Archetypy , czyli dziecko paradoksu
"Szerzej niż imperia i wolniej
Powinna
Rozstać się ta nasza miłość
Roślinna"
Zdradziłaś mnie. Nigdy naprawdę cię nie znałem. Byłaś dla mnie enigmatycznym spojrzeniem , słowami które są niczym więcej jak tylko cichym szeptem mówiącym do snu. Zanikająca obecność. Byłaś , pojawiłaś się , jesteś. Przecież - nie dla mnie. Nie przy mnie. Nie czujesz tego co ja. Nie rozumiesz tego co czuję. Nie chcesz zrozumieć. Wolisz mnie ocenić , chłodnym okiem ujrzeć moją rzeczywistość. Zmrozić mnie spojrzeniem.
Nie widzisz niczego. Nie dostrzegasz ukrytego , bo nawet jawność cię przeraża. Albo , co gorsza , co jest mym koszmarem - nudzi , nie obchodzi , nie zajmuje. Ot , plakat na ścianie. Usmiechnięty ja. Mijasz bez emocji , a gdy zbyt długo wisi - zdzierasz ze ściany swej duszy. Przepraszam - z czegoś , co jest jej imitacją. Jedno wielkie prawo istnienia - tak naprawdę twoje istnienie obchodzi tylko ciebie i twoich rodziców. Rodziców czasami tak , czasem nie. W kolejnych latach zainteresowanie drastycznie spada , zamieniając się w niechęć , złośliwość, nienawiść ( ? ) Coraz bardziej skomplikowany model nie-prorodzinny. W końcu i ty masz dość i już nie zastanawiasz się , czy ktoś się zastanawia.
Dar empatii to wielka moc , z którą jednak , powiedzmy to wprost " przychodzi wielka odpowiedzialność" ( Peter Parker miał rację ). Widzisz nazbyt dużo i ciągle przegrzewasz sobie umysł , wzbudzasz emocje , starając się dostrzec niedostrzegalne , wyjaśnić to , czego wyjaśnić się nie da... co więcej , kłamstwa , krętactwo i niechęć jest dla ciebie aż nazbyt widoczna. Czy ty zachowujesz się inaczej ? W związku z tym , że tak wiele czujesz ? Odbijasz w nich to , co ci dają. Było takie opowiadanie... bodajże ursuli le Guin. O ile pamiętam , nazywało się "Szerzej niż imperia i wolniej". To z kolei było z wiersza cytowanego wyżej. Wracając do konkluzji ( czy też , po prostu , dalszych bezsensownych dywagacji autora tego "tworu" ) - mówiło o pewjnej istocie ( nie był chyba człowiekiem ) , nazywanej - pogardliwie nieco - "czujnikiem". Wyczuwał emocje , na odległość. Wszelkie negatywne emocje wyczuwał z wielką siłą ( być może właśnie dlatego , że one mają największy "ładunek" ) Nienawidził , bo go nienawidzili - za jego odmienność. Nawet nie zawsze świadomie. Chcąc w miarę dobrze się do niego nastawiać , jednocześnie na progu postrzegania była cała ich niechęć. Odraza wręcz. On widział to wszystko wyraźnie.
Jak to jest. Co jest prawdziwe ? Myślę tak... jesteśmy dziećmi. Niewinni. W prosty , szczery sposób mówimy co czujemy. Potem coś się dzieje. Poznajemy świat i już nie jest taki piękny. Dorastamy , by zrozumieć okrucieństwo. Doświadczyć , na jakimś etapie życia. Zmienia to nas w ludzi zamkniętych. Wyalienowane jednostki , skrzywdzone przez... innych ludzi. Możemy sobie to wmawiać wyrokiem Boga , Szatana , wszystkich świętych. Jedni to zwalczają - stają się Źli. uczą się odpowiadać tym , co sami dostają i zwielokrotnić efekt. Uderzył cię ? Uderz dwa , cztery , osiem razy w jego parszywy pysk.
