Skołowanie

Czasami historia zatacza koło. Ukradkowa, niedostrzeżona w porę, potrafi tych kół zatoczyć bardzo, bardzo wiele. Szczwana bestyjka z tej historii. I wcale nie chodzi mi w tym momencie o to, że pies sąsiadki znowu nasrał na trawnik, a właścicielka z mocno wyprężoną dumą jeno odwróciła od pieska głowę i pociągnęła go dalej, wzrokiem śledząc chyba Wielką Niedźwiedzicę. A przecież wiem, że nie ma męża marynarza.

Koło swoje historia zwykła zataczać od wydarzeń traumatycznych do – tu niespodzianka – wydarzeń traumatycznych. Tak to już jakoś jest, że o chwilach szczęścia nie chce się pamiętać. Moja psychika jest dziwna i zamiast złych to dobre momenty wypiera. Freud miałby co robić, ale jako że jest chwilowo nieosiągalny, będę musiał zająć się sobą sam – czyli jak zwykle wieczorem w ciemnym pokoju.

Kiedy już się historia zatoczy od zła do zła, wtedy można na swój los psioczyć. Można i trzeba, bo nie po to Los nam niespodzianki przykre zgotowywuje, żeby reakcji żadnej nie wywołać. Skądinąd wiadomo, że Los najbardziej się raduje, gdy rzucimy kilka przekleństw pod adresem wyznawanego bóstwa, tudzież wspomnianego wyżej psa sąsiadki. Maksymalny stopień zadowolenia Los osiąga jednak dopiero przy próbie samobójczej. Najlepiej nieudanej, bo wtedy ma jeszcze coś do powiedzenia, a i słuchacz się ostaje.

Odkryłem to pieprzone de ja vu dosłownie przed momentem. Nie da się ukryć, że w znaczącej części swoich tekstów psioczyłem na Los właśnie, na nieszczęśliwą miłość i smutny żywot człowieka poćciwego, co to żadnej pracy się nie lęka, ale na zwykłą rozmowę już mu brak odwagi. Właśnie usiadłem przed komputerem z zamiarem popełnienia jeszcze jednego takiego bydlęcia. Bydlęcie jednak donośnie zaryczało, czym zwróciło moją uwagę na fakt, że czasami można by swoje niezdrowe zapędy jednak hamować. Obawiam się, że czasy, w których mogłem bezkarnie grafomanić i wyrzucać kolejnym szkolnym pięknościom, że same z siebie nie rzucają mi się w ramiona, że te czasy są już dla mnie, jako dla współtwórcy Action Maga, bezpowrotnie stracone. Nie żebym stał się jakoś mniej wiarygodny, co niektórzy (pozdrawiam Niektórych) sugerują. Nie to też, bym się wystrzegał powtarzalności, bo tak naprawdę to na niej ukułem całą swoją wątpliwą pozycję luja-cierpiętnika. Przecież całe życie jest jedną, wielką powtarzalnością. Czemu więc?

Pytanie powyższe nie jest pytaniem retorycznym, ale jedno je z nim łączy: nie udzielę na nie odpowiedzi. Nie potrafię, chociaż w zasadzie zamiast stawiać pytania może by po prostu napisać:

Na górze róże
Na dole fiołek
O jaki jestem
Beznadziejny kołek

I dalej:

Wpatrywałem się dzisiaj w deszcz. Cały poranek spędziłem na obserwacji drobinek uderzających o mój parapet. Wiedziałem, co ten deszcz oznacza: nie spotkam się dzisiaj z obiektem mojego uwielbienia. Ale! Tuż po dziesiątej pojawił się pierwszy przebłysk nadziei: deszcz przycichł, z początku nieznacznie, ale w końcu, dziesięć minut przed jedenastą, ustał zupełnie. Jakaż była moja radość! Wnet zrzuciłem piżamkę, ubrałem to co zwykle ubieram na wycieczki w parku i ruszyłem na spotkanie losu. I tak: zobaczyłem Ją! Miała na sobie ciemne spodnie, opinające jej niezwykle zgrabne nogi, abstrakcyjnie ufarbowaną koszulkę i kurtkę przypominającą miąższ pomarańczy. Poczułem się jak w niebie, napawałem oczy cudnym widokiem. W końcu się minęliśmy, powiedziałem jej cześć i poszedłem dalej. Ach, jeszcze teraz mam w sercu to kołatanie, które STOP AMagowym Grafomanom!

Tak to by mniej więcej wyglądało. Rzecz jasna większość istotnych szczegółów zostałaby pominięta, bo wiadomo, że ułamki szans na przypadki zwykle się w owe przypadki zamieniają i tekst/blog/pamiętnik wpada w niepowołane ręce.

Oczywiście końcowy akapit zakończyłby się wołaniem o pomoc, czarną rozpaczą i wielkim wyrzutem do Losu, który mnie zrobił takim, jakim jestem, a może i o rodziców bym jeszcze zahaczył w litanii żalu i bezradności.

Czasami historia zatacza koło. Czasami trzeba umieć z niego wyjść, może nie od razu na prostą, ale przynajmniej na jakiś górski szlaczek z zakrętasami i ciągle pod górkę. Jeżdżenie po rondzie jest fajne tylko do siedemnastego kółka.



Tuxedo