Uchuch

 

"Ojejku" spowiło świat moich przeżyć wewnętrznych

 

(twarz zniekształcona, w odbiciu konfrontacja, akcja-akcja, zmienia się barwa, zmienia się kształt, nie poznaję swoich oczu, to nie ja! to potwór w szkle, trochę wygrawerowany, trochę inny, bardziej przerażający w innej perspektywie. to wciąż ja... zmieniła się moja percepcja, poszła trochę w lewo,  to nie jej wina, że nie umie odczytywać znaków),

 

kiedy coraz częściej rozprawiałem z samym sobą na temat krytyki metafizycznej pisaniny. Ostro zjechanej w licznych kręgach, gwoli uzupełnienia. Zjechanej, bo tak. Nie... Nie mam mocy, prawa, możliwości, moralności tak zacofanej, żeby rzec, że kierowali się motywem "bo tak", jeszcze wspomniane wyżej środowiska się obrażą. Bo to była gówna warta pisanina po prostu. Definicja gówna - coś, czego nie rozumiem. Jak nie rozumiem, to jest już chłam, bo przecież jestem zajebistym znawcą co wartościowe, a co chujowee.

Na ten przykład zaraz zaprezentują coś ekspresyjnego, prosto z mojej głowy.

 

Hihi.

Hyhyhy.

Hahahahaha.

Hehe.

Ach...

Kobita była, piękność życia mojego

odeszła, dlaczego sam nie wiem...

Przepełniony sprzecznościami dzisiaj jestem

Ach...

Hehe.

Hahahahaha.

Hyhyhy.

Hihi.

 

Oczywiście, że to bezwartościowe. Nijako przedstawione wydarzenie fikcyjne, zamiast pełnej, obfitującej w szczegóły relacji, to jest wręcz profanacja względem formy. Te zbitki liter nie powinny istnieć, kto wie, czy same wyrazy się nie obraziły, że zostały włączone w taki projekt. Uprzejmie chciałbym też za ten twór przeprosić. Więc: przepraszam. Skaziłem ziemię AMagową.

 

Jeszcze jedno. W życiu i krytyce przydatna jest empatia. Ale to zdaje się przewyższa możliwości co poniektórych osobników.

 

Ajć

 

PS. - Przesadyzm celowy.

 

Dedykowane Kotowi z Chesire i Tuxedo, abyście pomrzeć AMagowi nie dali:)