JAK NIE PISAĆ RELACJI, CZYLI

I KUJAWSKO-POMORSKI ZLOT

ACTION MAGA ;)

 

 

Dnia 29 sierpnia roku pańskiego 2006[ZoltaR: W kalendarzu klingońskim #@#@ wie który ;)] odbył się wielki[kompleks jaki? Czemu każdy zjazd musi być wielki? :P] , kujawsko-pomorski zlot AM. Zjazd ów z pewnością przejdzie do historii[Jak każdy zjazd], a dlaczego - dowiecie się czytając :) Aby dokładnie poznać jego historię przenieśmy się dzień wcześniej.[Fachowo to się nazywa retrospekcja]

 

28 sierpnia 2006, godz: 23:10 [plus minus]

Gdzieś w [prawie]centrum Polski w swoim [na pewno] małym,[bankowo też] ciemnym  i dusznym pokoju [Okna czasami się otwiera….] siedział Koklet. [Po opisie pokoju typowego metalowca w życiu bym się nie domyślił ;P] Jako że dnia następnego zmuszony był odwiedzić miasto Włocławek [„Miasto moje a w niiiiiimm”…..](które słynie z tego, iż mimo ponad [circa ebałt] 120-tysięcznej populacji nie ma kina [Podkreślenie moje. Zbieram podpisy pod petycją do ministerstwa, które się takimi rzeczami zajmuje. Jeśli kogoś ciekawi, to według najnowszych wieści nasze kochane Multikino ma zostać wpisane na listę dziedzictwa kulturowego miasta (sic! SIC!) i przychody mają wpływać do kasy miasta. Jest więc nadzieja, że niedługo nam je otworzą, póki co sami mnie zmuszają do piractwa :P]), aby zakupić bilet miesięczny na autobus, który woził go będzie do nowej szkoły [Jakby ktoś nie wiedział, wyglądający jak stary menel Koklet (to wszystko przez te zaczątki brody i brudne, tłuste włosy ;) ) jest w rzeczywistości młodym chłopczykiem. Zaśpiewajmy mu chórkiem: „Za trzy lata matura!” :P]; w jego głowie zrodziła się wielka myśl [Jak ona się zmieściła w tak małej głowie? ;) ]. Po wykrzyknięciu 'eureka!' [Ja tam wolę po lemowsku: „Awruk!” ] puścił sygnał [szczałkę, gonga, dzynga, wedle woli i preferencji] telefonem komórkowym [puszczał ktoś kiedyś sygnały domowym? :D] do obywatela [wolę określenie mieszkańca, obywatel mi się z komuną kojarzy ;P] (nie, nie tego Obywatela z Łodzi[Kto by tam chciał do niego dzwonić ;)]) Włocławka - ZoltaRa.[That’s me my nigga!] Po odczekaniu kilku chwil [Szybko piszę] otrzymał wiadomość następującej treści - "Wpadnij kiedy do Włocławka to zrobimy sobie zjazd". [Wtedy jeszcze byłem nieuświadomiony co będzie jutro (nie jestem wbrew obiegowej opinii Kwisatz Haderach) i esemes miał raczej humorystyczny wydźwięk-w moim przekonaniu, oj głupi ja]

Koklet aż podskoczył z radości [Esemes od ZoltaRa, święto narodowe! Jakby mu dać karteczkę z napisanymi po obu stronach tymi samymi słowami: „Odwróć mnie” też by chłopak miał Radochę przez parę godzin ;)] na tę informację i szybciutko odpisał [zajęło ci to całe pięć minut! :P], że już następnego dnia będzie taka możliwość. [No proszę, wykrakałem. Archetypiczne wręcz moje szczęście] Chłopcy [Mów za siebie, ja już jestem dorosłym, odpowiedzialnym mężczyzną! ;)] umówili się (nie o to chodzi, zboczuchy! [Ghall dopisałby: „A szkoda” ;)] Zdrowie Ghalla, tak przy okazji :D]) na Dworcu Głównym PKP - PKS we Włocławku i...[dalej nastąpiła scena dla czytelników +18]

 

29 sierpnia 2006, godz: 12:00 [coś w ten deseń]

