« poprzednia | spis treści | następna »  
Big Mutha Truckers 2
Cybeł

    Trzy lata temu dane było nam poznać Big Mutha Truckers, grę, którą z powodzeniem można by nazwać konkurencją dla serii Hard Truck. Był to produkt niezły, acz nie doskonały. W kilku elementach zabrakło końcowego szlifu, który zapewniłby BMT miejsce w pamięci graczy na dłużej.

       Co nie udało się kiedyś postanowiono osiągnąć teraz i wypuszczono Big Mutha Truckers 2: Ostra Jazda. W założeniach miała ona poprawić wszystkie niedociągnięcia swego protoplasty i wpisać się złotymi zgłoskami w historię komputerowej rozrywki. W rzeczywistości wyszło bardzo nijak, pokuszę się nawet o stwierdzenie, że jest gorzej niż było.

         Już sama nazwa nie napawa optymizmem. O ile do poczciwego Big Mutha Truckers zdążyłem się już przyzwyczaić, to kompletnie z równowagi wytrącił mnie podtytuł sequela. W polskiej wersji i tak został on nieco złagodzony, bo z "Truck Me Harder" zrobiono "Ostrą Jazdę", co brzmi już nieco mniej obscenicznie. Tak, czy siak moje pierwsze wrażenie po spotkaniu z samym pudełkiem nie jest zbyt pozytywne. Już na samym wstępie informuje się nas, że jest to produkcja nakierowana głównie na napalonych nastolatków, którzy chcą sobie popatrzeć na Bobbie-Sue, którą pewnie każdy z nich wybierze jako swego bohatera. Denerwuje mnie takie żerowanie na najbardziej prymitywnych instynktach, ale co tam, może to ja jestem jakiś inny? Podobnie swe wdzięki eksponują niektóre sprzedawczynie i barmanki, znajdzie się nawet coś dla panów odmiennej orientacji. Barman, w którejś z mieścin wydaje się być chętny i gotowy w każdej chwili. Zatem, do dzieła panowie, niech testosteron rozsadzi wam żyły!

        Tyle się już nawyzłośliwiałem, a nie napisałem jeszcze co się stało, że ponownie musimy się wcielić w któreś z dzieci Mamuśki. Jeśli pamiętacie cokolwiek z części pierwszej, to zapewne kojarzy się wam, że niektóre zagrywki Wielkiej Mamuśki były dość niskich lotów, zdarzyło się też zmasakrować kilka policyjnych wozów. Teraz nadszedł czas rozliczeń. Sterta niezapłaconych rachunków, grzywien i im podobnych złożyła się na aresztowanie Big M. Aby wyciągnąć ją z kicia istnieje tylko jeden sposób - przekupić sześciu przysięgłych, tak by nie obciążali szanownej matrony. Każdy z nich żąda coraz większej sumy, a dwóch ostatnich wymaga kwoty przekraczającej milion (wybaczcie, ale nie pamiętam, jaka w grze obowiązuje waluta, i tak nie ma to większego znaczenia). Zadania podejmuje się jedno z dzieci. O tym, które z nich to będzie decyduje sam gracz. Do wybory są dobrze znani z "jedynki": Earl, Cletus, Bobbie-Sue i Rawkus.

     Chyba jedyną rzeczą, która zrobiła na mnie pozytywne wrażenie podczas, ekhem, zabawy jest grafika. Zarówno postacie, jak i auta i wszystkie trasy wykonane są bardzo ładnie i starannie. Dech w piersiach zapiera doskonały efekt rozmycia po użyciu nitra. Tutaj mało, czego można się czepić, tym bardziej, że Big Mutha Truckers 2, jak na to, co oferuje, wymaga bardzo niewiele. Na wysokich detalach spokojnie da się grać nawet na ciut starszym sprzęcie. Za to dla twórców brawa, bo ostatnimi czasy odpowiednia optymalizacja kodu to podstawa.

