Nie ma to jak luźne myśli... czyli piszpiszpisz – nieważne co, nie ważne jak.
Tak sobie ostatnio rozmyślałem o wielu rzeczach (w większości niekulturalnych, niemoralnych i tak sprośnych, że nie wartych przytoczenia), aż myśli zeszły mi na temat Action Maga. Pływając pośród przemyśleń na temat przeczytanych artów, omijając zakola polemik i prowokacji, naszła mnie ciekawa „lefreksja”. Otóż przyszło mi do głowy, iż osoby reprezentujące styl nie tolerowany (albo raczej nie lubiany) przeze mnie - tj. pourywanych w połowie myśli posklejanych krzywo i niedokładnie lepką mazią bezsensu – mają tak naprawdę zajebiście. Tak, oni nie zasługują na moją pogardę czy zadzieranie nosa, ale na pochwały i zazdrość.
Przepis na sukces...
Oni nie muszą zastanawiać się nad tematem tekstu, nie zawracają sobie głowy ładem i składem, wisi im zazwyczaj jakiekolwiek ułożenie tekstu. No i mają rację. Bo co sobie utrudniać życie. Nie lepiej opisać cholerawieco, powstawiać [ENTER] metodą chybił-trafił, ozdobić to maźnięciem chaosu i voila! – tekst gotowy? I nawet pochwały się zbierze od ludzi, którzy bojąc się posądzenia o niezrozumienie treści arta, pochwalą go na wszelki wypadek...
Wymagania...
Oni naprawdę są warci docenienia, w końcu pisać o niczym, albo o czymś w tak zawoalowany sposób, że robi się z tego nic, też trzeba potrafić. O nie, panie - zwykły kiep ze wsi, by tak nie umiał, bo to panie sztuka jest. Tak, tak, pierdolić od rzeczy to też sztuka. Trzeba być na tyle sprytnym, żeby nikt się nie skapował, że odwalacie fuchę, że aż furczy i na tyle mądrym, by odeprzeć argumenty tych, którzy was przejrzeli.
Profity...
Wiem, wiem wydaje się to trudne, ale najgorsze to, że takie jest naprawdę. Zapytajcie T..., V..., czy S...- oni wam powiedzą. Ale dodadzą również, że kiedy już nabierzecie wprawy i wyczujecie o co w tym biega czeka was świetlana przyszłość. Nie, nie wywiady, filmy i autografy, ale poważanie dziwnych ludzi sądzących, że was rozumieją i gotowych zrobić dla was wszystko. Jeśli dodatkowo w waszych pseudopracach uda wam się zawrzeć sporą dawkę ironii, krytyki i autouwielbienia graniczącego ze snobizmem – zostaniecie bogami, i jeśli nikt nie postawi wam posągu ani nie będzie oddawał czci, to możecie uznać, iż prześladuje was cholernie wielki pech.
Podsumowanie...
Podsumowując – kiedy piszesz stylem pijanego poety, o blasku księżyca, nad rzeką uzbrojonego w ołówek, możesz niewielkim nakładem pracy i wysiłku osiągnąć bardzo wiele. Kwestią sporną pozostaje ustalenie, czy postępując w ten sposób jesteś uczciwy wobec „zwykłych” writerów, którzy pisząc tekst robią to prosto z serca.
Niezależnie którą opcję wybierzesz, pamiętaj – jest ktoś kto ściga nawalonych filozofów. Tym kimś jest...nie, nie Batman, ale:
PHANTASMAGOR