Koklet po zakupie biletu musiał poczekać chwilę wśród rozmaitej maści podróżujących i turystów [ogólnie pojęte męty społeczne], gdyż  ZoltaR jak zwykle ociągał się z przyjściem na umówioną godzinę w umówione miejsce [Wcale się nie ociągałem, ja jestem punktualnym człowiekiem, tylko jakoś mi tak zawsze wychodzi te studenckie spóźnienie]. Nie trwało to jednak długo, gdyż już po chwili wśród wielkiego tłumu wychwycił maszerującego przezeń ZoltaRa, [który to przedtem stał pięć minut przed wejściem, czekając aż w polu widzenia pokaże się Koklet] który wyróżniał się swoją postawą [Ta sylwetka, te piękne oczy, ten pewny krok człowieka sukcesu, itp. ;)] i charakterystycznym [cały jestem charakterystyczny] hip-hopowym [punkowym! Ja mam tylko ciuchy hip-hopowe!]stylem chodzenia [Niczym modelka na wybiegu]. Koledzy [Ja go nie znam…] przywitali się w sposób, w jaki witają się osoby, które nie widziały się od miesiąca i trzech dni [Uścisk niedźwiedzia, wookie hug dla fanów Star Wars]. Z pieśnią [„Żyję tylko po to by napierdalać warszawiaków” i inne ciekawe fragmenty utworków Pidżamy Porno i Strachów na Lachy] na ustach i uśmiechem [politowania w moim przypadku ;)] na twarzach wyruszyli na podbój Włocławka.[Tu nie ma czego podbijać, wszystko rozkradzione…] Pierwszym miejscem, jakie odwiedzili była budka w której zakupić można było wszelkie fast-foody. [Tego ci u nas dostatek, jak w każdym mieście przecie. Ta akurat była najlepsza, sam się tam czasami stołuję] Po skonsumowaniu zapiekanek ze zdecydowanie zbyt dużą ilością surówki [Jak dla kogo, dla mnie tam było jej za mało], udali się w dalszą podróż [Akcja filmu się rozwija…] do jedynego sklepu muzycznego we Włocławku - Power Hit.[Liczy się jakość! I technika, w przypadku jeszcze jednej takiej rzeczy ;)] Popatrzyli chciwym wzrokiem na drogie i piękne gitary elektryczne [Kupię sobie jak zrobię licencjat…albo wcześniej, jak odłożę ze stypendium ;P], a następnie udali się do włocławskich supermarketów [Tego też mamy od groma, po co tyle?] - Tesco i Reala. Jako, że w pierwszym nie znaleźli nic godnego ich uwagi [A płyty Tokio Hotel?!?!], ruszyli drogą skrótową [Przez las. Dodajmy dla pełnego obrazu, że dopiero co padało, można więc równie dobrze powiedzieć, że brnęliśmy w błocie] do Reala. Tam ich oczy ujrzały to, czego tak namiętnie szukali - wino! [Mniami!] Teraz uwaga, to będzie kulminacyjny moment [Nie lubię spojlerów :/]- Koklet oraz ZoltaR zakupili butelkę tego wspaniałego [Jakżeby inaczej] trunku za 6,99!!![Holy shit! W życiu tyle nie wydałem, ale się szarpnąłem. Zwłaszcza, że to nie ja płaciłem. Co mi zatem szkodzi? Nie było żadnych przeciwwskazań ;)] Mimo tego, iż wydali te pieniądze z ciężkim sercem [Ty na pewno :P], sądzą, że było warto [Nie było, ale to za chwilę….ups], gdyż od tamtej chwili nie są już żulami pijącymi tanie wino [Przynajmniej ja, Ciebie do wina przekonałem dopiero na zjeździe oficjalnym, czyli całkiem niedawno]. Teraz są żulami pijącymi drogie wino :) [Zaprawdę powiadam wam: ZŁO! A także szpan, lans i tak dalej] Zakup odbył się bez konieczności okazywania dowodu osobistego [Co było konieczne w Toruniu. Anegdotka: Pani pyta się mnie o dowód, a ja głosem skrzywdzonego dziecka krzyczę: „A Caleba to się pani nie pytała!” z takim wyrzutem, że znerwicowana kobieta zdołała tylko wyjąkać „Kogo?”, co spowodowało śmiech innych, stojących w kolejce ze swoimi artykułami Amagowców. Włocławska finezja!], uradowani chłopcy zaś szybkim krokiem ruszyli do najbliższego miejsca, gdzie w spokoju można było rozkoszować się trunkiem. [Na tak zwaną górkę, na której powinienem mieć już kartę stałego bywalca i własny stolik] W tym miejscu napotkali ogromny problem - jak się otwiera wino? [To akurat wiem, ale jak otworzyć wino z drewnianym korkiem bez otwieracza?] Po długiej i bezowocnej [Banderolkę zdarłem? Zdarłem ;P] walce z korkiem ZoltaR poddał się [Ja się nigdy nie poddaję! Po prostu zmieniłem koncepcję ;)] i uderzył szyjką butelki w pobliski mur.[Tak jak Caleb otwiera wino na tzw. „Dziwkę”, jak wymyśliłem nowy, szybszy sposób: „Na tulipana”] Tym sposobem chłopcy uzyskali otwór, dzięki któremu mogli w spokoju spożywać napój bogów [Kompletnie niesmaczny. Jak na tak DROGIE wino było całkowicie nie do picia, gorzkie, paskudne i ogólnie do dupy]. Ha, ha, myśleliście, że tak łatwo poszło [Surprise! You’re Punk’d”? Grubo się mylicie! Jako że butelka była szklana [Jak każda butelka wina], otwór był zakończony bardzo ostrym końcem.[To efekt mojego fachowego uderzenia, robiło się w swoim życiu tulipany. Mógłbym cię pochlastać i okraść, na to nie wpadłeś. Ja nic w życiu nie robię przypadkowo :P] Nie przeszkodziło to ZoltaRowi w spożywaniu jego ulubionego napoju [Nie takie problemy się w życiu miewało i rozwiązywało], jednak w pewnym momencie stało się coś strasznego [Olaboga!]. Wino (a raczej butelka) rozcięło mu wargę[Widzę, że nie tylko ja miewam problemy z zapamiętywaniem faktów ze zjazdów i chronologią. Zapewne to efekt wina, nie wprawieni pijacy tak mają. Wargę rozciąłeś sobie pierwszy Ty. Ja zaś niezrażony tym faktem zabrałem się za degustację. Jedyną różnicą między nami było to, że ja dłużej unikałem rany, co w efekcie zaowocowało głębszym rozcięciem i długim krwawieniem]! Szybka

