PERFEKCYJNIE ZMROŻONE PIWO RZĄDZI


Dziś w nocy przyśnił mi sie Lenin i powiedział tak: "Donald, przestań pieprzyć na początkach artów o jakichś tam
epizodach z mojego zycia bo zrobię ci Kronsztad z tyłka". Obudziłem się, serducho zaczeło mi walić... przysnił mi się mój
idol!! I miał rację - zaczynanie tekstów Leninem to kolejna forma - klatka. Po czym wróciłem spokojnie do snu i obudziłem się
o wpół do pierwszej po południu. Powiedzcie mi, co można robić o godzinie 13:15 poza wstawaniem z łóżka? Macie jakiś
pomysł? Mozna jeśc obiad, ktoś powie. No, fakt, w niedzielę, z rodziną, rosołek, pot spod pach. Jakiś jeszcze? Nie. Pierwsza
piętnaście to ciulata pora. Podobnie taka godzina pierwsza czterdzieści pięć. I wszystkie kolejne, odliczając po minucie, do
jakiejś 16:30. Myślę sobie, że w tych godzinach mógłbym pracować. Budziłbym się o jakiejś siódmej, wiedząc że godzinę
snu przeznaczam na gimnastykę, palenie papierosów czy inne tam poranne rytuały, potem jadłbym śniadanie, potem robiłbym
to co lubię najbardziej, czyli opierdalał się przed kompem i czuł huynję, potem - powiedzmy 0 12.45 szedł do pracy. Trochę
wcześnie, ale chodzi o to że już kwadrans przed pierwszą czułbym zbliżającą się dodupną porę, więc wolałbym ją zapracować.
O szesnastej wiałoby już fajrantem, więc poświęciłbym się, zostając w robocie do kwadransa przed piątą. Czasem się trzeba
poświęcać. Potem dom, obiad, czucie huynji do jakiejś pół godziny po północy, czasem z przerwą na piwo, dwa czy wódkę.
Idealny dzień. Jak niespełna trzy lata temu się samozatrudniałem jako flecista na ulicy, to pracowałem gdzieś w takich
godzinach. Teraz mój kumpel, który siedział obok jako gitarzysta pracuje w Poznaniu, a ja się zastanawiam czy podtrzymywać
z nim znajomość.
Tak czy siak, dziś w okolicach siódmej rano spokojnie sobie spałem. Nie wiem czy taki luksus mieli wszyscy. Może
któryś z akademików jakiejś uczelni został dziś rano wyrwany ze snu przez buty gliniarzy, co wpadli pobuszować po sieciach,
dyskach i diwidikach. Objawiła się nowa potęga. Z przyrodzonym prawem do rządzenia duszami słuchaczy muzyki, oglądaczy
filmów, tłumaczy napisów i ludzi z nich korzystających. ZAIKS i im analogiczni. Bójcie się. Mojego ojca również mogły wyry-
wać ze snu gliny. O jeszcze wcześniejszej porze, a jak im się zachciewało, to nawet w nocy. Z buciorami, pałami i czym tam
chcieli. Gadali "Pan pójdzie z nami", nie dodawali nic więcej. Wiadomo było, że przyszło bijące serce partii z kręgosłupem
w postaci wyciągu z prawa, którego jasność i nieomylność gwarantowała partia.To jak było walczyć? Tylko rozłozyć ręce,
zapłakać może, i do podziemia. To było niesłychanie poważne. Ale, cholera, była w tym jakaś logika. Trzymali nas za mordę
i nie kryli się z tym zbytnio, a tłumaczyli to sobie "Bo mogło być inaczej, interes państwa" itp. Teraz jest niesłychanie śmiesz-
nie. Dla mnie, bo siedzę sobie w domku a zawartość mojego twardziela jest szerzej nieznana. Wpadają jak hiszpańska
inkwizycja, biorą dyski i lapy i nasuwają nieuchronne skojarzenia z komuną. Nie wiadomo o co chodzi, a jak zapytasz, padną
dwa słowa: "prawo autorskie". Co mądrzejszy glina pobajdurzy coś o jakichś tajemniczych i mrocznych przepisach. Bo
ZAIKSiacy je sobie zinterpretowali tak a nie inaczej, a ich sowicie opłaceni prawnicy zagwarantują jasność i nieomylność
wywodu. Cóż. Mam, wysoki sądzie, znajomych w całym kraju. Utrzymuję z nimi kontakty od wielu lat, niektórzy to moi przy-
jaciele. Niestety odległość, która nas dzieli, jest zbyt duża, byśmy mogli widywać się codziennie i wymieniać, jak to znajomi.
