|

II Wojna Światowa to
temat niezwykle popularny wśród twórców gier. Praktycznie każdy gatunek prędzej
czy później doczekał się jakiegoś wydawnictwa związanego z tym krwawym okresem.
FPS-y to przede wszystkim Call of Duty i Medal of Honor. Najsławniejsze RTS-y to
Blitzkrieg, Codename Panzers, czy Soldiers. Powstała nawet skradanka z widokiem
TPP, czyli Prisoner of War. Także w strategiach turowych, a więc niszowym
rodzaju gier, powstał produkt wyśmienity - Silent Storm. Nikogo nie dziwią też
liczne latadełka, w których przychodzi nam zasiąść za sterami różnych maszyn
biorących czynny udział w WWII. Ich historia sięga jeszcze prehistorycznej Amigi
i wydanego na nią Wings. Nowe tytuły zaczęły powstawać jak grzyby po deszczu,
kilka z nich zrobili też Polacy. Dziś mamy do czynienia z kolejnym
przedstawicielem tego gatunku - Blazing Angels.
Oglądaliście film Pearl
Harbor? Jak dla mnie durny, głównie ze względu na fabułę. Niestety, story
opowiedziane w BA opiera się na podobnych, patetycznych schematach. Głównym
trybem zabawy jest oczywiście kampania. Po jej przejściu odblokowujemy dodatkowo
kilka kampanii w wersji mini, a także pozostałe, niedostępne wcześniej opcje.
Wcielamy się tu w postać amerykańskiego pilota, który przybył właśnie wspomóc
Anglię w powietrznych bataliach. Losy naszego bohatera, to typowy przykład
dzielnego hero ratującego ojczyznę swymi umiejętnościami, sprytem i
przebiegłością. W jego skórze polatamy nad Londynem, Afryką, Francją, Pearl
Harbor i na koniec nad samym Berlinem. Jak widzicie niektóre misje rozegramy
jako pilot amerykańskich sił powietrznych, np. broniąc Pearl Harbor przed
atakami Japończyków. Mimo, że bierzemy udział w prawdziwych wydarzeniach, ich
przebieg już nie jest do końca zgodny z prawdą historyczną. Autorzy tak
ponaciągali różne fakty, by zadania stawiane przed nami wyglądały jak
najatrakcyjniej. Każda z misji składa się z kilku faz, i w głównej mierze
polegają na zestrzeleniu wszystkich wrażych samolotów, bądź też zbombardowaniu
jakiegoś poligonu, czy miejsca postoju innych maszyn. Po zakończeniu zabawy
zostajemy z naszych działań odpowiednio rozliczeni. W zależności od tego jak
dobrze się spisaliśmy otrzymujemy bonusy, za które odblokowujemy nowe samoloty.

