Lustro





En podeszła do lustra. Przyjrzała się sobie. Długie, czarne włosy, niebieskie oczy. Ciekawe jak widzą mnie inni? Próbowała spojrzeć na siebie jak na obcą osobę. Odbicie przyglądało jej się ze zdziwieniem. Coś jest nie tak? Nie… Widocznie bezwiednie robie taką minę. Odwróciła się i wracając do kuchni, obejrzała się. Jej odbicie zrobiło to samo.

En podeszła do lustra. Przejrzała się uważnie. Niebieskie oczy i czarne włosy. Nadal uważała, że to dziwne połączenie. Zawsze odczuwała właśnie zdziwienie patrząc na gładką taflę. Spojrzała na siebie. Jej odbicie patrzyło na nią jak na zupełnie obcą osobę, z dystansem. Nie zwróciła na to specjalnej uwagi, najwyżej grymas zdziwienia na jej twarzy nieznacznie się pogłębił. Odwróciła się i wracając do kuchni, obejrzała się. W lustrze wiszącym w przedpokoju zobaczyła tylko swoje oczy.

Tosty wyskoczyły z górę. Złapała je prawie w locie. Do tego ulubiony dżem i mocna kawa. Bosko. Na stole przykrytym białym obrusem położyła gazetę. Horoskop:” Dzisiaj coś cię zaskoczy…”. Jak każdego dnia. I każdego człowieka. Uśmiechnęła się. Z otwartego okna dochodziły odgłosy życia miasta. Słońce świeciło, w powietrzu unosił się zapach świeżo skoszonej trawy. Lubiła takie poranki, w których czuła, że wszystko jej się uda. Odezwał się telefon. Ostrożnie odłożyła filiżankę z kawą i podniosła słuchawkę. Zet. Chce iść do kina, później może coś zjeść na mieście. Zapowiadał się miły dzień z najlepszą przyjaciółką. Lepiej chyba nie mogło być.

Dźwięk, jaki wydał toster zaskoczył En. Zdezorientowana rozejrzała się wokół. Ach tak.. To tylko grzanki. Wyjęła z lodówki dżem. A właściwie pusty słoik po nim. Cóż… Będzie musiała zadowolić się samym masłem. Koniecznie musi iść po zakupy. Kawa też się kończyła, ale wystarczyło na ostatnią filiżankę. Otworzyła okno. Hałas panujący na zewnątrz ją przeraził. Słońce raziło w oczy, miała wrażenie, że oślepnie, a zapach trawy tylko ją drażnił. To nie będzie dobry dzień… Gdy rozkładała na stole gazetę, usłyszała dzwonek telefonu. Podskoczyła przestraszona. „Co się ze mną dzieje? Jestem kłębkiem nerwów…”. Wstając od stołu potrąciła filiżankę. Spadła na podłogę, rozbijając się z donośnym hukiem i rozlewając wokół czarny płyn. Szlag! Zapominając o telefonie zaczęła sprzątać. Ze smutkiem spojrzała na niegdyś biały obrus. Chyba nie uda jej się sprać tych plam… Zamyśliła się na chwilę… Coś mi mówi, że nic dobrego mnie dzisiaj nie czeka… Lepiej było nie wstawać z łóżka. Nagle syknęła z bólu. Po opuszku palca spływała krew… Tylko tego jeszcze brakowało. Szybko pobiegła do łazienki po plaster.

Umówiła się z Zet na najbliższym przystanku autobusowym. Za pół godziny. Miała jeszcze trochę czasu, żeby się sobą zająć. Podeszła do lustra. Nie mogła się zdecydować jak upiąć włosy. Rozpuścić, a może w koński ogon? Trochę zastanowił ją fakt, że mimo tak dobrego początku dnia, wygląda na roztrzęsioną. Jakby coś się stało. W lustrze odbijała się zdenerwowana dziewczyna z nieładem na głowie. Wzięła do ręki puder i tusz do rzęs. Jej odbicie zrobiło to samo. Umalowała się i z satysfakcją przyjrzała się sobie… No teraz już lepiej. A na przyszłość muszę po prostu wcześniej kłaść się spać. Zadowolona z siebie odeszła od lustra, wzięła płaszcz i wyszła z mieszkania.

Miała wrażenie, że im szybciej opuści to mieszkanie, tym lepiej. Wszystko obracało się przeciwko niej. Postanowiła jak najszybciej iść po zakupy, zresztą i tak potrzebowała produktów do ugotowania obiadu. Poszła do przedpokoju, musiała przygotować się do wyjścia. Ze zdziwieniem zauważyła, że jej odbicie wygląda zaskakująco dobrze, jak na tak kiepski początek dnia. Oczy jej błyszczały, włosy też wyglądały ładnie. Wystarczy tylko tusz i puder, postanowiła. Umalowała się szybko i przez chwilę stała przyglądając się własnemu odbiciu. Nie jest źle. Uśmiechnęła się, odeszła od lustra, wzięła płaszcz i wyszła z mieszkania.

Nie śpiesząc się poszła na przystanek. Z daleka zobaczyła przyjaciółkę. Zet stała w słońcu i uśmiechała się do niej z daleka. Em ruszyła w jej stronę. I wtedy zobaczyła swoje odbicie w oknach właśnie odjeżdżającego autobusu. Wydawało jej się, że odbicie biegło co sił w nogach w stronę ruszającego pojazdu. Ale ten odjechał i wrażenie znikło tak szybko, jak się pojawiło. Z uśmiechem przywitała przyjaciółkę i ruszyły w stronę pobliskiego kina.