Jesteśmy Źli. I dobrze nam z tym. Krzywdzimy podobnych nam kiedyś - niewinnych. Lub tych , którzy stali się smutni wędrując ścieżkami życia. Nie poradzili sobie tak dobrze jak my. Są tacy - Smutni - zapadnięci wgłąb siebie. Zniszczeni psychicznie , okaleczeni ludzie , marionetki z poucinanymi sznureczkami. Tną dalej , chcąc zadać sobie ból fizyczny , by zapomnieć o psychice. Najgorszym ksozmarze - myśleniu. Myślach , które nie dają im spać. Zabójczych myślach , uczuciach , emocjach , w porównianiu do których ta rysa nożem na nadgarstku staje się nic nie znaczącym momentem odejścia w ciszę , do wanny pełnej gorącej wody , pozwalającej zapomnieć. Lub zyją , sadomasochistycznie trwając w kolejnej wizji , która nie jest snem , której nie mogą zakończyć - z różnych powodów. Żyją , kaleczeni przez życie , kalecząc się dalej , w odpowiedzi na dotyk Pustki.
Są jeszcze ludzie którzy nadal chcą być Dobrymi. Mimo okrucieństwa naszego ziemskiego reality show , oni uporczywie brną w Dobro. Mówią na nich - Szaleńcy. Najczęściej im dłużej tacy są - bezinteresownie "fajni" - okazuje się , że Los nie gra z nimi tak jak "trzeba" ( pewnie ma znaczone karty sk...syn ) i płaci im monetą bólu , śmiejąc się z ich iluzji wygranej. Owszem , wydaje ci się , że wygrywasz. I wtedy zawsze potrafi się coś spier...olić. Na przykład - zyjesz sobie z kimś. Jest całkiem sielankowo - domek , pies , drzewo , syn. I nagle żona cię zdradza , psa ci rozjechali , syn ginie w przypadkowej wojnie gangów , a dom i drzewo trafione piorunem płoną aż huczy. Wszystko przepadło ,całe życie minęło. "Trzeba żyć dalej". Tak może mówić tylko ktoś , kto nigdy nie stracił całej swej nadzieji. Wszystkiego co kochał. Z człowieka Dobra , z Wojownika Światła , pozostaje wypalona boskim miłosierdziem , pusta skorupa. Nasz wszechmocny nie pomógł ? Zazwyczaj to jest moment , kiedy stajemy się Złym. Choć częściej wspomnianym Smutnym. Niewinni to tylko forma przejściowa , i nic z nich nie pozostaje , prędzej czy później.
A teraz wtrącenie ( tak , mojego dziwnego autorstwa... )
PORANEK
Spróbujcie kiedyś spojrzeć na świat przez moje oczy
Może was nic nie zdziwi
Słońce palącymi promieniami was tylko zaskoczy
Ślepi będziecie szczęśliwi
Jest wiele rodzajów. Wymieniam tylko te w jakie się zmieniamy najczęściej bez własnej woli. Wydaje nam się , że ją mamy , jasne. Musi nam się tak wydawać. Przyjdzie taki moment , że nic nie poradzisz. Żadna wola ze stali nie utrzyma cię w ryzach , gdy umrze na twoich oczach ktoś , kogo kochasz , odejdzie ( prawdziwy ) wieloletni przyjaciel , minie to , co uznawałeś za cel życia , skończy się w tobie wiara w ludzi... Są takie chwile , gdy nikt i nic ( chyba tylko oprócz cudu ) nie może ci pomóc. Gdy myślisz , że upadasz , pamiętaj - istnieje drugie dno. A jesli nie czujesz nic , jeśli mimo to uważasz , że życie jest "super" - masz klapki na oczach , CHCESZ je mieć , albo jesteś Zły. Albo , ewentualnie , jesteś kompletnie nieczułym \ nieczułą jednostką "ludzką" , ośmielającą się bezprawnie uzywać terminu "człowiek" i "humanizm". Inaczej mówiąc - jesteś robotem , maszyną , nieemocjonalnym nikim. A całkiem dosadnie i szczerze - jesteś kawałem skur...syna i pomiotem Żmija. Nie masz się czym chwalić - chociaż pewnie , przez swoją nieczułość , nawet tego nie wiesz , nie rozumiesz.
