« poprzednia | spis treści | następna »  
Imperial Glory
Arthizo

"Ludzie na wojnie są niczym. Jeden człowiek jest wszystkim. - Napoleon Bonaparte."

W Europie nastał czas wojen. Idee oświecenia wzbudziły w sercach mężczyzn i kobiet dążenie do wolności i chwały. Od 1789 roku, w którym wybuchła Rewolucja Francuska, do roku 1839 Stary Kontynent był sceną wielu dramatycznych wojen. W tym okresie zrodziło się wiele legend. Niektórzy na stałe wpisali się w historię świata.

Gra Imperial Glory oferuje nam opcję dowodzenia jednym z pięciu mocarstw Ery Napoleońskiej. Jak w większości strategii, tak i w tej grze rozwijamy drzewko technologiczne, które składa się z trzech er, posiadających w sobie kilkanaście rzeczy do odkrycia. Rozgrywka na mapie odbywa się w turach. Budujemy wielką armię i podbijamy sąsiednie prowincje. W naszym zasięgu jest ponad pięćdziesiąt prowincji i trzydzieści obszarów morskich. Oprócz Starego Kontynentu, możemy też podbić północną część Afryki. Wspominana rozgrywka na mapie to największa zaleta Imperial Glory. Całość trochę przypominała mi grę Europa Universalis, ale w produkcji autorów serii Commandos potencjał mapy wykorzystano w lepszy sposób.



Największą atrakcją w Imperial Glory miały być, odbywające się w czasie rzeczywistym i w trójwymiarowym środowisku, bitwy. Niestety, sytuacja okazała się wręcz odwrotna. Sam wolałem wybrać opcję losową, która przesądzała, kto zwyciężył daną bitwę. Niewygodny interfejs i brzydka grafika wypaczają dobrą zabawę. Jeszcze gorzej prezentują się bitwy morskie. Nie możemy dowodzić kilkoma jednostkami naraz, tylko jedną. A więc wydawanie rozkazów staje się karkołomne i monotonne. Miało być tak pięknie, a jest przeciętnie.

Jak wszyscy wiemy, dyplomacja jest jednym z najważniejszych elementów Imperial Glory. Już na początku poznajemy sojuszników i przeciwników. Miło, że znajduje się opcja, w której dane państwo mówi nam, czy możemy przemaszerować przez nie, czy nie. Każdej prowincji możemy wypowiedzieć wojnę, ale należy pamiętać, iż wówczas wypowiadamy ją również sojusznikom danej prowincji. W grze jest też opcja, pozwalająca handlować z innymi krajami. Jeżeli sam gracz nie zbudował wystarczająco dużej armii, to może za odpowiednią opłatą pożyczyć pewną część wojska sąsiedniego państwa. Tak więc pod względem teoretycznym, Imperial Glory nie odbiega od światowej czołówki gier strategicznych i prezentuje dobry poziom.

Przed rozpoczęciem rozgrywki możemy, a nawet musimy, przejść samouczek. Chociaż ten nie prezentuje się jakoś okazale, to zajmuje nam mało czasu, a na pewno wskaże jakąś ważną wskazówkę dotyczącą rozgrywki.

Teraz co nieco o najważniejszym trybie, czyli kampanii. Kampania oferuje nam dwa style rozgrywki - mamy czterdzieści lat czasu, by nasze państwo zdobyło w tym okresie jak najwięcej punktów. Drugi styl to po prostu całkowite zwycięstwo na mapie. Wspomniałem już, że mamy do wyboru pięć mocarstw, a teraz przedstawię je bliżej - to Wielka Brytania, Francja, Austria, Prusy oraz Rosja.

Zapomniałbym dodać, że w Imperial Glory znajduje się też opcja rozgrywania samych bitew historycznych. Można rzec, że jest to trening przed kampanią i nadaje się tylko dla maniaków.

 

Teraz parę słów o grywalności. Napisałem już, że na mapie gra się bardzo przyjemnie. Dzięki temu gra przykuła mnie do monitora na dobre kilka godzin. Ale bitwy morskie i lądowe nie posiadają już żadnej grywalności. To przymus. Żadnemu strategowi nie przypadnie do gustu rozgrywanie historycznych i fikcyjnych bitew w Imperial Glory.

Gra podczas swojej premiery miała za największego konkurenta - grę Cossacks 2. Nie muszę pisać, że ukraiński produkt jest o wiele lepszy od hiszpańskiego Imperial Glory. Druga część Kozaków pokazuje, jak powinna wyglądać strategia osadzona w czasach Napoleona Bonaparte.

Teraz zajmiemy się szatą graficzną Imperial Glory. Wspominałem już, że mapa i jej interfejs są ładne i przejrzyste. Za to podczas bitew morskich i lądowych widzimy kanciastość wielu obiektów. Engine nie wyświetla również dużej ilości jednostek. A gdy dochodzi do potyczki, to nie ma czego oglądać. Już lepiej było w starym, dobrym Medieval Total War. Mogę pochwalić Pyro Studios za bardzo ładne menu i wspominaną rozgrywkę na mapie. Reszta prezentuje bardzo przeciętny poziom. Niczym specjalnym nie wyróżnia się oprawa dźwiękowa gry.



Teraz parę słów o wydaniu przygotowanym przez firmę Cenega Poland. Imperial Glory otrzymujemy w pudełku DVD, zaś w jego środku czyhają na nas trzy płyty z grą, przejrzysta, mająca ponad czterdzieści stron instrukcja, karteczka ze sterowaniem oraz największa zaleta zestawu - plakat z jednej strony prezentujący spore drzewko technologiczne, a z drugiej mapę z prowincjami. Całość podczas premiery kosztowała sto złotych, ale dziś można nabyć tę grę za połowę premierowej ceny. Widać, że Cenega się postarała, choć nie do końca. O ile wydanie jest bardzo dobre, to polonizację wolę przemilczeć, bo prezentuje ona fatalny poziom. Wiele błędów stylistycznych, literówki, zdarzało mi się natrafić na błędy ortograficzne. Żenada! Cenega zresztą nie pierwszy raz notuje tego rodzaju wpadkę (pamiętacie polonizację pierwszego Splinter Cella?).

Reasumując, Imperial Glory zadowoli tylko największych fanów gier strategicznych. Innym graczom polecam chociażby Medieval Total War. Nie wiem dla kogo Pyro Studios, twórcy zachwalanej serii Commandos i Praetorians, stworzyli Imperial Glory. Z jednej strony gra prezentuje się dobrze. Ale fatalne bitwy morskie i lądowe, słabe AI, czy w końcu brzydka grafika zniechęcają do gry. Tylko 5/10.


polskie wydanie
rozgrywka na mapie
grafika                      audio                        bitwy lądowe i morskie                        SI wrogów                mało innowacyjna     polonizacja
Producent: Pyro Studios
Wydawca: Eidos Interactive
Dystrybutor: Cenega
Gatunek: RTS
Premiera: 2005
nie podał ;)

« poprzednia | spis treści | następna »