ZGORZKNIAŁY BARD

 

 

Dzisiaj zeszło na mormonów. Nie lubię tej społeczności. Jak bardzo są zakłamani ze swoimi restrykcyjnymi zasadami pokazał już serial „Prison Break”, gdzie na najbardziej ciotowatą postać mormonki jadąca do domciu od razu wskoczyła do łóżka równe ciotowatemu nieudacznikowi próbującemu zostać szczęśliwym uciekinierem. I tak pożył dłużej niż Abruzzi. Dobrze, że przynajmniej nie robią z nim wywiadów na tematy egzystencjalne.

 

Polska to taki chory kraj, w którym wystarczy zagrać w filmie klasy B papieża, aby zostać współczesną wersją wieszcza. Taki Adamczyk, nie umniejszając temu, że nawet ta jego gra aktorska mogła się podobać, mimo miernoty scenariusza. Co nie zmienia faktu, że zaraz po premierze zrobiło się z niego bożyszcze tłumów i autorytet w kwestiach metafizycznych, wypytywany na każdym kroku o sytuację polityczną i poglądy, na różnego rodzaju sporne sprawy, jak aborcja. Dobrze, że mu sodowa do głowy nie uderzyła, bo skończyłby jak Mickiewicz, który karmił się swoją sławą na każdym kroku, zaś reszta aktorskiej „śmietanki” zostałaby zdegradowana do roli Słowackiego, któremu tak żal dupę ściskał, że na imprezie wszyscy skupili uwagę na Adamie, zamiast na jego kupionej za drogie pieniądze laseczce ze złotą gałką. Tak mu smutno tak mu źle, że nawet swojej matce musiał takie pierdoły spisywać. Widać tylko ona go z litości czytała. Dobrze, że nasz dumny aktorzyna zeszmacił się następnie w nędznej komedii i Moheriada, oburzona na taki stan rzeczy niemalże wyklęła go z katolickiej społeczności. Po roli papieża powinien wszakże skończyć karierę, odkryć w sobie powołanie i do końca życia modlić w ciemnej celi jakiegoś żebraczego zakonu. Nie wiem jakiego, bo się w nich nie orientuję – bo nigdy tam nie trafię.

 

Bo ja jestem artystą. Piszę, tworzę muzykę i dumny jestem z tego. Znam nawet takich, co chcą tego słuchać i lubią, gdy pojawiam się w akademiku z gitarą, z głową pełną akordów do piosenek, w tym także swoich. Są na tyle uprzejmi, żeby ich słuchać i nawet twierdzić, że się im podobają. Mimo, że moim zdaniem są do dupy. W mojej opinii to, co sam napiszę zawsze jest do dupy i krytykuję to maksymalnie. Jeszcze jeden minus bycia artystą, nigdy sam siebie nie ocenisz, bo albo zaniżysz albo popadniesz w charakterystyczny dla mrocznych, gotyckich, zdołowanych twórców zachwyt. Może i dobrze, że tworzę chłam, bo przynajmniej idealnie komponuje się z moim chłamowatym głosem, jednym z moich głównych kompleksów. Nic idealnie nie nadaje się do wyśpiewywania nacechowanego gniewem gówna, jak gówniany głos. Tak to się ładnie komponuje. Tak sobie teraz myślę, że chyba te moje teksty nie mogą być takie najgorsze, skoro ludzie chcą ich słuchać, mimo szkarady barwy głosu. A może to warstwa muzyczna? Tak czy siak, plus dla mnie. Nie zmienia to faktu, że zwą mnie zgorzkniałym bardem ze względu na te moje poetyckie wynurzenia. Od zawsze uważałem, że ludzie zgorzkniali, to taka pochodna od pesymistów, a ci z kolei są ludźmi, którzy kiedyś byli naiwnymi optymistami, a się sparzyli. I teraz im tak źle na świecie. No ale w sumie dobrze, że jednak w jakąś niszę z tą swoją quasi-twórczością trafiam, bo nie ma nic gorszego, niż niespełniony artysta. Zaraz taki poczuje się niezrozumiany i zacznie być zdołowany, podbijając statystykę samobójstw, albo liczbę beznadziejnych blogów w polskiej sieci, albo też zechce uznać się we własnych oczach, za tak wybitnego, że wykraczającego poza wąskie ramy zrozumienia obecnego czasu. Chodząca Awangarda, a stąd milimetry dzielą od buntownika.