filmami i muzyką. Z pomocą przychodzi tu internet - mogę zamieścić swoje dane na serwerze, z którego następnie zostaną
ściągnięte. Czemu nie mogę sobie zapisać na płytce czegoś od znajomego z Wrocławia i dać do ściągnięcia znajomemu
z Poznania? A jeszcze lepiej, jak taki mój znajomy mieszkał dwa bloki ode mnie i od lat pożyczałem od niego płytki i je
przegrywałem, a teraz wyjechał do Poznania i posługujemy się internetem to co? Już nie jest moim kumplem i nie ma udo-
stępniania mu wytworów prawa autorskiego na zasadach dobrowolnego uzytku bo wyjechał za pracą? Tak panowie, odległość
istnieje, ale stanowi ona przeszkodę wyłącznie w waszych przeżartych żądzą pieniądza zdegradowanych móżdżkach.
Rzeczywistość się zmieniła, to trzeba zmienić prawo a nie zasłaniać się tymi przepisami. Co mnie kurwa obchodzi że
ustawodawca pisząc ustawę, nie wiedział jak to będzie za dwadzieścia lat? A zresztą, obchodzi. Bo to mi nawet pomaga.
Mogę sobie jego przepisy interpretować różnie. Tak, wysoki ZAIKSIE, głoszę herezje!! Prawo jest dla obywateli i można się
kłócić o to, co było wolą piszących je. Jeśli było nią zezwolenie na wymianę w ramach dozwolonego użytku, to macie pecha.
Wasza grupa trzymająca prawa autorskie zatrzymała się na poziomie przesyłania sobie liścików po nitce między balkonami,
a potem zaczęliście robić kasę i teraz uważacie, że rozwój techniki jest wynalazkiem szatana, internet to siedlisko piractwa,
a dobrym sposobem na walkę z waszymi wrogami jest szermowanie prawem i nasyłanie policji. Zastraszeni studenci z akade-
mików wykazują mniejszą ochotę do okradania was. To nic, że wszyscy są znajomymi znajomych. Wy macie tylko po paru
znajomych, jednego w kancy adwokackiej, drugiego w sądzie a trzeciego w rządzie. Wymieniacie się z nimi legalnie płytkami
i jeśli jeszcze umiecie mysleć, to tylko o tym, jak utrzymać te piękne czasy. Ale powiadam wam, panowie, to ostatnie dni
Pompei. Ostatnio strasznie się śmiałem z kumplem z Samoa Amerykańskiego, przed którym przedtem roztoczyłem wizję, jak
ZAIKS i inni tacy obracają się w ruinę, po tym jak wszyscy wypięli na nich dupy po paru takich akcjach. Zaczęli słać petycje
do sądów, wnosić powództwa wzajemne, parę spraw znalazło się w Strasburgu, gdzie ktoś bystry wydał opinię, że niektórzy
to jednak powinni oprzeć sprzedaż muzyki i filmów na nowych zasadach, odpowiadających trochę rzeczywistości. Po czym
75% waszego kierownictwa strzeliło sobie w łeb i dostali zbiorową nagrodę Darwina. 
Jednak nie jest tak źle, drodzy panowie. Zawsze można na przykład obniżyć ceny muzyki, odejść od nosników
informacji takich jak CD czy DVD, sprzedawać na serzszą skalę w internecie, poszukać porozumienia z sieciami p2p, które też
przeginają, tylko dokładnie w drugą stronę... zresztą, co ja wam będę mówił, nie lubię was. Gardzę wami. Ustawcie się
w kolejce do pocałowania mnie w tyłek.


