DZIEŃ, NIEZWYKŁY DZIEŃ
Ciepły dzień, poddasze, duszno. Patrzę na nią trochę ukradkiem, a trochę ostentacyjnie. Ona zmęczona, leniwie opiera się o ławkę. Po nocy z nim? A właśnie tej nocy śniło mi się, że jem razem z nim ryż z jabłkami i rozmawiamy prawie bez skrępowania. Dobre były te jabłka, słodkie. A ona jest fajnym człowiekiem, lubię ją. Szkoda, że nie możemy się zaprzyjaźnić wszyscy, on mnie raczej za bardzo interesuje. Uśmiecham się do swoich abstrakcyjnych myśli. Chwilę przerywa zaniepokojony głos ćwiczeniowca – „pani Julia?”
Ktoś mi kiedyś powiedział, że złodzieje chwil są gorsi od typowych złodziei. Bo jak kradniesz komuś chwilę, to nie masz jej ani ty, ani ta druga osoba.
Myślę: ale można ukraść chwilę z pożytkiem dla tej osoby albo dla kogoś innego.
*
Stoję sobie z paczuszką ciepłego popcornu w ręce, wokół tłum ludzi. Koncert. Ciepła, majowa noc w dziewiętnastowiecznym lubelskim parku. Przede mną leży na ziemi zupełnie pijany, przypadkowo spotkany kolega M. Nad nim stoi mój drugi kolega, w podobnym stanie, ale on udaje pijaństwo niezupełne. Zaczynam się śmiać, ludzie się patrzą, a ja śmieję się jeszcze głośniej. Nie wiem czemu się śmieję. Bo to taki absurdalnie banalny epizod z życia, który oglądam wcinając popcorn? Leżący kolega nieporadnie sięga do kieszeni po komórkę, więc przestaję się śmiać. Klękam przy nim, zabieram mu telefon – nie dzwoń do niej – mówię z wysokości autorytetu osoby całkowicie trzeźwej. Nie dzwoń do niej. Dzisiaj się rozstaliście, jesteś pijany, jutro nie będziesz tego wszystkiego pamiętał, nie dzwoń do niej – powtarzam do siebie w myślach.
Są takie chwile, cholernie ważne chwile i rozmowy, których się nie pamięta. Nie pamiętać ważnych chwil swojego życia – ciekawy sposób na życie. Ironia… nie, to nie jest ciekawe. To jest trochę przerażające, a trochę bardziej głupie.
*
Czwarta nad ranem. Celebrowana przez zgromadzonych ludzi, tradycyjnie już wpisana w klimat. Siedzę na podłodze kolejną godzinę, za oknem coraz jaśniej, ja coraz spokojniejsza. Spać mi się nie chce, skupiam się na tej chwili, bo w tej chwili mogę być z ludźmi normalnie oddzielonymi od siebie czasem i przestrzenią. Czwarta nad ranem jest dla mnie znacząca w tym kontekście. To co jest teraz to chwila, kiedy mogę się śmiać, tańczyć, skakać, uśmiechać, kląć, rozmawiać i nawet płakać, doświadczając bliskich ludzi bezpośrednio. A na co dzień stara się mnie zniewolić czar czwartej nad ranem – kiedy piję czarną kawę (zamiast herbaty) i czytam listy, maile, smsy, PW, posty, gg…
To bycie razem chwilowe jest wyjątkowe, bo niecodzienne. I zawsze tak jest. A jeśli nawet nie jest, to zawsze by tak mogło być. Przekłuć zwykły dzień w coś niezwykłego. I robię to. Kiedy zamyślam się na ćwiczeniach, kiedy śmieję się głośno bez specjalnego powodu w tłumie ludzi. Jedyna trudność polega na tym, że w takich okolicznościach wyjątkowość nie jest oczywista. Kiedy jednego dnia uśmiecham się do ekranu, a już następnego patrząc bliskiej osobie w oczy - wtedy jest.
Dzisiaj też jest niezwykle. Słońce świeci, kot łypie na mnie groźnie znad pustej miski. Ktoś mi tam marudzi, ktoś przesyła uśmiechy, ktoś umawia się ze mną na wspólne chwile. A ta kawa coraz smaczniejsza…
asztaka
asztaka@gazeta.pl