 

Tacy też mnie wkurzają. Pijam z takimi regularnie tanie wina w bramach i znam ich poglądy. Powrzeszczą sobie „no future”, pochodzą na koncerty, zglanują jakichś neonazistów i czują się buńczuczni. Czują się lepsi przez swoją inność. Zawsze mnie fascynowało jak człowiek jest stworzony do egoizmu i jaki piękny ma mechanizm obronny przed destrukcją własnego poczucia wartości. Zamiast stwierdzić sobie: „faktycznie, jestem do dupy i chuja mogę z tym zrobić”, taki delikwent z najciekawszej grupy ludzi, społeczeństwa zakłamanych uzna się za lepszego, moralnego zwycięzcę – idealnego bohatera bajek dla dzieci, które już w nie nawet nie wierzą – mają pokemony, a tam zawsze wygrywa ten, którego stworek jest bardziej zajebisty. Dochodzę do wniosku, że dla prawdziwego artysty niezrozumienie powinno być integralną częścią istnienia. Dla takiego „czru Gota”.

 

Są dwie grupy ludzi, których nie lubię. Pierwsza to metale. Jako ludzi, jestem ich skłonny zaakceptować i znam takich wielu, sęk w tym, że mają fatalny gust muzyczny. Druga grupa to dekle zwący siebie Gotami. Wiecie kim są Goci? To najbardziej dołerska część populacji, która nie ma jaj, aby popełnić samobójstwo, więc non stop o nim pierdoli. Pisze swoje smutne wiersze, szwenda się z parasolkami po cmentarzach robiąc sobie jakieś chore sesje zdjęciowe, albo połyka żyletki dla sportu i rekreacji, bo przecież nie dla smaku. Musi to nieźle przełyk poszerzać, a ja nie powiem czemu uznałem właśnie większy przełyk za zaletę, bo mnie oskarżą o skrajnie chamskie żarty, a ja nie zwykłem poniżej pewnego poziomu schodzić. Chyba, że akurat na to mam ochotę.

 

Niezależnie od wszystkiego, jakikolwiek temat bym nie rozpoczął, to i tak w moim towarzystwie prędzej, czy później zejdzie na religię. I będą to ostre „pojazdy”. Od islamu, po chrześcijaństwo, po prostu jestem ateistą absolutnym, którego nie należy jednak myli z antyteistą – nigdy nie stosuję argumentum ad personam w stosunku do osób religijnych, a jedynie wdaje się w rzeczową dyskusję. Co nie zmienia faktu, że największą frajdę sprawia mi razem z dobrym przyjacielem Kamilem nabijanie się z tego całego religijnego światka. Weźmy chociażby taki raj. Tak za nim tęsknimy, niby taki utracony, ale czy naprawdę tak nam źle z tego powodu? Toć nasza najsłynniejsza parka, Adam und Eve żyła tam jak dwa Chomki w terrarium. Hasała sobie nago, tego nie rusz, tego nie dotykaj, tu się możesz zwierzątkami pobawić, co to na twoje podnóżki są stworzone. Gdybym był Adamem rzygałbym już tą wszechobecną idyllą. I tak chłopak grzeszył, więc świadomość dobra i zła powinien bez jabłka uzyskać – wszak żył w wolnym związku! Nikt im ślubu formalnego nie udzielił. W sumie to mu się nie dziwię. Kto chciałby brać ślub z własnym żebrem? Tak, to już czepianie się szczegółów, co nie zmienia faktu, że metafora chomika w Boskim terrarium, który tu sobie drzewko pierdolnie, a tam krzaczek jebnie, tu przestawi tam usunie i sru, dawaj zaludniać. Nawet te całe drzewo to jeden wielki wyraz Bożego eksperymentu – ile można patrzeć na hasających golasów?

 

Zostawmy już tą nieszczęsną pierwszą księgę, dalej jest tylko lepiej. Ogólnie nie mam nic do Nowego Testamentu. Fajny jest, a osoba Jezusa to takie utopijne wcielenie hippisa – komunisty. Kochajcie się, nawołuje, tylko kwiatka do wąchania mu brakuje, a jednocześnie nawołuje „jak masz za dużo, choćby o jedną sztukę, daj innym”, czysty komunizm! Tak czy siak, Nowy Testament szanuję i nawet się częściowo zgadzam z przekazem, ale do Starego mam awersję. Trafnie to określając, streszczam go zawsze tymi słowami : „Żydzi kontra reszta świata”. Ciągle ktoś kogoś tłucze. Wystarczyło, że Adam i Ewa mieli dwóch synów, a ci już się tłukli (nota bene, skąd dalsza linia rodu? Są teorie o jakiejś siostrze nieopisanej, ale nie podoba mi się myśl, że cały rodzaj ludzki wziął się z kazirodztwa). Później się na całą nację przeniosło, jak nie między sobą o supremację, to z kim innym bo zły i niewierny. Prawie jak islam, który ma u mnie przejebane na całej linii. Szczerze się obawiam, że jak świat nie padnie w tym przewidzianym przez Majów 2012, to paręnaście lat później wszyscy będziemy pisać szlaczkami i wyć do Mahometa. Czytałem Koran, niecały, ale za to w dwóch przekładach. Nie sposób w co poniektórych księgach przeczyta 20-stu wersów, by nie natknąć się chociażby na wzmiankę o paleniu niewiernych. Gińcie, bydło! I na co tym samobójcom to wszystko? Coś się komuś pojebało na początku i napaleńcy myślą, że dostaną 40 nałożnic, a będą musieli obyć się smakiem tanich winogron, rodem z Tesco. I wcale mi ich nie żal z tego powodu.

