Ziuuum!
Zastanawialiście się kiedykolwiek, ile człowiek wyposażony w elektryczną piłę motorową może zmienić w otaczającym was krajobrazie? Jest sobie piękny, rozłożysty i rzucający cień dąb. A tu nagle: ziuuum! i nie ma dębu. Albo weźmy na ten przykład tamtą topolę – stoi, a tu nagle: ziuuum! i nie ma topoli. Fajnie nie? Iść sobie z włączoną piłą w dłoni i ziuuum! na prawo, na lewo. Chciałbym tak sobie dreptać z morderstwem w dłoni, kosząc nie pasujące mi elementy. Ciachać, ciąć i rżnąć, aby po chwili stanąć samotnie wśród rozczłonkowanych korpusów sikających krwią...
A może te drzewa chciały żyć? Rosnąć? Pokrywać się owocami, kwieciem? Może chciały egzystować w tej glebie trzeciej klasy, strutej spalinami i zniszczonej radioaktywnymi ściekami, gdzie o wodę równie trudno co w Afryce? Nie będzie im to dane. O nie! Bo przyszedł On – Władca Piły, Wyznacznik Kresu Życia, Czwarty Jeździec Apokalipsy. I ściął je. Ściął dąb, ściął topolę, zniszczył je. Nie będzie już zieleni, liści już nie będzie i nie ma co liczyć na owoce...
A takie były fajne. Moje drzewa kochane, zostały naznaczone śmiertelnym piętnem, piętnem piły. Znamieniem stalowego ostrza, wwiercającego się w najgłębsze zakamarki mego „ja”, każdym obrotem odbierającego cząstkę życia, ślad żywota...
Razem z tymi drzewami umarłem, straciłem resztki świadomości. Zgasłem. A mogło przecież być inaczej. Ktoś mógł się poczuć, zagrodzić drogę, osłonić własnym ciałem od śmierci. Tylko kto? Wszyscy słabi, godni pogardy. Nikt nie pożałował padających wśród huku i wstrząsu umierających drzew. Nikt nie zwrócił uwagi na powykręcane konary jakby wyciągnięte w niemej prośbie ratunku, poskręcane korzenie pragnące chwycić się czegoś, podtrzymać, uchronić od upadku.
Każdy odwracał głowę, udawał, że go to nie obchodzi, nie dotyczy.
A drzewa umierały w agonii... Samotne... Opuszczone... Zapomniane?
Nie, bo ktoś to widział, dostrzegł i uwiecznił. To poeta, wrażliwe serce, które nie było obojętne. Opisał ich ból, ich cierpienie. Nie dał im zginąć ostatecznie.
A ludzie szli obok i cieszyli się, że mają więcej słońca.
Pamięci drzew, ściętych wbrew mej woli.