« poprzednia | spis treści | następna »  
Bruce Lee: Return Of The Legend
Czesiek

Każdy fan Kung-fu jak i zwykły miłośnik dobrych filmów zna postać Bruca Lee. Filmy z jego udziałem stały się legendami i mają rzesze wielbicieli na całym świecie,. "Wejście smoka" jest uważane zresztą za jeden z najlepszych filmów w historii kinematografii. Jednak niewiele osób wie, że Bruce Lee zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach. Najprawdopodobniej został zamordowany za to, że zdradzał sekrety walk wschodu.

Po krótkim wstępie historycznym czas przejść do tego, co nas najbardziej interesuje, czyli samej gry. Na miejscu panów z Vicarious Vision bałbym się porywać na grę z udziałem Bruca Lee, jeszcze jakiś fan wpadłby do biura firmy z tykającą niespodzianką. Odpowiedź na pytanie czy developerzy mają się czego bać znajdziecie w poniższym tekście.

Jak nietrudno się domyślić w tej oto grze pokierujemy losami nie kogo innego jak samego Bruca Wszechmogącego.... stop!!! Nie ta bajka. Będziemy kierować poczynaniami Bruca Lee, który w tej o to produkcji nazywa się Hai Feng (Rzeczywiście, brzmi podobnie :D – dop. Phant). Fabuła prezentuje się OK. To znaczy nie jest zbytnio naciągana i nie ma się za bardzo do czego przyczepić. Filmik zaczyna się, kiedy mistrz Hai Feng zostaje zamordowany, a Ty drogi Graczu kierując poczynaniami bohatera pokonując poziomy szukasz zemsty. W pewnym momencie poznajesz agenta, który pomaga Ci znaleźć mordercę, ale jak to w życiu bywa – nie ma nic za darmo. Musisz na przykład uwolnić kilku ludzi z bazy. Jak widać scenariusz został poprowadzony iście fachowo. (Odbijanie ludzi z bazy wroga jest fachowe? No Czesiuuuuuu... :D – Phant.)

        

Co by nie powiedzieć, rozgrywka prezentuje się dosyć dobrze. BL:RotL (ale skrót) jest platformówką z elementami nawalanki (lub odwrotnie, ja już sam nie wiem). Sterowanie jest dobrze opracowane i bardzo intuicyjne. Klawisz A służy do skoku, natomiast B i R służą do walki. L nie jest zbyt przydatny, bo blok nie jest zbytnio potrzebny. No, może czasami na "szefów" się go użyje, ale tylko sporadycznie. Twórcy podczas tworzenia gry poszli w rozgrywkę, a nie wierne oddanie walk wschodu. Bitwy są dopracowane i oto chodzi. Jeden klawisz odpowiada za rękę, drugi za nogę. To nie jest wcale mało, ponieważ każdym członkiem możemy wykonać po kilka ruchów + uderzenia podczas zwisu, oraz łączyć pojedyncze uderzenia w złożone, combosy, które sieją prawdziwe spustoszenie w szeregach wroga.

Plansze są rozbudowane i oddają charakter lokacji. Fabryka jakichś chemikaliów naprawdę potrafi zbudować klimat i jeszcze to jej wykonanie. Rezydencja głównego bad gaya też jest niezła, chociaż leveldesingerzy trochę poszli na łatwiznę serwując graczom symetryczne wnętrze. Modele postaci jak i naszego herosa są dokładne i naprawdę widać, że ten aspekt gry nie został olany, co dobrze świadczy o programistach. Animacje ciosów są nad wyraz płynne, a odbicie od ściany i złapanie wystającej półki to istny majstersztyk.

Zdania podczas wykonywania misji dzielą się na trzy główne aspekty. Idziesz w prawo i masowo wyżynasz wrogów, etapy skradankowe, w których wykrycie kończy się fiaskiem oraz plansze, w których naszym zadanie jest zdobycie określonego klucza, aby dostać się za zamknięte drzwi. Czasami występują miksy niektórych zadań i tak, gdy nie możesz zostać wykryty masz za zadanie dostać się za zamknięte drzwi. Istotną rzeczą podczas pokonywania leveli jest użycie broni. Jest jej niestety zbyt mało: ot, kij, nunczako i rzutki które usypiają jednym uderzeniem, przydają się podczas dużego skupiska przeciwników. Skromnie.

Istotnym minusem Bruce Lee Return of the Legend jest jej czas jak i repleybeaty. Po pokonaniu ostatniego bossa miałem na liczniku raptem 1h 30min, chociaż grałem na emulatorze, ale nie zmienia to faktu, że gra jest bardzo krótka. Jak już wspomniałem minusem są repleybety, bo nie ma czegoś takiego co by mogło zachęcić do ponownego przejścia gry. No, bo komu by się chciało odblokowywać dodatkowe kostiumy (kąpielowe?) dla naszego bohatera jeśli nie wpływają w jakiś istotny sposób na zabawę. Z poziomów trudności mamy na początku dostęp do Easy i Normal, ale po przejściu gry dochodzi nam Director's Cut i później Time Challenge (nie odblokowałem go, ale wydaje mi się że jest to jedynie zwykła gra ale z wyznaczonym licznikiem). (Nie ma to jak fachowe podejście do recenzowanej gry... – Phant)

Dźwięk prezentuje się nad wyraz dobrze. Jak dobrze pamiętam są tu utwory z starych filmów z tytułowym aktorem jak i zupełnie nowe zrobione na potrzeby tej produkcji. Odgłosy wydawane przez postacie są wiarygodne i mamy wrażenie, że oglądamy jakiś chiński film, ponieważ postacie wydają charakterystyczne dźwięki znane z tych właśnie filmów.


Podsumowując gra jest bardzo dobra i grało mi się w nią nad wyraz dobrze. Mimo braku repleybety, krótkiego czasu gry i braku jako takich bonusów (przydałyby się, jakieś szkice lub cuś takiego) grę można obczaić lub nawet kupić na allegro za rozsądną cenę, ma się rozumieć.


Oprawa A/V
Bohater
system ciosów
 
krótka
poziom trudności
niskie repleybety

Producent: Vicarious Visions
Dystrybutor: Vivendi Universal
Gatunek: Beat'em up
Premiera: 2003

« poprzednia | spis treści | następna »