|
Smutna prawda jest taka, że na Gameboya Advance praktycznie
nie wychodzą gry z gatunku FPS, a jeżeli już tak to ich jakość najczęściej jest
poniżej wszelkiej krytyki. Oczywiście jest parę małych wyjątków (Doom,
Wolfenstein 3D) które mają jakiś poziom jednak ich liczbę można policzyć na
palcach ręki ślepego drwala-daltonisty. Mówiąc szczerze, gdy dowiedziałem się o
pojawieniu się gry na gameboya z największym madafaką świata gier, wiązałem z
nią spore nadzieje, pamiętając doskonałą zabawę jaką oferowały mi wersje na duży
sprzęt. Liczyłem, że w końcu pojawił się na GBA naprawdę dobry FPS nie będący
konwersją. Teraz po kilku dniach spędzonych z tą grą mogę uczciwie powiedzieć,
że się przeliczyłem.

Boom, boom, kaboom!
Pozwolicie, że daruje sobie męczenie się z opisywaniem fabuły, ponieważ a) jest
ona przerażająco głupia b) ciężko mi było cokolwiek z niej zrozumieć. Jakieś
armie hybryd, inne wymiary, czasy... Przy tym co nam twórcy przedstawili, nawet
historyjka z pierwszego Seriousa wydaje się ciekawa i wciągająca. Szczerze
mówiąc i tak w tym wszystkim chodzi jedynie o to, że Sam ma wziąść do rąk swoją
broń i ruszyć na spotkanie z potworami które trzeba rozwalić. Zatem do roboty...
Finish him!
Kiedy już rozpoczniemy grę, zabierzemy rewolwer i zrobimy kilka kroków zaatakują
nas dobrze znani Kamikaze. Tutaj objawia się pierwszy błąd gry: brak
jakiegokolwiek auto celownika. Nasz bohater bardzo opornie reaguje na przyciski,
więc o dobrym ustawieniu celownika można zapomnieć, toteż trafienie w
któregokolwiek z oponentów jest bardzo trudne. Owszem drodzy producenci, gracze
lubią wyzwania, ale nie tego rodzaju! Przez to walka z potworami zamienia się w
walkę z celownikiem! W ogóle sterowanie jest bardzo toporne. Niby klawisze
zostały obłożone dobrze, ale brakuje tutaj tej lekkości, jaka była w np.
Kill.Switchu. Sam porusza się niemrawo jak ranny nosorożec, zaś żeby zmienić
broń nieraz trzeba kilka razy naciskać na przycisk, gdyż ten nie reaguje. W
ogóle gra jest za mało dynamiczna z powodu małej ilości potworów! Tak moi
drodzy, w tej grze jest ich naprawdę niedużo. Tutaj zniszczono jedną z
największych zalet SS'a, czyli bezkompromisową walkę ze stadem przeciwników. Ja
rozumiem, że to tylko GBA i nie ma ogromnej mocy, ale na boga chyba można by
walczyć z więcej niż pięcioma potworami na raz, zwłaszcza, że są to sprite'y! Na
szczęście po dwóch arenach gra zaczyna się rozkręcać i coraz więcej oponentów
pojawia się na ekraniku. Nie można było tak od razu panowie producenci? To
wszystko co widzieliśmy na początku daje strasznie niekorzystne pierwsze
wrażenie i nie zachęca do dalszej zabawy.
Synku to jest piramida. Aha.