Możesz też być człowiekiem typu Fenix.Dlaczego taka nazwa ? Odrodzisz się taki , jaki byłeś kiedyś - ku lepszemu. Najpierw jednak spłoniesz.
Niewinny , potem Smutny , Zły lub Dobry ( niekoniecznie ) , Optymista lub Realista ( + inne opcje ) Najczęściej stajesz się Realistą. Albo zremiksowaną wersją powyższego. To też dość nagminna reakcja obronna. Taki nasz własny sposób adaptacji w chore społeczeństwo. Jeśli ktoś czytał Teorię Maski to tak , nadal zostaje jeszcze ta opcja. I najczęściej , prawie zawsze , współgra z tym , w co się zmieniamy , będąc zarazem kompletnym przeciwieństwem przemiany. O ile jesteśmy świadomi przemiany jaka nastąpiła. Tzw. Przebudzenie , zjawisko dość częste , może być wstępem schizofrenii , ale może też być innego rodzaju punktem widzenia. W każdym razie istnieje Zasada Bólu - im większy , tym większa szansa na nasz upadek wewnętrzny , duchowy , emocjonalny , jakkolwiek to nazwiemy i w co tam wierzymy. Jednocześnie coraz więcej "rozumiemy" - jeśli doświadczyło się strasznej tragedii jej wspomnienie jest dla nas taką lekcją i nauką , że nie chcą powtarzać w innych ludziach tego , czego samemu się doświadczyło , stajemy się kimś Dobrym. A raczej kroczymy drogą współczucia. Poważnie. To nie paranoja. Im więcej zła było w twoim zyciu , tym będziesz kimś lepszym. Zasadniczo , bo jednak każdy inaczej reaguje. Ja jednak myslę , że wiele zła w końcu zmienia nas na dobre - jeśli je obserwujemy. Bo gdy sami go doświadczamy , bywa różnie. Budzi się w nas gniew , spekulacje na temat naszego bytu itp. Staramy się coś zmienić , sami będąc poddawani zmianom.
Większości ludzi nie znamy. Im większa jest twoja empatia ( miała być tematem przewodnim... ) tym bardziej widzisz i oburzasz się , na wszelkie doznawane przez ciebie i innych wokół , "niesprawiedliwości Losu". Im ktoś jest wrażliwszy , tym ciężej mu żyć. Przejmuje się drobiazgami które dla innych nie mają znaczenia , więcej - które są niedostrzegalne dla "zwykłych" ludzi.
Łatwiej umiera, jak zgaszony płomień świecy. Najmniejszy podmuch zamiast rozbuchać ogień , gasi go. Wrażliwi łatwo umierają. Są pożywką dla innych. Jednocześnie są to jedni z najlepszych ludzi tego świata - o ile nie przekształci on ich w Zło , Rozpacz , Smutek , Żal. O ile wytrwają. Są tacy którzy budzą w sobie siłę. Trwają mimo wszystko. Oni są ludźmi z kamienia, których serca żyją. Płoną. Spalają się we własnych myślach. Gdy założą maski , nie rozpoznasz ich tragedii. Nie dowiesz się , kim są. Oceniasz ich i przejdziesz dalej. Nie poznasz nigdy , kogo minąłeś naprawdę , czytelniku.