         Nie wiem, czy w część pierwszą BMT grali sami ludzie ułomni, ale sądząc po niektórych zmianach w grze, wydaje się, że tak. Tym bardziej, że część innowacji doszła do skutku tylko dzięki apelom fanów. W ten oto sposób pozbyto się już chyba ostatniego bastionu realizmu i zrezygnowano z tankowań i naprawiania ciągnika. Teraz niczym już się martwić nie musimy, a pojazd w cudowny sposób uzupełnia wszystkie swe braki podczas postoju w miastach. Jeszcze większym absurdem jest zachęta do rozwalania auta. Im bardziej widowiskowa jest kraksa, tym my dostajemy więcej kasy. Kompletnie nie wiem, czemu ma to służyć.

 

      Głównym celem w BMT jest oczywiście zbieranie fortuny, więc skupmy się teraz na tym aspekcie gry. Podobnie jak do tej pory najwięcej zarabiasz oczywiście na handlu towarami. W pierwszym BMT było to rozwiązane dość dobrze, gracz musiał obserwować na specjalnej tabeli jak zmieniają się ceny i w odpowiednim momencie dokonać zakupu. Tutaj mamy do czynienia z kolejnym uproszczeniem, bo przy każdym artykule znajduje się stosowna informacja, czy jest warty kupienia/sprzedania, czy też nie. Pewnym novum jest wprowadzenie do obiegu nielegalnych materiałów, na których można zyskać bajońskie sumy, ale można też wszystko stracić, gdy smerfy powiedzą nam halt. Nie musicie się jednak tego zbytnio obawiać, bo żeby dać się złapać trzeba jeździć naprawdę kiepsko i mało pomysłowo. Część przewożonych dóbr można też utracić po spotkaniu z innymi "przeszkadzajkami" pojawiającymi się od czasu, do czasu. Są to dobrze znani z poprzedniej odsłony motocykliści, oraz... UFO. Tak, tak moi drodzy. I nie chodzi mi tutaj o te magiczne tabletki, które kilka lat temu zebrały w Polsce tak tragiczne żniwo. Nasz bohater wcale nie jest narkomanem. Mamy tu do czynienia z najprawdziwszym atakiem zielonych stworków. Jeśli nie będziemy dość czujni, to są oni gotowi zabrać nam część towaru.

          Zarówno w Hard Truck, jak i w Big Mutha Truckers dużą zaletą była jazda po amerykańskich, szerokich drogach. W Truck Me Harder ten element także ograniczono do absolutnego minimum. Niech nie zmyli was sporo większa ilość lokacji do odwiedzenia. Są one bowiem rozmieszczone tak blisko siebie, że przejazd między najbardziej od siebie oddalonymi nie zajmie wam więcej niż 2, 2 i pół minuty. Dodatkową atrakcją jest premia za zmieszczenie się w wyznaczonym czasie. Przed startem można wybrać jedną z trzech opcji. Czasami zdarzy się też, że otrzymamy jakieś dodatkowe zadanie, ekstra płatne. Najczęściej sprowadza się to do jazdy zwykłym, osobowym samochodem (o fatalnym modelu jazdy) i rozwalania określonych celów. Warto to przechodzić tylko dla premii, bo satysfakcji trzeba poszukać gdzieś indziej.

            Nie wykorzystano też potencjału, jaki drzemał w stacjach radiowych. Możemy słuchać tylko kilkunastu piosenek przeplatanych przygłupią gadaniną. Znacznie lepiej sprawdza się własna playlista włączona w tle.

            Według mnie Big Mutha Truckers 2: Ostra Jazda, to kompletna porażka. Sequel zamiast być lepszy od swego poprzednika, jest gorszy, o co najmniej jedną klasę. Samą grafiką nie da się wkraść w serca graczy, tak samo jak polscy piłkarze nigdy nie zdobędą mistrzostwa świata samą ambicją, której paradoksalnie też im czasami brakuje. Nie wiem w ogóle, po co ktoś to sprowadził do Polski (konkretnie to Cenega). Szkoda tylko pieniędzy, które można lepiej zainwestować w milion innych rzeczy.


Grafika...   ...i nic poza tym
Producent: Empire Interactive
Dystrybutor: Cenega
Gatunek: wyścigi zręcznościowe
Premiera: 2005
Procesor: 2Ghz
Pamięć RAM: 512MB
Karta graficzna:  64MB
System: Win XP

« poprzednia | spis treści | następna »