Trzeba powiedzieć co nieco o aspektach technicznych gry. Potwory, które
pojawiają się w grze w większości są nam dobrze znane z pierwszej części, lecz
mamy także kilka nowych bestii. Moim zdaniem mogłoby być ich trochę więcej
rodzajów, bo w sumie cały czas atakują nas takie same potwory ale widać nie znam
się na robieniu gier. Każda z bestii jest zrobiona dosyć dobrze, ma swój sposób
ataku, dla mnie ok. O dobrej AI nie ma co marzyć, ale to było raczej do
przewidzenia. Bossowie pojawiający cię co jakiś czas nie są zbyt zapadający w
pamięć, tak jak ci, którzy pojawili się w innych częściach serii. Niby tam się
coś rozwala, ale w sumie nie zwracamy na to uwagi. Co do broni to wcale nie
czuje się ich mocy. Tak naprawdę człowiek nie zwraca uwagi czym pruje do
potworów, nie ma swojej ulubionej giwery. Za to nie mam żadnych zarzutów do
plansz. Zrobiono je naprawdę dobrze i widać, że się przyłożono. Dobra robota.
Technikalia tak zwane.
Wspomnę jeszcze o paru rzeczach związanych z techniczną stroną SSA. Gdy
wejdziemy w menu do opcji możemy jedynie włączyć i wyłączyć dźwięk (co jest co
najmniej dziwną opcją, skoro można zwyczajnie wyciszyć muzykę pokrętłem) oraz
obejrzeć listę twórców, czyli tak naprawdę nie możemy nic zrobić, co mnie
zaskoczyło. Za to ucieszyła mnie obecna w każdej z gier o Poważnym Samie data
base. Zawsze lubiłem poczytać sobie o potworach i broniach z którymi zetknąłem
się podczas gry i miałem do tego dostęp. Wadą którą muszę z recenzenckiego
obowiązku wytknąć jest sposób save'wowania. Po każdym etapie pojawia się kod
który potem wprowadzamy, żeby rozpocząć grę od tego momentu. Ludzie kochani taki
archaizm w grze z 2004 roku! Przecież to jest rzecz szalenie niewygodna i
beznadziejna, zwłaszcza, że kody są bardzo długie i ciężko je zapamiętać.
Zresztą handheldów zwykle używa się podczas podróży, ciężko wtedy znaleźć
karteczkę, żeby coś zapisać. Poza tym wyznaje zasadę, ze to ja powinienem
decydować kiedy chcę odejść od zabawy, a nie przechodzić poziom z konieczności,
żeby tylko ten kod się pojawił.
|
AAA yourself!!!
Z tego co dotąd przeczytaliście, można by wywnioskować, że Serious Sam Advance
jest niewartym splunięcia gniotem pokroju Medal of Honor: Underground. Tak mimo
wszystko nie jest ponieważ w SSA mimo momentami dokuczliwych wad można grać i
czerpać z tego jaką taką przyjemność. Gra ma fajny egipski klimat, i potrafi
wciągnąć. Owszem nie jest to hicior na miarę Kill.Switcha, ale nie odstrasza.
Poza tym gra jest zaopatrzona w tryb multiplayer, którego niestety nie miałem
okazji przetestować. Sądzę jednak, że nie jest to jakieś cudo, ponieważ tryb
multi nigdy nie był szczególnie mocną stroną tej serii.

Macie za swoje, pętaki!
Grafika w grze nie przedstawia się najgorzej. Nie jest to może szczyt tego, co
potrafi Game Boy Advance, ale tak czy siak jest nieźle. Otwarte przestrzenie nie
rażą po oczach, wyglądają nawet estetycznie, zaś potwory (jak już wspomniałem
sprite'y) z daleka nie wyglądają najgorzej, natomiast z bliska ich pikseloza aż
razi po oczach. Z resztą popatrzcie po screenach. Warto zaznaczyć, że wizerunek
Sama przedstawiony w grze został potem w 2005 roku wprowadzony do SS 2. A
wracając do grafiki, to animacja jest dosyć płynna, nie ma żadnych zaciachów,
martwych pikseli, ani innych przykrych niespodzianek. Na uwagę zasługuje bardzo
dobry wygląd broni. Co do udźwiękowienia to nie ma co pisać, muzyka jest niezbyt
ciekawa i ginie. Strzały, ryki potworów odwzorowano dosyć dobrze, jedyne co może
przeszkadzać, to zbyt piskliwe „AAA!!!” wydawane przez kamikaze. Poza tym nie
mam większych zastrzeżeń.
Fatality!

Szczerze mówiąc Serious Sam Advance mnie zawiódł. Oczekiwałem wspaniałego FPS'a,
ociekającego wręcz grywalnością i radosną rzeźnią, jednym słowem gry, która
złotymi literami wpisze się w historie Game Boya Advance'a. A co dostałem?
Średnią strzelankę z kilkoma dokuczliwymi błędami, do której po jej skończeniu
wcale nie chcę się wracać. Czy zatem warto ją kupić? Tylko pod warunkiem, że
jesteście wyposzczonymi fanami tej serii, bądź cierpicie na nadmiar gotówki.
Widać, że Chorwaci mieli niezły pomysł, myślę, że jeżeli wyjdzie sequel (w co
szczerze mówiąc wątpię) to warto będzie się na niego skusić. Póki co jednak tej
gry nie polecam.
|
|
|
nie podał ;)
|
nie podał ;) |
Producent: Global Star
Rok produkcji: 2004
Platforma: GBA
Gatunek: FPS
Język: angielski/niemiecki/francuski
|
|