« poprzednia | spis treści | następna »  
Ubersoldier
Cybeł

Kreed nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Miał być FPS-em, jeśli nie przełomowym, to chociaż idealnie wpasowującym się w ówczesne standardy. Z ambitnych planów prawie nic nie wyszło, ale studio Burut nie poddało się i postanowiło stworzyć kolejną strzelankę, tym razem z akcją osadzoną w realiach drugiej wojny światowej.

Myliłby się jednak ten, kto pomyśli, że znowu wcielimy się w alianckiego żołnierzyka, dzielnie walczącego przeciwko faszystowskim Niemcom, jak to miało miejsce chociażby w Call of Duty, czy Medal oh Honor. Tutaj rozgrywka przypomina bardziej Return to Castle Wolftenstein. Wcielasz się w postać Karla Stolza, szeregowca Wehrmachtu, który podczas wojny brał udział udział w kampaniach w Polsce, Francji i Związku Radzieckim, stopniowo zdobywając uznanie wśród wojskowej starszyzny. Pod koniec lata 1944 roku jego drużyna sabotażystów wpadła w zasadzkę przygotowaną przez aliantów w okupowanej Francji. Nasz bohater ginie. Okazuje się jednak, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo ciało Karla zostaje w tajemniczy sposób zabrane z miejsca wypadku. Po jakimś czasie on sam budzi się do życia w szpitalu dla czubków. Zapytacie się zapewne: "O co chodzi?", "Co to za durna fabuła?", "Czy bohaterem jest Lara Croft, że trzeba go wskrzeszać?". Odpowiedź na te pytania jest naprawdę łatwa. Okazuje się, że Ubersoldier wyjaśnia nam, czym miała być ta słynna Wunderwaffe, czyli cudowna broń, którą Hitler zamierzał rozstrzygnąć losy wojny na swoją korzyść. Tą cudowną bronią ma być właśnie Karl we własnej osobie, a wraz z nim inni polegli na froncie. Po zgonie dokonuje się w nich pewnej modyfikacji, wszczepia coś, co dzisiaj nazwalibyśmy chipami i już są gotowi do powrotu w wir wojny. Tylko, że przez ten tuning zyskali dwie cechy: po pierwsze, super tarczę, która jest w stanie zatrzymać wrogie pociski, a po drugie zdolność do wykonywania poleceń od osoby, która jako pierwsza przemówiła do niego. W przypadku Karla tą istotą jest pewna pani z francuskiej partyzantki. To ona wyzwala laboratorium, a tym samym ratuje Stolza, ten zaś posłusznie przystępuje do ruchu oporu. Przyznacie sami, że fabuła jest trochę naiwna i banalna, ale kto powiedział, że musi być ona super wiarygodna?

Uzbrojenie, które dostajemy do dyspozycji podczas zabawy z Ubersoldierem jest dość wiernym odwzorowaniem tego, czym zabijali się panowie w tamtych czasach. Tak, więc, mamy 17 rodzajów broni. W skład tego wchodzą nie tylko czystej wody pukawki, ale też nóż, Panzerfaust, czy granaty. Oprócz tego w ekwipunku znajdzie się miejsce dla MP-40, Lugera, FG-42, czy StG-44. Z całej tej gromadki najbardziej przydatne wydają się MP-40 i StG-44, bo amunicja do nich jest dostępna w olbrzymich ilościach, szkoda tylko, że zajmują w plecaku ten sam slot. Przez to można ich używać tylko i wyłącznie zamiennie. Natomiast rozczarowałem się dość mocno snajperką i miotaczem ognia. Bynajmniej nie, dlatego, że jest to oręż słaby. Wręcz przeciwnie, są to znakomite maszynki. Problem tkwi gdzie indziej. Po prostu uzupełnić ich magazynki jest strasznie trudno, przez co starczają na bardzo krótko. Z uzbrojeniem związane są też pewne bonusy, jakie twórcy udostępnili graczom. Za zabicie trzech przeciwników nożem w krótkim przedziale czasu wzrasta o parę punktów maksymalny poziom zdrowia. Natomiast za strącenie trzech oponentów strzałem w głowę, rośnie poziom odporności tej cudownej tarczy, o której wspominałem już wyżej.

