Druga
część Diablo to gra legenda, produkt oczekiwany przez miliony graczy już od
chwili pojawienia się pierwszego dzieła Blizzardu. Niecierpliwi fani gier RPG
z euforią przekazywali sobie każdą, choćby najskromniejszą plotkę puszczoną w
necie.
Tak, Diablo II
już w chwili pojawienia się na półkach w 2000r. był grą naznaczoną piekielnym
piętnem oczekiwania - w końcu to sequel jednej z najlepszych gier ActionRPG
wszechczasów. Wszyscy oczekiwali od niego rzeczy niemożliwych. Czy udźwignął
ciężar korony pozostawionej przez protoplastę i sprostał oczekiwaniom? Jak
najbardziej, i to w sposób jakiego nie oczekiwali sami twórcy.
Strzeż się
Diablo!

Gracz
miał możliwość pokierowania jedną z pięciu postaci (amazonka, nekromanta,
barbarzyńca, czarodziejka, paladyn), której los nakazał zniszczyć
zmartwychwstałego pana piekieł, Diablo. Wchodząc na wyższe poziomy
doświadczenia, które zdobywało się za zabijanie piekielnych zastępów,
otrzymywało się możliwość modyfikacji swojego podopiecznego, poprzez
zwiększanie jego 4 podstawowych parametrów. (siła, zręczność, żywotność i
energia magiczna), a także nauczanie go specjalnych umiejętności, które u
każdej postaci były inne (np. Kula Ognia u czarodziejki czy Przywołanie Golema
u nekromanty). Dzięki temu gracze mieli możliwość wielokrotnego przechodzenia
gry innymi postaciami, które znacząco różniły się od siebie.
Elementami, które
znacząco zwiększyły żywotność gry były losowe generatory podziemi i
przedmiotów. Tak, więc przechodząc Diablo zawsze eksploatowało się trochę inne
pomieszczenia, a przewidzenie nagrody za pokonanie wroga było niemożliwe.
Do dalszych potyczek
motywowały śmiałków wyższe poziomy trudności, te z kolei były udostępniane po
ukończeniu gry na najłatwiejszym poziomie.
Którędy do wioski Battle.net?

Filozofia rozgrywki sprowadzała się do wykonywaniu zadań zleconych nam przez
ludzi, (które swoją drogą były mało urozmaicone, bo sprowadzały się tylko i
wyłącznie do sieczki*) i tłuczeniu potworów. W obu tych przypadkach pomagali
nam najemnicy, którzy również zdobywali doświadczenie, a gracze (po
zainstalowaniu dodatku) otrzymali możliwość ich uzbrajania. Kiedy złym
zrządzeniem losu nasz kompan został zabity, nic nie stało na przeszkodzie, aby
za opłatą wskrzesić Go w mieście wraz z całym ekwipunkiem i statystykami,
jakie posiadał w chwili śmierci. Co ciekawe, w zależności od aktu w którym się
znajdowaliśmy nasi podopieczni mogli używać tylko jednego rodzaju broni (np.
pikinierzy z II aktu władali tylko włóczniami i pikami, a łotrzyce z I aktu
zręcznie napinały cięciwy łuków).
|
Oprócz zbroi i mieczy, hełmów i tarcz gracze starali się zdobyć artefakty,
amulety i kamienie, które połączone z jakimś zwykłym przedmiotem nadawały mu
magiczne cechy. Warto również wspomnieć o Kostce Horadrimów, czyli prastarym
instrumencie pozwalającym przemieniać jedne przedmioty w drugie.
Istniały również rzeczy, dzięki
którym wzrastały umiejętności konkretnej klasy (np. Rękawice +1 Sztuk Cienia dla
Zabójczyni). Przedmiotów tych nie mógł nosić przedstawiciel żadnej innej klasy
niż ta, dla której były przeznaczone. Realizmu grze dodawał również efekt
niszczenia się broni i pancerzy, temu jednak po zapłaceniu mógł zaradzić kowal.
Bardzo
ważnym elementem był także battle.net, który pozwalał spróbować swoich sił w
grze z graczami z całego świata - zarówno ramię w ramię, jak i twarzą w twarz.
Do dziś zresztą multi Blizzardu jest wspominany jako lepsza imitacja MMORPG niż
niektóre jego rasowe przedstawicielki(!) - WoW sucks :P
(nie wiem czy jest sens porównywać WoW do Diablo - N1)

Pan Zniszczenia zniszczony
Podsumowując, grę Diablo II powinien znać każdy szanujący się gracz tym
bardziej, że po zainstalowaniu dodatku Lord of Destruction (rozszerzenie
wprowadziło 2 nowe postacie: zabójczynię i druida, a także braci Diablo, których
trzeba było zniszczyć- Mefisto i Baala oraz możliwość uzbrajania najemników no i
oczywiście nowe, questy i przedmioty, a także kolejny akt) znacznie zwiększał
się czas potrzebny do jej ukończenia. Aha - jeszcze tylko mała przestroga:
Diablo II pomimo swej liniowości niósł ze sobą ogromne ryzyko zarażenia się
syndromem „jeszcze jednego levelu, jeszcze jednego, questa”, który to sprawiał,
iż oderwanie się od monitora graniczyło niemalże z cudem.
* No, ale czy można oczekiwać
czegoś więcej od ActionRPGa?
PS. Do dzisiaj
tysiące graczy walczą na battle.necie, a sama gra wraz z dodatkiem kosztuje
około 60 zł, więc biegiem do sklepów!
|