpaku-Szaranowicz ;)). Zastrzeżenia mam tylko do muzyki przygrywającej w tle. Jest to na ogół hip-hop, który dla mnie nie stanowi żadnej wartości. Szkoda, że ograniczono się tu tylko do jednego gatunku. Przez to dość szybko w opcjach wyłączyłem dźwięki i zapuściłem sobie w tle własną playlistę (co ciekawe, nie wpłynęło to w jakiś bardzo widoczny sposób na płynność gry).

Strasznie ciężko jest mi w jakikolwiek sposób podsumować NBA Live 07. Z jednej strony to produkt, który cały czas trzyma pewien poziom, stale poprawiana jest w nim grafika i dodawane jakieś drobne usprawnienia. Jednak od jakiegoś czasu przestaje mi to wystarczać i z każdym kolejnym rokiem liczę, że może nastąpi wreszcie jakiś przełom. A na to się niestety, na razie nie zapowiada, stąd i ocena taka, a nie inna.


 

*tłumaczenie jak najbardziej luźne :)

 


Ładna oprawa
Bogaty wachlarz ruchów
Znośne wymagania sprzętowe
 
Wszystko już było
Na dłuższą metę nudna...
Brak jej magii prawdziwego widowiska sportowego
Producent: B/D
Dystrybutor: B/D
Gatunek: B/D
Premiera: B/D

« poprzednia | spis treści | następna »