Oceny nas krzywdzą. Uczucia zabijają. Im mniej jesteś "czuciowcem" , tym jest ci ( teoretycznie ) łatwiej. A jednak , jeśli jeszcze trochę czujesz , zastanów się , czy warto. I czy samemu można NAPRAWDĘ , nie z pozoru , tak się zmienić. Czy to możliwe stać się kimś innym na własne życzenie ? Można. Ludzie uciekają od tego co widzą. Chcą widzieć siebie takich , jakimi chcieliby być. Nie mogąc sobie z tym poradzić samemu , wpadają w syndrom ucieczki. Stają się kimś , kto budzi się koło nich. Stwarzają sobie osobowość alternatywną. Lepiej czy gorzej , kawałek po kawałku , zmieniają się w swoje alter ego. Gdzieś tam , na dnie ich wymęczonych dusz , śnią , w uśpieniu , Marzyciele - Awatarzy Przeszłości. Proch w proch. Umierają. Zanim jeszcze umrą naprawdę. Pytanie tylko która śmierć jest bardziej bolesna... gdy zyjesz , umierać możesz całe życie. A to cholernie długo.
Możesz umrzeć. Zniknąć. Co ci się przyda , co ci się opłaci ? Nie ma jednej prawdziwej drogi. Nie ma cudownego rozwiązania. Większość z nas , nie chcąc widzieć prawdy , wmawia sobie różne , naprawdę RÓŻNE rzeczy. Można i tak. Uświadomić sobie coś albo nie. Twierdzić , że jest tak a nie inaczej , kurczowo trzymając się tego , jak ostatniej iskry nadzieji. Lub beznadziejności. Czy potrzebujemy WIERZYĆ ? Jako ludzie ? Czy mogę wykpić ten "dar" ? Stwierdzić , że mam gdzieś pozytywne myślenie , że nie stać mnie na to , żeby sobie wmawiać ( przecież ZNAM PRAWDĘ !!! nie mogę grać naiwniaka ! ) , że jest tak "pieknie" , gdy wcale nie jest ! Pewnie , że mogę. Jaki będzie efekt ? Trwałem w Przebudzeniu dość długo. Napisałem milion schizowych wierszy o wyjącym w mojej duszy cierpieniu bez konkretnej nazwy , bezimiennej śmierci. Stoczyłem się na dno i dalej niż mogłem przypuszczać. Piłem , by zapomnieć. Żyłem , by umierać.
I tak było parę lat. Pewnego dnia stwierdziłem , że nihilizm mnie niszczy. Spróbuję żyć jak wszyscy , ale ci "lepsi" pod względem życiowego doświadczenia. To znaczy bardziej nienormalni. No i spróbowałem. So what ? Nie stało się nic , jak mówi Kononowicz- nie było "niczego". "Wszystko zlikwidować". No tak , wyprorokował. Zniszczyłem w sobie zapędy niszczycielskie i anarchistyczne. Stałem się , pozornie , "Normalem" [ typ przeciętny , zróżnicowany wygklądem i poglądem , ale nie wykraczający poza "granice bez granic" - raczej "fajny" ale niedefiniowalny. Szarobury. Bez jakiegoś tchnienia , nawet diabelskiego. Raczej nudny , bo zbyt typowy , mimo że różny , bo nie "pustak" Mimo wszystko jednak , tylko - i aż - "Normal" ]. A jednak czułem , że to nie do końca "ja". Zresetowałem się , bo było to potrzebne. Zbyt daleko brnąłem w teorie wyjaśniania życia itp. , aby nie oszaleć , "stałem się" Normalem. Niby jest dobrze. Niby jest fajnie. Cieszę się życiem , oddechem. Nie jestem maniakalnie usmiechającym się do "kofanego Suonka" ( rrrwwwwwaaa mać , jak mawiał pewien Feldmarszałek ) idiotą , ale też nie jestem już zdołowanym Chaotą. Czy też Tylerem z Fightclubu. A byłem i taki. NIE , nie chcesz wiedzieć. Naprawdę. Uwierz mi.
