Reminescencje ( czyli jak przypomniałem sobie to , co najlepsze )
" Apollonius of Tyana, writing as Hermes Trismegistos, said 'That which is above is that which is below.' By this he meant to tell us that our universe is a hologram, but he lacked the term. " - by Philip Dick
" Cha la , hed cha la , ya okigemoki uuuuuaaaaa" - by the POYEBZ SquaD ;)
Teraz i dla mnie świat nie jest taki "rzeczywisty" jak kiedyś. Ani taki oczywisty. Nie zastanawiałem się AŻ TYLE , co teraz.Zanim zacząłem się interesować "problemami wszechświata" byłem człowiekiem całkiem normalnym. Żyłem sobie spokojnie , no , może w sensie duchowym... mój umysł uważałem za wolny , a zachowanie i sposób bycia dostosowałem do jednego prostego stwierdzenia - życie na luzie. W czasach LO takie ekstremalne nastawienie było nadal czymś niezbyt "powszechnym" , nie było jednak niczym szczególnie dziwnym. Podejście do życia jako drogi do wyzwolenia siebie ( ale bez świadomości uwalniania ) było prostym sposobem na odsunięcie wszelkich zmartwień ( wtedy jeszcze nie wiedziałem ile życie może nieść całkiem realnych problemów , poważniejszych niż te , które wtedy miałem ).
Dlatego , po prostu - imprezowałem , bawiłem się i było mi z tym dobrze. I powiecie że to nic niezwykłego , ale ja już wówczas byłem trochę... no , trochę "inny". Inny na pewno niż teraz, i nie wiem co mnie zmieniło. Upływ czasu ? Za dużo myslenia o niczym ? Być może sam wszystko za bardzo skomplikowałem. Gdy żyłem sobie opuszczając setki godzin , nie przejmując się niczym poza opracowaniami końcowymi itd. które pozwalały mi zaliczyć kolejny rok , było jakoś tak spokojnie ,we mnie. Nie wyrywałem się specjalnie do niczego , żyłem bez specjalnego celu i zamierzeń. To było moją największą siłą. Gdy już zbieraliśmy się w nasz "squad" to razem się ćwiczyło , obliczając Battle Power :) Razem otwierało się bro , czując klimat "balkonowy" ( pamiętacie limonowe piwka ? poszło ich ze 12 :P słabizna... ale podobała nam się puszka bo była taka... wakacyjna ( palmy itp. ) ):P ) Pamiętam te emocje z tworzeniem kolczugi ( sam nie robiłem :( ale mogłem popatrzeć :P ) , pamiętam jak szliśmy z zakupionym przez Versia toporem przez park i jak się ludzie oglądali ... :) Wtedy szliśmy go zaprezentować do Wolfgara - u now who u r ) Pamiętam jak słuchaliśmy wspólnie o ataku na WTC i nie wierzyliśmy. Pamiętam jak psuł się ZACHEM i jak mysleliśmy , że nas zagazuje :D ( co nie było takie znowu nierealne... )

Impreza za imprezą - urodziny , imieniny , piwko "ot tak". Słuchało się muzyki , instalowało w parę osób w bloku , w niewielkim , standardowym mieszkaniu , i rozmawiało do rana o wszelkich możliwych rzeczach. A w tle Limp Bizkit , Disturbed , soundtracki ze Spawn'a czy Crow'a , puszki na podłodze , pady od Dreamcast'a w łapach. Luz totalny , wolność osobista. Czuliśmy się , cholera jasna , wolni. Idąc do szkoły często nie wchodziło się do środka - ot , brało się przyjaciół i wbijało na chatę z zamierzeniem spędzenia czasu inaczej niż w ławce. Dawaliśmy radę szkole , owszem. Czując jej ograniczenia chcieliśmy jednak... no , tak bez konkretnego zamiaru , odsunąć rzeczywistość. Na chwilę. Nawet nam nieźle wychodziło :) A najlepszy schemat z zakupami , gdzie wyglądaliśmy jakbyśmy okradli jakiś sklep spożywczo-monopolowy ( tyle tego było ) i do tego pytanie Marqsa o pizzę - "a może znajdzie się jeszcze jakaś w magazynie ?" :D )

To były dobre czasy. Kumple ze szkoły , ziomale z osiedla , nawet , choć na krótko , własne mieszkanie. Czułem , że żyję. Mogło być różnie. Też były konflikty itp. , ale co tam. Pamięta się dobre rzeczy , bo tych dobrych rzeczy chyba jednak było więcej. Wszyscy żyli na psychicznym luzie. Takich imprez , jak w tamtym gronie , już się nie powtórzy. Pamiętam powrót z kumplami ze studniówki - Marqs siedzi i gra w Diablo 2 , szukając przedmiotów. Cholera , to było coś. Zarwał cały dzień plus nockę i znalazł kilka zaje... złotych rzeczy. :) W tym , z tego co pamiętam , Kolec Czarodzieja i złotą zbroję. Głowy nie dam za zbroję ;) Było dobrze. Uskutecznialiśmy handel przedmiotami. Graliśmy w jednym pokoju w lokalnej sieci , znosząc kompa od kolejnego qmpla. I tak całe dnie - piwko , muza , chipsy i gry. W tle. A do tego tysiące słów , rozmowy , dyskusje... Nagrywaliśmy się na wavy mające setki megabajtów , po prostu gadając o niczym albo tworząc dziwne schematy po wysokoprocentowych napojach ;) . Czego myśmy nie robili... Parkour po dachu garażu , pamiętacie ? Schemat typu - pójdziemy w nocy biegać po budynkach ? :D Zerwane kable ? ( nie pamiętam kto je chwycił :D ) ) :D Ludzie... to były schizy :)