Mimo, że wrogów jest cała masa, to nie przedstawiają oni sobą zbyt wielkiej wartości intelektualnej. Siedzą tylko na z góry zaplanowanych miejscach i prują gdzie i jak popadnie. W momencie, gdy działają w pojedynkę to rozprawa z nimi jest banalnie prosta, trudniej robi się, gdy spotkamy całą grupę. Strzelają celnie i dość dobrze chowają się za rozmaite przedmioty. Wychodzi jednak wtedy też brak jakiegoś końcowego szlifu, bo zdarzy się, ze oponenci w ogóle nie otworzą ognia, tylko siedzą skuleni za murkiem, gdy ja już wybijam ich w pień.

 

Przejdźmy teraz do grafiki i dźwięku, które to w grach FPS uważa się ostatnimi czasy za niebywale ważne. Pod tym względem Ubersoldier prezentuje się, co najmniej poprawnie, szczególnie, jeśli mamy na myśli tylko samo video. Warstwa ta została przygotowana z naprawdę dużą dbałością o szczegóły, jednak nie zadbano o jakieś szczególne bajerki, które najczęściej tylko obciążają sprzęt i wywołują ślinotok, u co mniej wrażliwych graczy. Animacja postaci przedstawia się nieźle, modele też nie są złe. Śmieszy co innego. Twórcy chwalą się zastosowanym tu systemem, ponoć z podobnymi możliwościami do osławionego Havoka. Niestety, nie wyszło z tego nic nadzwyczajnego, bo czasami wrodzy żołnierze potrafią w idiotyczny sposób zwisnąć np. z poręczy, a czasami po wybuchu jednej beczki wybuchają pozostałe, rozrywając ciała na kawałki. Szczególne wrażenie zrobił na mnie moment, gdy stojąc na chodniku celowałem do kolesia, który z kolei mierzył do mnie z okna. Za nim dojrzałem jakąś beczułkę i postanowiłem trafić właśnie w ją. Jak wielki był mój zachwyt gdy wybuch wyrzucił faceta przez okno, nawet nie będę pisał. Dodam tylko, że podobny los spotkał wojaka, który już czaił się w oknie obok - tak silny był wybuch.

In minus trzeba natomiast zapisać dźwięk. Podobno ma on być przestrzenny, a po krokach słyszanych w głośnikach można rozpoznać, z której strony zbliża się wróg. Totalna bzdura. Odgłosy są bardzo cieniutkie i na pewno wiele graczowi nie pomagają. Pod tym względem Ubersoldier plasuje się dobre sto lat za murzynami, co jest wyczynem już samo w sobie.

Porozmawiajmy jeszcze trochę o grywalności. Ta plasuje się na naprawdę przyzwoitym poziomie. Duży wpływ na to ma niewątpliwie system sejwów pozwalający na zapis gry w dowolnym momencie, co ma niebagatelne znaczenie biorąc pod uwagę długość każdego etapu. Jest też coś, co mimo wszystko trochę psuje radość czerpaną z rozwałki. To system skryptów, czyli coś, od czego inne produkcje tego typu starają się już odchodzić. Denerwuje np. zachowanie naszych kompanów, których czasami dostajemy do pomocy na początku misji. Zazwyczaj są bezużyteczni i padają już na pierwszym zakręcie, gdzie zaczaili się oponenci.

Ubersoldier to produkcja warta uwagi każdego fana FPS. Mimo trochę prostackiej fabuły gra potrafi wciągnąć, a przyjemność z zabawy jest naprawdę duża i chyba nie ma większego sensu wytykanie jeszcze jakichś drobniejszych błędów. W Polsce została wydana przez Cenegę, w cenie 60 zł. Jakość spolszczenia jest naprawdę dobra, w instrukcji znalazłem tylko jeden błąd, który jakoś bardzo w oczy nie raził, po prostu tyle nad nią się nasiedziałem, że w końcu coś musiałem znaleźć. Cena nie jest zbyt wygórowana, biorąc pod uwagę jakość oferowanej rozrywki. Stanowczo popieram Ubersoldiera!

Super rzeźnia
Całkiem przyjemna grafika
Autentyczny oręż
Fabuła
Dźwięk
Skrypty
Producent: B/D
Dystrybutor: B/D
Gatunek: B/D
Premiera: B/D
Procesor: b/d
Pamięć RAM: b/d
Karta graficzna: b/d
System: b/d

« poprzednia | spis treści | następna »