reakcja potrafiącego odnaleźć się w każdej sytuacji [„AAAAAAAAAAAAAA! Ty krawisz!  Jezu, ludzie, pomocy!”- tak to było :P] Kokleta sprawiła, że na szczęście odbyło się bez pobytu w szpitalu. [Ja do włocławskiego szpitala nie pójdę, oni są gorsi niż łódzkie pogotowie!]

Chłopcy, aby więcej nie ryzykować, popełnili coś karygodnego - wylali resztę wina [Wyrok wykonałem bez żalu ja, na swoją obronę mam to, że było obrzydliwe, a ja byłem zły i miałem rozciętą wargę (tak się niszczy swoją reputację)]. A co tam, i tak było gorzkie :)

W tym momencie nastąpił najdłuższy spacer na tym zjeździe - tym razem do Empiku i Kauflandu.[Ja takie spacery wykonuję kilka razy w ciągu dnia….] Chłopcy całą drogę rozmawiali o koszykówce [To jest sport!] czyt. ZoltaR przechwalał się jak to on świetnie rzuca, biega, podaje [Same fakty, chłopie, suche fakty (tylko zboczeńcy mówią o nagich faktach!)] itp. itd.

Po dotarciu do Empiku chłopców [Skończ z tym „chłopcowaniem”, masz jakiś kompleks wywołany swoim młodym wiekiem? ;P] zszokowały ceny artykułów tam umieszczonych [Zdzierstwo, zgroza i oczywiście ZŁO!], czym prędzej więc udali się do pobliskiego supermarketu Kaufland [Niczym Żubr, tuż za rogiem]. W środku Koklet znów musiał czekać za ZoltaRem, gdyż ten nie mógł oderwać się od fascynującego artykułu o satanistycznej kapeli Tokio Hotel w gazecie BRAVO. [Achhhh wy moi koffani jesteście de best Łi jaw ju! ;) A tak po prawdzie to zerkałem okiem na pobliską okładkę CKM-u ;)] Po zakupieniu

Tymbarków [Napój bogów numer dwa], które otworzyli bez żadnych problemów [Bo nie miały korka…](od dziś chłopcy pili bedą jedynie Tymbarki [Mów za siebie, ja nadal posługuję się kalendarzem „od wina do wina”]), udali się do sklepiku z przecenionymi książkami [Pełnym, poza paroma wyjątkami nic nie wartego gówna, które są tanie tylko dlatego, że nikt ich nie chce kupić], w tym poradnikami seksuologicznymi [Musiałem chociaż pomacać ;)]. ZoltaR znów zaczytał się w jakimś artykule [Zamieszczonym w wymienionym przed chwilą poradniku: „Pozycja numer 71: Na łyżeczkę” ;)], a gdy już wyciągnął z niego wnioski [Aaaaa….to się tak robi, dlatego mi nie wychodziło! ;)] chłopcy udali się na Dworzec PKP - PKS, gdyż Koklet musiał już niestety [stety, stety, ile mam cię znosić?! ;)] odjeżdżać do domu. Po pożegnaniu sposobem w jaki żegnają się osoby, które widziały się trzy i pół godziny,[„Weź już sp@#$laj ;)]chłopcy rozeszli tudzież rozjechali się do swoich domów. [Ja oczywiście musiałem iść z buta :/] Do następnego! [Wish you were here ;)]

 

PRYWATA:

 

Koklet: Chciałbym podziękować wszystkim osobom, które przyczyniły się do organizacji zjazdu, oraz wszystkim na nim obecnym. W końcu przekonałem się jak wygląda prawdziwa strona ZoltaRa, który nie może poradzić sobie z otworzeniem butelki wina :) Przy okazji kupiłem sobie również plecak, który, jak stwierdził ZoltaR - jest pedalski :) No co, lubię czerwony kolor :) Kolejny zjazd już niedługo, czekajcie na relacje!

 

ZoltaR:Zjazd zorganizowałem ja, i jak zdążyliście się przekonać, pełen był atrakcji, więc czekam teraz na propozycję organizacji najbliższego zjazdu o zasięgu ogólnopolskim. Gwarantuję wam, że odbędzie się właśnie we Włocławku, w końcu jak zapewne sami zdażyliście wywnioskować, jest tu pełno wspaniałych miejsc. Gwoli sprostowań, wino otwierać umiem, a plecak Kokleta faktycznie był pedalski, ale do niego pasował ;) Do przeczytania! Fight for Satan! ;)

 

Autorzy relacji: Koklet       &      Artur „ZoltaR” Jabłoński