I teraz propaguję podejście realistyczne , ale nie pesymistyczne. Raczej nastawienie na positive thinking ( vide mój kolejny txt , Maxima Positiva ) niż na negatywizm. Nihilizm nie , duchowa anarchia tak. W pewnych rozsądnych granicach. A mimo to , mimo wszystko , czuję się nieprawdziwy. Choć nikogo nie udaję , naprawdę. Mówię całkowicie szczerze - stworzyłem paradoks. Jestem dzieckiem własnych zapętlonych idei. Czy jest mi łatwiej ? Pewnie tak , bo nie oscyluję w nastrojach na krawędzi... ale ostatnio ludzie coraz bardziej mnie dobijają. Realność ( tiiaaaa... to i tak Matrix , mnie nie oszukają ;) ) mnie znowu "męczy". Dociska do gleby. Mam świadomość , mam "broń" silniejszą niż Los. Ja kieruję sobą. Ja zmieniam mój własny , mały świat. Moje nastawienie determinuje , kim jestem i jak świat wokół mnie wygląda. Ludzie ( w dużym procencie ) oddają nam to , co im dajemy. Bądź dla ludzi szmatą , oni będą też dla ciebie. Mimo tego , tej pozornie łatwej do zrozumienia zasady istnienia , te 90 % spokojnie żyje kosztem innych , nie zawracając sobie głowy jakimiś tam wyższymi uczuciami.A ja uczę się tym wszystkim nie przejmować. I myśleć , że "Los się musi odmienić" jak śpiewa Kazik. Jak nie to sam go zmienię. I to już. Zaraz. Teraz.
Zmień go też. Potrafisz. To ty się zginasz, nie łyżeczka.
PS - Opisane tu wydarzenia , postacie , charaktery itp. istnieją , ale nawet nie próbujcie szukać ich odwzorowania. ;) A już nigdy we mnie :>
PS - Wiem , że o przemianach pisałem już w txcie Anarchia , postanowiłem jednak wyjaśnić temat trochę dokładniej. Chociaż to wszystko nie jest takie "jasne i przejrzyste" , i jak to bywa w prawdziwym życiu , najczęściej jest bardziej skomplikowane niż pokazałem tutaj. To tylko rys , drobna rzecz mająca pomóc ci myśleć a nie wszystko jasno przedstawić. Może też pomóc ci personalnie w zrozumieniu siebie ( cel mojego życia - zrozumieć siebie. Innych ludzi już dawno przestałem próbować zrozumieć ;) ... )
PS - Wiem , że może optymizmu tu wiele nie ma ( na pozór ) a jednak finał jest dość szczęśliwy. W końcu , jak powtarzam nieraz , nie dostaliśmy gwarancji na życie. Nie może być zbyt łatwo. ( tylko czemu tak trudno... itd. ) ;)
PS - Jak masz dość wszystkiego , pomyśl , że to może być plan Zła , abyś zasilił(a) szeregi kohort Piekła. ;) :P Motywujące ? Jak nie to wyobraź sobie wieczne męki czekające samobójców. Albo orgazmy jakie cię ominą , jeśli teraz umrzesz... :P ;)
PS - Wiem , że 4 ps-y ( hau , hau ) to lekka przesada... ale musiałem. Dopisywałem tylko naprawdę ważne dla mnie wyjaśnienia , myśli uzupełniające tego arta. Mam nadzieję , że txt zostanie uznany mimo pewnie licznych literówek ( i nielicznych zwrotów nieparlamentarnych , które zresztą po namyśle wykropkowałem ) :) nie wiem czemu , ciągle piszę "nei" zamiast "nie". Koślawe paluchy. :D
Piszcie. :) Maile kierujecie na adres bialymistyk@wp.pl , link jest zamieszczony tutaj
Dla zainteresowanych mój blog - www.bialymistyk.eblog.pl