Szczęśliwy nam dziś dzień nastał, moiściewy! Zaszczycił nas oto długo oczekiwaną wizytą przeor wrocławskich
Braci Kaznodziejów, wizytator Świętego Oficjum, defensor et candor fidei catholicae, jego przewielebność inquisitor a Sede
Apostholica na diecezję naszą. Niektórzy z tu obecnych, nie sądźcie że nie wiem, krzynkę symulują, chorzy sa na niemoc
inną od tej, którą w naszej wieży leczyć przywykliśmy. Tych zdrowiem i kondycją zajmie się teraz jego wielebność inkwizytor.
I uleczy ich niezawodnie! Albowiem zaordynował jego wielebność inkwizytor z ratusza kilku krzepkich medyków i sporo
róznych narzędzi medycznych. Przygotujcie się tedy duchowo, braciszkowie, bo lada chwila zaczną się kuracje. 
Niezły bajkopisarz z tego Sapkowskiego, pomyślał prezes. I ma to szczęście, że tworzy dalej, jego książki sprzedają
się nieźle, wliczając w to reedycje. Swoją drogą to ZAIKS mnie nie zaskoczył. Ci parweniusze będą walczyć o każdy psi grosz.
I skumają się przy tym z każdym, nawet z naszymi politykami. Pokażcie im dno, a pobiegną po łopaty... Ciekawe czy zainspi-
rował ich minister Ze...
Nagły dżwięk telefonu komórkowego wyrwał biznesmena ze słodkiego zamyślenia. Odebrał:
-Dzień dobry szefie
-Skoro dzwonisz o tej porze, to pewnie niedobry - Prezes dopiero co skończył śniadanie i umilał sobie czas lekturą. Nie zwykł
dostawać ważnych telefonów o tej porze
-Szefie, niech pan posłucha: Giertych wycofuje ze szkół niektóre lektury! Kłądzie lachę na Dostojewskim, Gombrowiczu,
Conradzie...
-Tak? - w prezesie zaczeło wzrastać zainteresowanie.
-Nie może być mowy o pomyłce, informacja pochodzi ze źródła w MEN. To nam źle wróży szefie.
-Żle wróży? Dlaczego - krzaczaste brwi podniosły się, wraz z ostatnim łykiem mocnej kawy w szefie Związku Księgarzy IV RP
wzbierała ochota na myślenie. I okazywanie władzy.
-Spadnie czytelnictwo tych autorów. Do tej pory w kraju sięgała po nie głównie młodzież gimnazjalna i licealna, a teraz, gdy nie
mają już do tego powodów, ich wydawanie stanie się nieopłacalne. Ponadto jeśli teraz przestaną czytać ambitne pozycje, 
w przyszłości staną się nieczu...
-Rudolf, ufam że ten telefon wyrwał cię z miłosnych igraszek z żoną - spokojnie powiedział prezes. Dało się słyszeć
chrząknięcie - a że od bardzo dawna nie było pomyslnych dla nas informacji, uznałeś za właściwe poinformować mnie o
kolejnym idiotycznym pomyśle ministra edukacji. Kiedy my ostatni raz wydaliśmy Dostojewskiego. Albo Conrada...
-Fakt, ostatnio najlepiej sprzedawał się Kapuściński, Lem i Twardowski, ale wszyscy zmarli już jakiś czas temu i boom na nich
minął...
-A Dostojewski lezy zimny już ponad sto lat - szefa zaczynało drażnić ciężkie kapowanie jego zastępcy. - I dlatego jest
gorszy tak? Posłuchaj co ci powiem. Skoro twoje informacje są prawdzie, podwyższamy wydawanie książek wszystkich
autorów, których Giertych skasował ze spisu.
-Podwyższamy? Jak to? 
