« poprzednia | spis treści | następna »  
Tank Killer
Phantasmagor

     Jeżeli nieznane dotąd nikomu studio bierze się za grę    budżetową, w której celem jest zniszczenie wszystkiego, co się rusza, a briefingi streszcza się w jednym zdaniu („dojedź cało do końca mapy rozwalając wszystko, co spotkasz na drodze”) pewnym być można, iż efektem tego eksperymentu będzie nikomu nie znana produkcja kosztująca grosze. I tak właśnie się stało...

Do przodu i po trupach...

     Twórcy nie zaprzątali sobie głowy takimi drobiazgami jak ciekawa czy pasjonująca fabuła, przez co zostajemy wrzuceni do wieżyczki czołgu M4 Sherman, wchodzącego w skład IV Dywizji Pancernej i pod wodzą Generała Pattona niszczymy wraże jednostki. Akcja rozpoczyna się Operacją Kobra rozegraną 25 lipca (lub, jak widnieje w samej grze – czerwca. Widać niezdecydowanie lub niewiedzę twórców) 1944 roku we Francji. Nie dane nam będzie (na razie, bo później do tego wrócimy) jednak długie cieszenie oczu kunsztem grafików i leveldesingerów, albowiem scenarzysta chytrze rzuca nam kłody pod gąsienice w postaci czekających tuż za rogiem dwojgiem czołgów. Po sprzątnięciu ich i zebraniu niezwykle realistycznych, lewitujących apteczek oraz magazynków suniemy dalej. Zwykłych żołnierzy traktujemy karabinem maszynowym, bo mimo hojności twórców przy rozdawaniu pocisków, przy zbytniej rozrzutności może dojść do sytuacji, że braknie nam takowych, a wtedy o przemianę w stertę płonącego złomu nietrudno. Jadąc dalej napotykamy działka przeciwczołgowe. Jeden pocisk, seria z karabinu i mamy je z głowy. Więc jak, pozabijałeś wszystkich? To świetnie, już wiesz jak upłynie Ci pozostałe 8 godzin w 10 misjach spędzone nad grą.

Gdzie i jak?

      Jak nietrudno się domyślić, monotonna jazda i rezanie fal kolejnych tępych oponentów, w jednakowej scenerii bardzo szybko się nudzą, tak więc całą parę wpakowali w gwizdek etapów. Dzięki temu gracze otrzymują możliwość zwiedzenia ruin spalonego miasta, skrzypienia gąsienicami po śniegu, wycia lufą do księżyca w nocnych eskapadach i zdzierania maskującej czołg farby w leśnych ostępach. Tereny te prezentują się wcale ciekawie, to tu, to tam pourozmaicano je mostami, zgliszczami domów i pojazdów czy torami kolejowymi. Cele misji nie zmieniają się za to prawie wcale, w niczym też nie odbiegają od standardów i nie silą się na jakąkolwiek oryginalność. Ot, są zwykłe i sztampowe jak : Chroń swoją dywizję, sprawdź teren, zniszcz bazy wroga , osłaniaj konwój, oczyść drogę. Do bezproblemowej rozrywki wystarcza to jednak w zupełności, więc i narzekać zbytnio nie będę. Nie stanowią one także zbytniego wyzwania, nawet na średnim poziomie trudności przechodzi się zazwyczaj za pierwszym podejściem.

Trybiki, łańcuszki...

       Od strony technicznej gra prezentuje się średnio. Bardzo. Tereny mimo urozmaicenia straszą pikselozą tekstur podłoża, a żołnierze upadający zawsze tak samo śmieszą (zwłaszcza w grupkach) niemiłosiernie. To jeszcze jednak nie wszystko – kiedy ujrzałem trawę przebijającą się przez gąsienice zaniosłem się rechotem. Widać we Francji mieli wtedy strasznie mocą trawę... Z detekcją kolizji łączy się jeszcze jedna, tym razem przykra, sprawa. Otóż w momencie wjechania na swojego kompana gra zaczyna skakać, szarpać i żabkować tak mocno, że niemal w stopniu uniemożliwiającym grę. Jedynym ratunkiem jest wtedy odbicie w przeciwna stronę i modlitwy, by rozdzielić pojazdy.

Rozrywkę w stopniu dotąd przeze mnie nie spotkanym (a grałem w MOHAA, grałem) uzależniają skrypty. Są one widoczne na każdym kroku. Otrzymany na początku misji kompan nie wybuchnie, choćbym nie wiem ile strzałów otrzymał, przed miejscem, w którym zaplanowali t twórcy. Most za cholerę nie zostanie trafiony do momentu, gdy do niego nie podjedziesz. I tak w kółko i tak dalej... Kuleje, i to bardzo fizyka. Można wręcz rzec, iż nie ma jej wcale. Bo jak wytłumaczyć fakt, że można, i owszem sforsować płotek czy worki z piaskiem, z tym tylko, że NIC SIĘ IM NIE DZIEJE. Przypominam – czołg M4 Sherman waży 33 tony. Albo ograniczenia w postaci niezniszczalnego otoczenia czy niewidzialnych ścian wokół żywopłotów? Gra jest budżetówką, to wiele wyjaśnia, ale nie wszystko można tłumaczyć pieniędzmi...

Zgrzyt, buch! Bam!.

      Całe szczęście (dla graczy, twórców i samej gry) iż muzyka i dźwięki stoją na bardzo dobrym poziomie. Niemal każdy odgłos – czy to wystrzału, czy to sunących gąsienic, mi się podobał. Nie inaczej jest ze ścieżką dźwiękową, która włącza się tylko w określonych momentach, ale jest wykonana bardzo dobrze. Na brawa zaś zasługują odgłosy radia. Wszystkie trzaski, buczenia i szumy brzmią nad wyraz (jak na grę za 2 dychy) realistycznie.

       Osobny akapit należy się tłumaczeniu, grę wszak otrzymujemy spolonizowaną (tłumaczenie kinowe). Tłumacze zbyt wiele pracy nie mieli toteż grę przełożono bardzo poprawnie. W zasadzie jedynym błędem jaki zauważyłem jest słowo „Niukończona” przy niezaliczonej misji. To wszystko.

Podsumowanie.

        Koniec końców, summa summarum, w ostatecznym rozliczeniu otrzymujemy dość słabego średniaka. Jeśli jednak ktoś chcę zań jedynie 20 złotych, a my poszukujemy bezproblemowej, prostej jak drut strzelanki – nie ma co się zastanawiać nad kupnem.

 


Cena
Prostota
Kolizje
Reszta babolków
Producent: Sylum Entertainment
Dystrybutor: Onimedia
Gatunek: Symulator czołgu
Premiera: 2005
Procesor: 1GHz
Pamięć RAM: 256
Karta graficzna: 32MB
System: 98/ME/2000/XP

« poprzednia | spis treści | następna »