|
"Madagaskar (malg.
Madagasikara, franc. Madagascar;
Republika Madagaskaru - Repoblikan'I Madagasikara, République de Madagascar) -
państwo położone na wyspie Madagaskar w zachodniej części Oceanu Indyjskiego, u
południowo-wschodnich wybrzeży Afryki. Madagaskar jest czwartą, co do wielkości
wyspą na świecie. Na Madagaskarze przeważa hodowla i pasterstwo, występuje
również rolnictwo prymitywne, plantacje roślin tropikalnych, eksploatacja
drewna, zbieractwo, myślistwo, oraz rolnictwo śródziemnomorskie. Występują dwie
strefy roślinne: na północy suche lasy podrównikowe, a w centrum i na południu
sawanny." Tak pokrótce Madagaskar opisuje Wikipedia. A po, co przytaczam opis
jakże odległej wyspy? Ano po to abyś drogi Graczu wiedział gdzie będziesz
przeżywał swoje przygody i nie był ciemny jak tabaka w rogu. A jeśli
zaintrygowała Cię geografia zapraszam na google.
(Czesiek jest geniuszem!
:D – Phant) (Wikipedia jest geniuszem! - Sarius)
Tyle geografii. Zapraszam do
recenzji, ale dopiero za chwilkę. Musze się Wam do czegoś przyznać. Podchodząc
do tej gry miałem nadzieje, że dostałem w swoje ręce crapa jak większość
produkcji robionych na podstawie filmów, lub, co najwyżej średniaka. Niestety, a
może i stety trafiła mi się całkiem niezła gierka, z którą można spędzić miłe
chwile. Ale tylko chwile, gdyż jako rasowy platformer nie wnosi nic nowego do
już skostniałego gatunku. Wszystkie patenty jakie są tu zawarte gdzieś już
widzieliśmy: skradanka, taniec, zdobycie iluś tam punktów, zebranie czegoś tam,
czy najprostsze skakanie po półkach. Ale to już było. Co nie zmienia faktu że
gra jest miła i fajnie w nią zagrać.

Fabuła bezpośrednio nawiązuje do
filmu animowanego o tym samym tytule czyli ... Madagaskar (fanfary proszę).
Cztery zwierzęta żyją sobie spokojnie w Nowo Jorskim Zoo, a są to: Zebra Marty,
Żyrafa Melman, Lew Alex i Hipopotamica Gloria (która z początku przypominała mi
świnie). Pewnego spokojnego i słonecznego dnia (a może padało i nie był to dzień
tylko noc) jedno z nich, Marty, postanowiło uciec na wolność i zobaczyć jak to
jest poza klatką. Pozostali członkowie ferajny zauważając, że nie ma pasiastego
konia postanowili go odnaleźć, jednak coś nie wyszło i zostali schwytani. Za
swoją wycieczkę do miasta ponieśli karę i zostali zesłani na Czarny Ląd czyli do
Afryki. Postanowili uciec i trafili na tytułowy Madagaskar gdzie przeżywają
wiele przygód i ratują stadko lemurów. To tyle na temat fabuły. Chyba pierwszy
raz się tak na ten temat rozpisałem:)
Co dalej? A tak miałem napisać jak
to wychodzi w praniu, a gra się całkiem przyjemnie mimo tego, że przez cały czas
ma się wrażenie, że już gdzieś się to widziało. I tak są elementy platformowe,
skradanka, ratowanie lemurów, czy odganianie żyrafą dzikich kotów (jakoś mi
wyleciało jak się nazywają:) lub elementy na czas. Jak przeczytałem bodajże na
jakimś forum, że każda gra Vicarious Visions (developer) jest podobna do siebie
tak i tu jest tak samo to znaczy podobnie, vide Bruce Lee Return of the Legend
czy Batman Begins. Sterowanie jest raczej intujicyjn... kuźwa!!! Ja tu wyjeżdżam
ze sterowaniem a nawet nie napisałem własnych wrażeń. Przecież to jest
niedopuszczalne i wykracza poza granice ludzkiego rozumu (będzie trzeba
wyciągnąć odpowiednie konsekwencje, pzdr Metera). Zaczynając grę mamy coś
podobnego do samouczka, podobnego, bo nie ma np. idź w prawo a potem się cofnij.
W tym jak ja to nazwałem samouczku poznajemy unikalne zdolności zwierząt, (a co,
zwierzę też człowiek i może coś potrafić!) Z początku żyrafa potrafi chować
głowę w piasek (jak struś) i kichać. Lew Alex umie ryczeć i ma double jump.
Zebra niezwykle szybko biega, a hipopotamica pływa z nadzwyczajną gracją.
Z czasem te zdolności się
rozrastają i dopiero po przejściu gry mamy do dyspozycji wszystkie zdolności,
gdyż w pierwszych planszach nie kucniemy zebrą, zanurkujemy hipopotamicą, czy
będziemy umieć wspinać się lwem. Musze wspomnieć, że nie ma czegoś takiego jak:
masz postać i przejdź ją do końca zaliczając chekpointy. Tutaj mamy do
dyspozycji cały czteroosobowy team, chyba, że odbywamy specjalne misje, w
których sterujemy mniejszą ilością podwładnych. I tak, trzeba się nauczyć
korzystać z specjalnych zdolności np. gdy mamy wysoko umieszczoną monetkę trzeba
skoczyć Melmanem, a gdy będziemy opadać okazuje się że na dole jest woda,
niechybnie byśmy zaliczyli skuchę, gdyby nie to, że nasze szybkie palce zmieniły
w ostatnie chwili postać na Hipcie. Skradanka również została ciekawie
opracowana, choć jeśli dobrze pamiętam sterujemy tylko jedną osobą: pingwinem
lub zebrą. Nie dość, że mamy życia, to musimy jeszcze uważać na wykrycie (w
końcu to jak sama nazwa wskazuje jest to skradanka). Gdy ktoś nas zobaczy ponad
cztery razy widzimy Game Over. Wiadomo, że zebra to nie Sam Fischer, a pingwin
nie ma zdolności Snake'a, ale nie przeszkadza im to w przechodzeniu tych leveli.
Mogą się schować w jakieś nieczynne klatki, przejść pod jakąś niską rzeczą lub
schować się w zagłębienie (Bruce Lee znowu się nam kłania).
|
Podczas gry żyrafą w
odganianie tych kotów (nadal nie pamiętam nazwy, za dużo masełka) mamy wrażenie,
że gramy w jakąś grę rytmiczną (chyba, bo w żadną nie grałem, ale czytałem o
takich). Naszym zadaniem jest wciśnięcie odpowiedniego klawisza, gdy rzuca się
na nas kocur. I to by było na tyle. Znów żem się rozpisał a kilobajty lecą:)