Montowaliśmy dźwięki z filmów we własne , dziwne kombosy :) Dochodziliśmy do godlike w Unreal Tournament , szykując się na szkolny turniej ( nie poszedłem , czego żałuję... na godlike wygrywałem całkiem swobodnie z botami podkręconymi na "max" ). Robilismy własne teledyski , chcąc je gdzieś "wrzucić" , do czego w końcu też nie doszło. A kilka nam wyszło :) Śpiewaliśmy txty z anime i różnych rappasów , robiąc przy tym własne remixy i własne wersje piosenek... i chyba z tego nic się nie zachowało , ale to nieważne :) Ile w tym było radości , cholera :) . Ściągaliśmy wszystko co związane z DB , graliśmy w Warhammera po kilka dni i nocy z rzędu. Wracaliśmy po nocy z kafejek , i o drugiej , trzeciej nad ranem oglądało się nowe teledyski. Poznawało się zespoły , piosenki. W tym właśnie Disturbed , poźniejszą naszą fascynację. Pompki po 10 pamiętacie ? :) a trzymanie hantli na czas ? :) A jak ja i Merg spóźnieni biegliśmy po sesji w Dreamcasta do szkoły ? 3-4 minuty na to by zdążyć... chodziliśmy szybciej niż Korzeniowski , cholera jasna :D

Robiło się razem sylwestra , urodziny. Z masą ekscesów o których nie wspomnę , ale było tego wiele. :) Oglądało się anime , nie tylko DB które oglądaliśmy raz na jakiś czas w całości ( no , nie licząc serii GT ) , ale takie perełki typu - Berserk , Alita , Armitage , Ghost in the Shell , Evangelion , Lodoss War... oglądało się Straszny Film po parę razy. Oglądało się filmy z Jetem Li. Grało się w erpegi - od Herosów po wspomnianego Warhammera , Cyberpunka , Wampira. A czy ktoś pamięta pasję z jaką grało się w Doom Troopera ? ( karciankę ? ) Do dziś widzę to bitwy Legionu z Bractwem czy Mishimą. To były czasy ! To były zajęcia... rozwijało nam to wyobraźnię ,taaa.... ale przede wszystkim czuliśmy że żyjemy ! Robiliśmy coś razem. Jak kumple. Jak przyjaciele. To było zajebiste. Puszczanie muzyki na osiedle , rzucanie puszkami i butelkami "do celu" , pojedynki w TEKKEN'a na emulatorze... wielogodzinne sesje golfa na Neo Geo... :D :) To było takie , k....a ,piękne :)

Większości z tego nikt już nie pamięta. Albo takie mam wrażenie. Coś się kończy , coś się zaczyna. Ma rację AS. Wtedy czytało się Sapkowskiego , fascynowało rycerstwem , bronią białą. Pamiętacie zlot w Koronowie ? :) Sprawdzaliśmy ile kosztują katany co najmniej raz na tydzień :) Sesje w erpegi też były na luzie , często niepoważne... ale do dziś się pamięta je właśnie przez to , że takie były. Schematy , pomysły , żarty , zabawa... wszystko to brzmi tak trywialnie , ale to były najfajniejsze dni. Poważnie. Czasem się obawiam , że zbyt szybko mi to minęło. Zmieniliśmy się , albo świat nas zmienił. A szkoda. Wróciłbym chętnie do dawnych sposobów na życie. Sprawdzały się. :) A fascynacja UFC , Sherdog ? A nocne wypady do Żabki ? A schemat z koszulkami i naprasowywanymi obrazkami ? :) A własne mini-plakaty ? ( SPAWN , WFRP , KISS ? ) Czy to nie było coś ? :)

A teraz tego już nie ma. Ani my nie trzymamy się tak , jak kiedyś , ani nie ma czasu ani miejsca na realizację tych naszych "idei". Powspominać jest fajnie. Także wspólne powroty z imprez , czy wspólne imprezy. A parę było. Wyjścia w nocy na piwo , czy też po piwo. Po tanie komiksy na stadion. I tak dalej. Wymieniać mozna długo. Słuchało się Limp Bizkit , który teraz uznawany jest za śmieszny zespół. Chodziło się po mieście dla samej przyjemności łażenia po chodnikach :) Darło się prz głośnik udając demona. Przydzielało się questy i pedeki w normalnym zyciu , wymyślając różne dziwne zadania :) I gdyby tak można do tego wrócić... jeszcze raz powiedzieć - Keep rollin , rollin... ech. To już chyba nie wróci. Fajnie się spacerowało o 3 nad ranem w roboczych ciuchach. Fajnie się kopało rowy na sadzonki. Fajnie się rozwalało mur :) ( wiecie o co chodzi )

A chciałbym naprawdę , żeby wróciło. Tamta radość życia gdzieś mi się zgubiła. Tamta szczerość , ludzkie podejście do tak wielu spraw. The POYEBZ Squad istnieje nadal , nadal ma się nieźle. Tak się nazwaliśmy , prawda , że malowniczo ? ;) Pamiętam jedno - mówiliśmy zawsze , że tylko jako "całość" ( fantastyczna czwórka , hehe ;) ) czujemy , że żyjemy :) I są najlepsze schematy :) Nie dajmy temu , kurwa , zginąć. Nie tylko w naszej pamięci. Trzymajmy się dalej jak kiedyś. Przecież nie zmieniliśmy się chyba aż tak bardzo :) No nie ? :)
PS - Oczywistym jest , że musiało się tu znaleźć pozdro oficjalne for : Marqs , Versor , Merg. :) Kolejność przypadkowa :)
PS - Break your fucking neck bitches ! :P
Piszcie. :) Maile kierujecie na adres bialymistyk@wp.pl , link jest zamieszczony tutaj
Dla zainteresowanych mój blog - www.bialymistyk.eblog.pl