-Nasz naród jest głupi, tu masz rację Rudolfie. Ale poza tym że jest głupi, jest też dziwny. Ma dziwaczne nawyki. Kto wie,
może to nawet coś więcej. Jakieś namiętności, żale, pewnie za pięknymi czasami powstań narodowych, kiedy to można było
z szabelkami na czołgi. W każdym razie, jak nam czegośzabronić, to wrzaśniemy jednym głosem, że hańba i zamach na
wolność. Czy coś w tym guście. W dodatku to biedne społeczeństwo nie przepuści okazji do zaprotestowania przeciwko
swojej głupiej władzy. Zaprawdę, oni są siebie warci, jedni i drudzy. Będą wychodzić na ulice i maszerować, zamiast naprawdę
coś zrobić. Jak w cywilizowanym kraju.
Nie zdziwiłbym się, gdyby nawet w owczym pędzie rzucili się na książki tych zapomnianych. Potem im przejdzie Nawet
szybko. A kilku tych, do których i tak by te ksiązki dotarły, zapozna się z nimi już teraz. Jak widzisz, ta sytuacja jest dla nas
korzystna.
-Spodziewałem się, że nie będzie pan planował wydawania Dobraczyńskiego czy Sienkiewicza, ale żeby aż tak...
-To dobrze że się spodziewałeś - rzekł dobrotliwie prezes - gdybyś był aż tak głupi, dawno byś tu nie pracował. A teraz wracaj
do żonki i daj mi spokój.
Szef wrócił do Sapkowskiego. Ostatecznie nie będzie się nudził przed pracą. Rozumiem czemu w tym kraju tak często myśli
się o dymisji. Po prostu, jeśli wiesz, że niektórzy są tak nieobliczalni że porwą się na nawet najbardziej bezsensowne akcje,
nabierasz słusznego przekonania, że nie jesteś w stanie logicznie przewidzieć najlepszego rozwiązania dla swojego biznesu
- myślał. Dobrze, że w perspektywie miał miesięczny urlop w Szwajcarii.


Krzysztof Kononowicz odwiedził ostatnio Kielce, gdzie przedstawił młodziezy swoje postulaty i zapowiedział walkę
o Polskę od morza do morza. Popieram. Może nie w całym radykalizimie, ale Lwów powinien być nasz. Polska od morza do
morza wystarczy mi na półwyspie Helskim. A Kononowicz to geniusz, z którego światłych wizji nasza partia (okej, partia i
przystawki, ale ich nie widać ostatnio) korzysta, tylko nie daje tego po sobie poznać. Przykład? Proszę bardzo, Kononowicz
chciał, i dalej chce, sądząc po tym co mówił w Kielcach, zlikwidować papierosy. W kręgach sejmowych dyskutują ostatnio
o zakazie palenia za kółkiem i w paru innych miejscach. Jak się zapędzą, to się nie ostaną nawet puby. I niczego nie będzie.
Kononowicz to geniusz, i to przewidział. Poza tym, gdyby choć raz słyszał muzykę na przykład Behemotha albo KATa, pew-
nikiem dodałby do swojego programu zlikwidowanie całkowicie satanizmu. Posłowie z koalicji rządzącej dostrzegli jego geniusz
w przewidywaniu już wcześniej i teraz mają nową metodę na pomysły - zastanawiają się "co by zrobił Kononowicz"
i próbują wcielać to w czyn. Najlepszy polski polityk od czasu ostatnich wyborów prezydenckich mówił też że wszyscy mają 
nosić mundurki i powiedział że on ich przytemperuje - powiedział głośno o tym, jaką wizję wychowania młodzieży ludzie na
stołkach. Na koniec przytoczył jakiś cytat z Jana Pawła, a młodzież odśpiewała mu "Sto lat". 
Swoją drogą, to minister edukacji też dobrze zrobił, po co komu Dostojewski, jak ma mundurek i obietnice przytem-
perowania? Taki jak po coś sięgnie, to po Sienkiewicza i będzie dobrze. Tamte ksiązki stały się po prostu zbędne, a Giertych
wykonał tylko gest poirządkowy. Nie pasowały do nowych lepszych czasów.


Donald

16-06-2007 

PS. A jakby do mnie przyszli antypiraci, wryli się z butami i nakazem do mojego domu, wzięli mój dysk, grozili mi mi karami...
to bym starannie dobrał słowa do rozmowy. I miałbym nadzieję że oni też tak zrobili. Wasze zdrowie zmrożonym Pilsnerkiem.