Dobra przeszliśmy grę, ale co
dalej? Odłożyć grę/roma na/do półke/folderu "przeszednięte" (Trade Mark by
Czesiek & Kamilo)? Można z tym polemizować. Polemizować? Tak, tak. To znaczy
jest to moje własne zdanie, dlatego że to ty drogi Graczu musisz zdecydować czy
chcesz zdobyć wszystkie monetki, jest ich 1120 (szkoda, że nie 666), i dzięki
temu odblokować wszystkie mini gierki i pograć jeszcze w nie, czy po prostu
zrezygnować i powrócić do tego tytułu za rok lub dłużej. Mini gierki - jeśli tak
to można nazwać - są jak zwykła gra. To znaczy takie jest moje odczucie, gdyż
zadania są takie same jak w wątku fabularnym, tyle, że mamy dodatkowo wskaźnik
czasu + zdobycie lub nie jakiejś ilości pingwinów. Po przejściu takiej mini
gierki możemy... nie wiem co możemy. Brak samozaparcia... Po prostu już mi się
nie chciało męczyć tego tytułu. Dobrze, że tych gierek jest aż osiem i gracze
lubiący wyciskać siódme soki z gier będą mieli, co robić.
Czas na stronę audio-wizualną.
Teoretycznie jest okej - nasz zwierzak ładnie przebiera nóżkami, przeciwnicy
również są dobrze animowani, nie ma przycięć w animacji, dżungla została dobrze
oddana i z pewnością roślinność jest taka jak na Madagaskarze (nie wiem bo mam
tylko 6 z geografii), ale co z tego gdy z konsolki można, by wycisnąć o wiele
więcej. I jeszcze musze wspomnieć, że nie ma mililitra krwi(!!!) przez co takie
nie wyrzutki i chamy jak ja nie nacieszą się tym tytułem tak jak np. Bloodrayne.
Dźwięk jest odwzorowany bardzo dobrze. Afrykańskie rytmy z pewnością podkręcają
klimat i dodają uroku grze. Wszystkie sample również zostały dobrze dobrane.

Gra jest dobra i jeśli nie macie
jakiś platformówek Vicarius Vision to zachęcam do jej kupna, a jeśli macie to
kupujecie na własną odpowiedzialność. Pamiętajcie, ja ostrzegałem.
|
|
|
Niezła gierka
Dużo monetek do zdobycia
ciekawy pomysł z
umiejętnościami
|
wtórna
tylko dla wytrwałych
można było się bardziej
postarać
słabi i głupi
przeciwnicy
|
Producent: Vicarious Visions
Dystrybutor: LEM
Gatunek: zręcznościówka
Premiera: 2005
|
|