Chyba każdy przyzna mi rację, że Uwe Boll i gry to zabójcza mieszanka.
Szczególnie dla widza. Nasz kochany reżyser jest odpowiedzialny za takie
"przeboje" jak BloodRayne, Alone in the Dark, Postal, Far Cry, In the Name of
the King: A Dungeon Siege Tale, czy w końcu obecnie recenzowany Dom śmierci,
który był pierwszą ofiarą przygody Bolla z elektroniczną rozrywką i jak
nietrudno się domyśleć nic dobrego z tego nie wyszło.
Jak wiadomo film powstał na podstawie kultowego już celowniczka od Segi o tym
samym tytule i miał być jego prequelem. Jednak elementem, który najbardziej
łączy film z grą nie są wcale postacie, miejsca czy wydarzenia znane z ekranów
automatów tylko fragmenty gry wplecione w film. Miły ukłon w stronę fanów, ale
po pewnym czasie zaczyna denerwować ponieważ nie zawsze ma wiele wspólnego z tym
co dzieje się na ekranie.
Ja tu gadu gadu, a jeszcze nic nie wspomniałem o fabule. Na wyspie Isle del
morte(który to już raz spotykam się z wyspą śmierci?) zostaje zorganizowana
studencka impreza, którą atakują bezmózgie zombiaki. Oczywiście garstka osób
przeżyła i stara się wydostać, w międzyczasie wybije połowę fauny i dowie się
skąd wzięły się tutaj zombie(bardzo naciągane!). Jak widać historia jest
oklepana aż do bólu, zresztą jak same postacie. Beztroscy studenci,
rozhisteryzowane panienki, bezwzględny i pewny siebie kapitan, zabobonny
marynarz z hakiem zamiast ręki. Mógłbym wyliczać jeszcze, ale nie ma to sensu.
Prócz oklepanych zagrań można odszukać pewne nawiązania do znanych filmów.
Tytuły o zombie nasuwają się same, prócz tego jest również fragment żywcem
wyjęta z Blair Witch Project i... Drużyny Pierścienia, są również dwie sceny
zainspirowane Matrixem. |
Jak czytamy, film reprezentuje gatunki horror i akcja. Sceny, które próbują nas
przestraszyć można policzyć na palcach jednej ręki, natomiast tych po których
podskoczymy na fotelu z szybciej bijącym sercem po prostu nie ma. I to ma być
horror? Bardziej pasującą kategorią do której można przypisać film, byłaby tutaj
komedia i akcja. Niektóre sceny zostały tak wykonane, że naprawdę mogą przywołać
uśmiech na twarzy, chociaż przeważnie będzie to uśmiech politowania. Akcji za to
jest tu naprawdę sporo. Chociaż kilkuminutowa sekwencja z odbijaniem domu może
naprawdę znudzić. Zastanawia również jakim cudem zwykli studenci tak dobrze
posługują się bronią palną.
House of the Dead polecam każdemu kto chce sprawdzić jak NIE należy robić filmów
na podstawie gier. Sam miałem go dość po jakiś 20 minutach i tylko siłą zmusiłem
się do obejrzenia całości. W ramach podsumowania przytoczę hasło reklamowe:
"Tylko najsilniejsi przetrwają tę noc", mi się udało, ale nie zdziwię się jeśli
większość nawet nie dotrwa do połowy.
Ocena - 2/10
Data premiery - 15.02.2003
Produkcja - Kanada , Niemcy , USA
Reżyseria - Uwe Boll
Gatunek - Horro(?), Akcja
Obsada - Nie warto wspominać ;)
Najciekawsze fragmenty - hmmm... napisy końcowe?
|