W Blazing Angels
zasiądziesz za sterami wielu latadeł, które w rzeczywistości brały udział w
drugowojennych zmaganiach. Tutorial i kilka pierwszych lotów odbywamy w kokpicie
Gladiatora - dwupłatowca, może nie najlepszego, ale bardzo dobrze znoszącego
wszelakie uszkodzenia. Wraz z rozwojem akcji przyjdzie nam pilotować takie cacka
jak: Spitfire, Hurricane, P51, a także, już tylko jako bonusy maszyny niemieckie
i japońskie, np.: BF-109 i A6M2 Zero. Każdy z samolotów opisany jest pięcioma
"zdolnościami". Są to: przyspieszenie, prędkość, siła ognia, umiejętność
manewrowania i wytrzymałość. Gdy skończymy już kampanię, to po dobrych wynikach
w trybie Arcade możliwe jest poprawianie tych parametrów.
Należy Wam się ode mnie
słówko wyjaśnienia. Do tej pory nie wspomniałem, że BA to tylko przyjemna
zręcznościówka, a nie żaden symulator lotu. Nie uświadczysz tu widoku z kokpitu,
brak jakichkolwiek wskaźników pomagających pilotom orientować się w przestrzeni
powietrznej. Jest za to pewna innowacja, której nijak szukać w podobnych
tytułach. To tzw. "kamera śledząca cel", dzięki której można caluteńki czas
śledzić swój cel, a jednocześnie nie przeszkadza to w bezpiecznym kierowaniu
samolotem. Znalazło się też tu parę smaczków, które docenią już raczej tylko
miłośnicy latania. Doskonale widać pracę otwierającego i zamykającego się
podwozia, podczas ostrych pętli można lekko przydusić samoloty z silnikiem
gaźnikowym. Niestety, w momencie, gdy "aeroplan" ulega zniszczeniom, nijak
wpływa to na jego osiągi. Trochę też w tym aspekcie przesadzono, bo możemy już
zostać właściwie z samym szkieletem, a potem zawołać kolegę lecącego obok, ten
poda sekwencję naprawczą i maszynka jak nowa. Dla mnie to już leciutkie
przegięcie, nawet w zręcznościówce.
|
Grafika to na pewno
najmocniejsza strona Blazing Angels. Szczególnie, jeśli odpalimy ją w wysokiej
rozdzielczości. Doskonałe wrażenie robią wszystkie modele samolotów, mają
dokładnie nałożone tekstury. Nie gorzej prezentują się chmurki, obiekty
architektoniczne (Wieża Eiffla). Jest też pewne "ale". Z ustawionymi wysokimi
detalami gra potrafi bardzo zwolnić, a nawet zawiesić kompa. Ja dodatkowo miałem
też małe problemy, bo po uruchomieniu tutoriala zaczął mi się nagle przyciemniać
obraz, aż nagle stał się... Całkowicie biały, tak, że ledwo było widać czarne
zarysy samolotu. Latać w ten sposób się nie dało, więc postanowiłem coś z tym
zrobić. Z racji tego, że dopiero, co zainstalowałem świeże Catalysty do mojej
karty, postanowiłem na potrzeby BA zrobić downgrade oprogramowania. Nie zaskoczę
was, jeśli powiem, że pomogło. Potem już ani razu nie miałem problemu z
wyświetlaniem grafiki. Równie dobrze, co video prezentuje się ścieżka dźwiękowa.
Muzyka w menu dobrze oddaje nastrój tamtych czasów, a odgłosy wydawane przez
silniki, pistolety, czy spadające bomby, jako żywo przypominają te prawdziwe.

Jak przystało na
zręcznościówkę, sterowanie jest proste jak konstrukcja cepa. W i S służą do
regulacji obrotów, natomiast za pomocą strzałek wskazujemy kierunek lotu. Za
pomocą dwóch przycisków otwieramy ogień. Ot i wszystko. Niestety, gra była
przygotowywana głównie z myślą o X360, więc dużo wygodniej jest grać za pomocą
pada, jednak da się i na klawiaturze, czego ja jestem niezłym przykładem. Pewne
ograniczenia zastosowano też w sekwencjach startu i lądowania. To pierwsze jest
okrojone do niezbędnego minimum, drugie nie występuje wcale, co według mnie
wpływa trochę niekorzystnie na ocenę całości.
Jeśli ktoś
przeszedł już wszystkie dostępne tryby, to nic nie stoi na przeszkodzie by
pobawić się jeszcze multiplayerem. Może w nim uczestniczyć jednocześnie do 16
graczy. Jest kilka ciekawych opcji zabawy, m.in: dogfight, cooperation, czy
kamikaze, w którym naszym zadaniem jest zatopienie okrętu flagowego.
Blazing
Angels to produkcja, która powinna przypaść do gustu każdemu miłośnikowi II
wojny światowej. Oferuje ładną grafikę, szybką akcję i nieskomplikowane
sterowanie. Kuleje niestety fabuła, która moim zdaniem nie pasuje do tego typu
gier. W ogólnym rozrachunku wychodzi, że jest to pozycja poprawna, pozbawiona
większych wad, ale i niewnosząca zbyt wiele nowego do swojego gatunku.
|
|
|
Grafika
" kamera podążająca"
duży wybór samolotów
(ok.40!)
|
problemy z grafiką na
początku zabawy
niemożność osobistego
wylądowania
przegięta fabuła
|
Producent: Ubisoft
Dystrybutor: LEM
Gatunek: zręcznościówka
Premiera: 2007
|
Procesor: b/d
Pamięć RAM: b/d
Karta graficzna: b/d
System: b/d
|
|