Spojrzała na zegarek. Szlag. Spóźnię się. Jeśli chciała zdążyć na autobus, który zawiezie ją w stronę centrum handlowego, musiała się pośpieszyć. Zbiegła po schodach i popędziła w stronę przystanku. Wściekła, zobaczyła, że jej autobus właśnie odjeżdża. Ze zdziwieniem zauważyła, że postać odbijająca się w jego oknach spokojnie idzie w jego stronę. Po chwili jednak otrząsnęła się. „Przecież to niemożliwe… Cóż w każdym razie z każdą chwilą jest coraz lepiej” pomyślała sarkastycznie. Zrezygnowana usiadła na ławce. Musiała poczekać na następny autobus.

Film był świetny. Dawno tak się nie śmiała na żadnym. Zet też się podobał. Wychodząc z kina zastanawiały się, co będą robić teraz… „Hmm, skarbie? W pobliżu jest fajna knajpka… Co Ty na to?” „Pewnie!”- Widać było, że perspektywa dobrego jedzenia bardzo podoba się Zet. En uśmiechnęła się. Przynajmniej nie będzie musiała gotować obiadu. Zresztą nie była pewna, czy ma w lodówce coś, co się do tego nadaje. Trzeba będzie zrobić zakupy… Nie lubiła zakupów.

Nie lubiła zakupów. Nic nie denerwowało jej bardziej niż stanie w długiej kolejce i użeranie się z innymi, równie poirytowanymi klientami. W dodatku jeszcze ta głupia kasjerka… Naprawdę mogłaby zachowywać się trochę przyjaźniej… Zmęczona i zła siedziała na niewygodnym krześle w autobusie. Nareszcie… To mój przystanek! Ucieszyła się… Czyżby to koniec dzisiejszych niemiłych wydarzeń? Chciała jak najszybciej znaleźć się w domu. Wysiadła z autobusu. I w chwili, gdy zatrzasnęły się drzwi, zorientowała się, że nie ma ze sobą swoich toreb z jedzeniem.

Ciepło otuliło ją, gdy tylko weszła do restauracji. Z lamp sączyło się przytłumione światło, dając wnętrzu przyjemną atmosferę. Z kuchni dochodziły przyjemne zapachy. Wybrały mały, dwuosobowy stolik w kącie pokoju. Odrobina prywatności, właśnie tego potrzebowały. Zamówiły jedzenie i pogrążyły się w rozmowie. En przeprosiła na moment przyjaciółkę i poszła do łazienki. Czuła się naprawdę świetnie. Dlatego gdy spojrzała w lustro nie mogła uwierzyć, że to naprawdę ona. Spoglądająca na nią kobieta była bardzo zmęczona i poirytowana. I bardzo zdziwiona. Szybko odwróciła wzrok… Co się ze mną dzieje? Nie patrząc więcej w lustro wróciła do stolika.

Stała przez chwilę na ulicy, czując jak złość w niej kipi. Czemu wszystko dzisiaj idzie nie tak!? Miała nadzieję, że ten dzień skończy się jak najszybciej. Nie mając innego wyjścia, nie poszła do domu, ale od razu udała się do pobliskiej restauracji. Znalazła się w ciemnym, dusznym pomieszczeniu. Siedzący wokół ludzie tylko ją denerwowali, więc zaszyła się w najodleglejszym kącie sali. Jej irytacja nasiliła się, gdy okazało się, że w karcie dań nie ma niczego, co lubi. Po tym, jak o mało co nie nakrzyczała na kelnera, wyszła na moment do łazienki, aby się uspokoić. Oparła się o umywalkę i wściekła spojrzała w lustro. Ale nie zobaczyła tego, czego się spodziewała. Jej odbicie wyglądało na całkiem zadowolone z życia. Równie zdziwione jak ona sama, ale na pewno w lepszej kondycji niż pierwowzór. W pewnym momencie wydawało jej się, że zniesmaczone odwróciło wzrok. Nie… To tylko złudzenie. Wyszła z toalety i wróciła do stolika.

Dom. Rzuciła torebkę na szafkę. Usiadła w fotelu. Jak tutaj dobrze. Uśmiechnęła się po raz kolejny na wspomnienie miłego dnia. Postanowiła pójść po książkę. Wstała i przeszła przez przedpokój. Zatrzymała się na chwilę, przyglądając się własnemu odbiciu. Hmm… Chyba jestem jednak bardziej zmęczona niż mi się wydaje. –pomyślała gładząc włosy. I wtedy to zobaczyła. Nie… To musi być złudzenie. Przyjrzała się dokładniej. Wrażenie nie znikało. Przez chwilę stała nie odzywając się ani słowem, nie wiedząc, co robić. Odeszła na chwilę i znów wróciła. Nic się nie zmieniło. Ale przecież. To niemożliwe…

Wreszcie. Otwierając drzwi do mieszkania, miała nadzieje, że to już koniec wszelkich przygód. Zmęczona usiadła w swoim ulubionym fotelu. Po chwili poczuła, że powieki zaczynają jej ciążyć, więc postanowiła iść do łóżka. Przechodząc koło lustra, zauważyła, że mimo wszystko nie wygląda tak źle. Zatrzymała się na chwilę, poprawiając włosy. I wtedy zauważyła coś, co sprawiło, że wcześniejsze wydarzenia wydały się błahostką. Przypatrywała się temu długo, porównując odbicie z tym, co było poza lustrem. Nie było wątpliwości. To nie mogło być złudzenie. Na chwilę wyszła spoza ram lustra i zaraz wróciła. Nic się nie zmieniło. Zamurowało ją.

En stała długo przed lustrem, nie mogąc uwierzyć w to, co widzi. Jeszcze raz spojrzała na swoją rękę i na tę odbijającą się w tafli. Dwie dłonie. I tylko jeden plaster.



Martika




PS: A co robi Twoje odbicie, gdy na nie nie patrzysz?