O świata zmierzaniu
Oczywiście, że nie zamierzam odbierać chlebka Jędrzejowi Śniademu, mimo, iż mój tekst może chwilami przypominać Peryskop. Krąg moich, hm, zainteresowań, został tu zawężony na tyle, że wspomniany Jędrzej obawiać się nie musi ani o powtarzalność, ani o swoją pozycję, na którą z całą pewnością ciężko zapracował. Tyle ogłoszenie.
ZaYceV napisał tekst, do którego tytułu nawiązuję w tym tytule, co to u góry. Nie ograniczył się jednak ZaYceV jedynie do napisania, tak go łapki zaświerzbiły, że miast swoje iście blogowe wypociny odłożyć w najgłębszy zakamarek dysku, postanowił owe upublicznić. A, jak wiadomo, rzecz publiczna nie jest bezkrytyczna. Chyba, że ma się brata bliźniaka. ZaYceV, jak mniemam, takiego nie posiada.
Zastanawiam się, po co ten świat istnieje? Po nic. Po co go Bóg stworzył? Można by rzec: dla jaj. Dokąd zmierza?
Pewnie i tam, dokąd zmierzają zwykle jaja – do ciasta jakiegoś albo w kierunku rozgrzanej i wilgotnej… patelni:) Taki kierunek myślenia byłby jednak ewidentnym pójściem na łatwiznę, dlatego zastanowię się teraz szerzej nad użytą metaforyką. Bóg z założenia jaj sobie z nikogo nie robi, a przynajmniej robić nie powinien. Zabawkami też raczej dla Niego nie jesteśmy, o czym dawno temu pisał jeden z writerów. Więc? Wydaje mi się, że jaja są tu oczywistym nawiązaniem do odwiecznego (albo i starszego) pytania o to, czemu kura przeszła przez ulicę. Jak wiadomo na owe pytanie powstały już biliony odpowiedzi. Mamy więc tu nieco wprawdzie zakamuflowany, ale niewątpliwie słuszny pogląd, godzący przedstawicieli wszystkich kierunków filozoficznych. Brawa dla ZaYceVa.
W wieku dziesięciu lat wiedziałem, co to papieros (w wieku sześciu lat - seks, w wieku dwunastu lat - narkotyk).
Uporządkujmy chronologicznie:
Seks – 6 lat
Papieros – 10 lat
Narkotyk – 12 lat
Tutaj autor rozprawia się z piosenkarzem, niejakim Wiśniewskim Michałem. Śpiewał on kiedyś „za ten papieros tuż po”. Okazuje się, że wcale nie takie tuż jakby się mogło wydawać – ZaYceV na swojego papierosa „tuż po” musiał czekać aż cztery lata. Czyż to nie przykre?
W dalszej części tekstu ZaYceV serwuje nam, oprócz herbaty, trzy „testy”. Są to testy (w jakimkolwiek znaczeniu by nie były użyte) w wersji bardzo light i widać, że autor chciał, ale nie mógł. Sugerował, ale nie do końca. Napalił się, ale zgasił przed wielkim wybuchnięciem. Jednak i w wersji light dało się odnaleźć wskazówki, które pozwoliły mi oczytać niecne ZaYceVa zamiary, które w chwili następnej zamierzam zaprezentować.
Chwila następna:
1.
- Anno, kocham cię. Wyjdziesz za mnie?
- Oczywiście, że tak!
Co myślisz o Annie? Odp.: Szczęściara!
Co myślisz o tym dialogu? Odp.: Sztywny, rodem z telenowel, naciągany.
A mogło być np. tak:
- Anno, kocham cię. Nie mogę bez ciebie żyć. Przed chwilą wróciłem z burdelu, miałem wszystkie. Żadna nie smakowała tak, jak ty. Wyjdziesz za mnie?
- Oczywiście, że tak!
Co myślisz o Annie? Odp.: Szczęściara!
2.
- Anno, kocham cię. Wyjdziesz za mnie?
- Nie mogę, zrozum. Bardzo mi przykro, ale (powód).
Odp.: Szkoda, że się nie zgodziła! Ale cóż...
Wersja alternatywna:
- Anno, kocham cię. Nie mogę bez ciebie żyć. Przed chwilą wróciłem z burdelu, miałem wszystkie. Żadna nie smakowała tak, jak ty. Wyjdziesz za mnie?
- Nie jestem Anna. Jestem mamą Anny. Nie powinieneś tu przychodzić pijany.
Odp.: Szkoda, że się nie zgodziła. Ale cóż…
3.
- Anno, kocham cię. Wyjdziesz za mnie?
- Ty chyba żartujesz! Weź się koleś odwal! Przyszedł taki lylok i będzie mi coś pieprzył!
Odp.: A to głupia frańca!
A tak naprawdę…
- Anno, kocham cię. Wyjdziesz za mnie?
- Żartowałam z tą ciążą.
Odp.: A to głupia frańca!
Po testach nastąpiła chwila szczerości. Autor padł ofiarą perfidnej intrygi Boga, chociaż poniewczasie wycofał się ze swych oskarżeń w stosunku do Najwyższego. Niestety, ZaYceV nasz drogi dostał kosza od Klaudii (Blondynki niewysokiej, mądrej i pięknej). Co gorsza, Klaudia użyła testu numer trzy w wersji oryginalnej (spieprzaj dziadu). Ciekawe, że nie zmniejszyło to ani o krztynę jej mądrości. Widać tu dużą samokrytykę autora, który nie odmawia tej cnoty dziewczynie krzywdzącej go niemiłosiernie. Kolejny raz brawa.
Art kończył się piosenką anglojęzyczną, postanowiłem nie być gorszy i wymyślić własny song. Niestety, z braku znajomości języków, zaprezentuję się w mowie ojczystej:
Zaaaawszeeee, kiedy jest źleee
Robięęęę to, bo chcęęęę
Zapomnieć, nie wspomnieć
Na zawszeeeee
Dlatego wyciskam pryszcze,
Codziennie nową krostę,
W sobotę nawet dwie
Bo na dyskotekę i tak nie idę
Tekst, podobnie jak ZaYceV, dedykuję wszystkim samotnym. Wyciskajcie dalej swoje pryszcze w domu, którego nigdy nie opuszczacie.
Everyman
every_man@o2.pl