 

Ładne dziewczyny to mają przerąbane na całej linii. Dlaczego? Jeżeli do takowych należycie, a zapewne jakichś procent czytających AM dziewczyn do tychże należy, to wiecie. Jeżeli jesteście z tych gorszych, to może ładne koleżanki wam opowiadały, bo jak wiadomo człowiek woli otaczać się gorszymi od siebie, aby na ich tle wychodzić jak najwspanialej i czuć się jak najlepiej w ich towarzystwie. Zaś jeżeli jesteście reprezentantami płci brzydszej, to na pewno nieraz wzdychaliście za ładnymi dziewczynami, obracaliście się na ulicy. Jeżeli jednak czytacie AM, to zapewne nie należycie do grupy zrywaczy, bo jak sam zdążyłem zauważyć i co da się odnotować w każdym zakątku Internetu, z tych, co mądrze i pewnie piszą tylko nieliczni są tacy sami w rzeczywistości. Pojawcie się na zjeździe to zobaczycie, jak to robimy.

 

W każdym razie, takie wzdychanie do obiektu gówno daje. Dziewczyny, w domyśle te ładne, są w oczach wielu niemożliwe do zdobycia. Bo takie fakty. Zazwyczaj te ładniejsze, to też te głupsze, latające po dyskotekach i zadające się z dresami. Jest jednak wśród nich odsetek tych, nawet spory, którym takie towarzystwo wcale by nie odpowiadało, gdyby nie brak alternatywy! Tak moi drodzy, ładne dziewczyny mają przejebane, tylko dlatego, że są ładne, a co za tym idzie – wydają się poza zasięgiem i tylko absolutnemu chamowi, albo rasowemu przystojniakowi (przeważnie naprawdę głupiemu) udaje się taką kobietę zdobyć – bo innej opcji ona nie ma. Mówię wam, są dziewoje, co tylko czekają, aż do nich podejdziecie, marzą o romantycznej miłości, itp. – co ja wam będę opowiadał. Jako puenta, niech posłuży przykład z mego własnego żywota. Znam osobiście bardzo piękną dziewczynę, wprost z obrazka pędzlem mistrza malowaną, inteligentną, spokojną, miła, no ideał. Ma 23 lata, od 4 nie ma faceta – bo każdy boi się do niej podejść. I co z tego, że dysponuję tymi danymi, skoro tak czy siak ja również boję się tego? Ech, idę się wziąć za chlanie, tylko to mi wychodzi. No i po pijaku dużo piszę, a to dla mnie ważna czynność w życiu.

 

Dochodzę do wniosku, że najlepsza metoda na zdobycie dziewczyny to ograniczona pedofilia. Bez żadnego seksu, przynajmniej do czasu – za kratki nikt nie chce trafić, a najbardziej to ja – mam zbyt wiele uciech na wolności no i nie chcę trafić w łapska anonimowego amatora więziennego seksu. Nieważne. Najłatwiej zdobyć sobie jakąś trzynastkę, bądź czternastkę, jak to ostatnio po pijaku stwierdziliśmy, po czym odchować ją i „wylaszczyć”. Przyzwyczajona do ciebie dziewczyna, po skończeniu szesnastu wiosen (no chyba, że się urodziła później, wtedy musisz czekać dłużej, ale warto!) będzie trzymać się twej osoby jak tylko się da, będąc wierną i ładną – oto zalety hodowli!

 

Ech, dochodzę do wniosku, że coraz głupsze teksty piszę. Za bardzo się awangardowy robię, albo jestem jak sztuka nowoczesna – bo to w powszechnym rozumieniu niemalże ekwiwalent głupoty.

 

A co mi tam i tak ja tego drugi raz nie będę czytał – wysyłam do Amaga.

 

Artur „ZoltaR” Jabłoński

GG:5639913

TEL: 886147563

Mail: ballinboy@o2.pl