Jest pewien... Notatnik.

 

 

Chwilami znajdujemy rzeczy i ludzi, którzy w przeciągu chwili, cichego trzasku elektryczności na neuronach, wydają się nam bliscy. Jest to uczucie w głębi metafizyczne, po powierzchni - momentami niezauważalne. Ta fala jednak wraca; pewność specyficzności.

Notatnik - znalazłem go z uśmiechem na ustach pewnego miłego dnia w obcym mieście - towarzyszy mi od jakiegoś czasu. Zwykle o nim zapominam, choć właśnie temu miał przeciwdziałać: miał być pod ręką, gdy jakaś myśl, ta z gatunku interesujących i proporcjonalnie do tego efemerycznych, postanowi się wyłonić spośród splotów szumu bez nazw i znaczeń.

Tak też na pierwszej stronie... chociaż...

Wygląda jak przewiązana rzemykiem - żółtym, trzeba dodać, tak lniano-żółtym - skóra, między którą ktoś w pośpiechu wepchnął kartki. Czyste. Przyjemnie niebiałe.

Na pierwszej stronie nakreśliłem słowo "Fraktal".

Ten wyraz prześladował mnie w pewnym momencie; z natury skłonny jestem pewnym quasi-metafizycznym zdarzeniom nadawać znaczenie o tyle symboliczne, iż wiążące się pajęczymi odnóżami sieci meta-logiki w sakwy znaczeń.

Tak też "Fraktal" właśnie miał zwyczaj pojawiać się na murach w dość nietypowych miejscach; zjawisko to, z rodzaju sprawnych parasoli wyrzucanych do koszy tuż przed ulewami, zainteresowało mnie z różnych powodów.

W każdym razie "Fraktal", który znikł ze zburzonych już murów, przypomina mi o sobie gdy przypadkiem otworzę Notatnik na pierwszej niebiałej stronie.

Zapisywać Notatnik zwykłem od środka; wyrywać kartki zaś od końca. Rozrastają się te dwa fronty w możliwych dla siebie kierunkach. Zapiski, najczęściej grafomania poezyji lub wyduszone słowa między myślami, tłoczą się na stronach pod nietypowymi kątami i w niecodziennych konfiguracjach. Chwilami jedne myśli urywają się i kontynuują wzajemnie, dziennikowe notatki wplecione są między strofy wierszy a słowa - pojedyncze wyrazy rzucane przy herbacie z wiśni w rumie - wyłaniają się ze swobodną gracją, jak dziewczęcy, ciepły uśmiech nad parującym kubkiem pełnym czekolady.

Rozkoszy w Notatniku nie jest mało, myślę. Czarny tusz kobiecych rzęs został jeszcze na niektórych marginesach.

Notatnik pamięta. Nie jest to pamięć niema i nieużyteczna; nie ma tam, co prawda, liści lub piór ptaków, jednak słowa nierzadko mają ich smak, kolor, lekkość lotek i powab kości palców. Bo chwilami nakreślone, trochę niechlujnie, co przyznam, linie skupiają się lepkimi plamami w kształty. Jedne czytelne, inne - przypominają zapach lub chwile, gdy z zawiązanymi chustką oczami czekamy na subtelny pocałunek w szyje.

Jest parę dat. Wyrwanych ze świata, przetransponowanych w miejsce dalekie szynami lub nie mierzonymi krokami. Niektóre powinny mieć dla siebie więcej miejsca. Cieszą się jednak szacunkiem nierozpisanej i niewymierzonej do końca wartości.

Są jeszcze kartki wyrwane. Niekiedy pamiętam, co jest na konkretnych fragmentach zapisane, gdzie w końcu trafiły. Choć są i takie bez imion, bez dat. Nie stanowią one fragmentów, a są raczej elementami od początku zbędnymi. Ta układanka bowiem nie ma wzoru, który by ją kończył; Notatnik jest mi bliski nie dlatego, iż istnieje, a dlatego, że znalazłem go w pewnym momencie i w innych momentach mi towarzyszył.

 

 

Chwilami zastanawiam się, kiedy zabraknie mi miejsca na następne widoki, kartek i słów na chwile. A na ludzi kiedy mi zabraknie uśmiechu.

 

 

 

 

 

Kot

z Cheshire

 

odpiszę:

neop@tenbit.pl

 

 

 

PS dla siebie i, choć z pewnym roztargnionym uśmiechem, dla nZorki