RZEKA

 

            Wychyliłem się z nudów przez barierkę na moście i wiecie, co ujrzałem? Nie, nie opalające się na brzegu, naturystki, ale rzekę. Tak, rzekę. Płynęła sobie powoli, majestatycznie. Swoim torem. Nie narzuconym jej odgórnie, ale własną drogą wyboru kierowaną jedynie przez jej wewnętrzne zachcianki.

Płynęła niosąc ze sobą życie, orzeźwienie i świeżość. Dawała życie nawadniając okolicę, orzeźwiała w lecie podczas kąpieli i odświeżała nawilżając nadrzeczne powietrze.

O tak, rzeka była wspaniała, wszyscy ją kochali i radowali się jej bliskością. Dzieci na jej widok wyrywały się matkom i biegły przyglądać się jej z mostu, z bliska. Starsi wręcz przeciwnie – zwalniali kroku, i drepcząc obok chłonęli spokój i odprężenie. Nawet Ci zapracowani, zalatani, jak gdyby kierowani jakąś nieodpartą siłą zwalniali wbrew sobie, choćby na chwilę.

 

Ale cóż to? Wychyliłem się bardziej, aby przyjrzeć się temu, co płynęło po jej tafli, wzbudzając malutkie fale. Nie, to nie był uschły liść, ani nawet kawałek rośliny wodnej, takiej lilii na przykład. To była błyszcząca i lśniąca paczka po chipsach przeszkadzająca jakiemuś współczesnemu neandertalczykowi. Płynęła tam zatruwając sobą wszystko: harmonijne połączenie życia z naturą, wygląd rzeki i w końcu organizmy podwodnych żyjątek. Ale to nie koniec, bo tuż za pustą paczką pojawił się plastikowy woreczek odbijający promienie słońca, którego zamaszystym ruchem ręki pozbyło się dziecko szamające pączka. On jednak również nie zamykał peletonu, albowiem u jego boku zaznaczały swą obecność szeleszczeniem reklamówki sklepowe wyrzucone zapewne przez jakąś zabieganą dewotkę. Marzy mi się żeby kiedyś z czeluści dennych wychynęła jakaś nimfa i chwyciła takiego „śmieciarza” za kudły i zaczęła szarpać, co sił, albo taki Posejdon, który opuściwszy morze i wybrawszy się na wakacje nad rzekę wraził w dupę komuś kawałek trójzębu, to może by się oduczyli.

           

Spokojną i nie przeszkadzającą nikomu dotąd rzekę zatruwają także inne rzeczy. O tam patrzcie, widzicie zieloną smużkę radioaktywnych ścieków? No tam, obok tej plastikowej butelki. Dalej nie możecie jej dojrzeć? A tamtą żółtą oleistą plamę? No tę, która zatruła już kilka rybek, co płyną śnięte tuż za nią. Oooo, teraz widać wyraźnie. Straszne, nie? Aż żal patrzeć.

Hahaha, a spójrzcie tylko, co się stało tamtej dziewczynie, która weszła do wody żeby się wykąpać. Cała w bąblach jest! Heh, było włazić do tego kwasu? Tak, kwasu, bo to już nie woda, ale palące ścieki. Cóż, dziewczynka będzie miała nauczkę i może się nauczy, że rzeki zaśmiecać i truć nie wolno, bo rzeka kiedy się wkurzy potrafi oddać, taka jej wodna mać!

            Ale co to do cholery? Co ja tam w dole widzę? O w dupę, to... wózek dziecięcy. No przecież mówię, że WÓZEK! Nie wiem, co on tam robi, ale jestem pewien, że go tam być nie powinno. Leży sobie wśród kamieni na dnie, a małe raki już go obłażą kombinując, co można z niego wynieść na melinę. Koło wózka, co leży? Niech spojrzę... na mój gust to jest but. Nie, nie interesuje mnie, z której nogi, ważne, że leży i śmieci i niszczy i truje i zanieczyszcza i szpeci i brudzi i...

 

            A ja mówię: nie! Tak być nie powinno! Nie mam pojęcia, kto niszczy rzekę, kto za to odpowiada, kto jest odpowiedzialny i kto nie dopilnował swoich obowiązków. Ja twierdzę, że to nasza wina. Nas – ludzi. To MY za to odpowiadamy, MY jesteśmy za nią odpowiedzialni i to MY nie dopilnowaliśmy swoich obowiązków. Pytanie tylko:, dlaczego? Przecież wystarczyłoby, żeby każdy powstrzymał się przed wrzuceniem jednego (1) papierka, śmiecia czy odpadka, a rzeka lśniłaby czystością i zapraszała wyglądem. A tak, co jest? Śmierdząca breja, w której śmieć płynie na śmieciu i śmieciem tonę śmieci pogania, ryby zdychają natychmiast po urodzeniu, a kaczki już dawno przestały tam pływać, bo im pióra rozpuszcza.

Powtarzam - tak nie powinno być! W Biblii stoi, że Bóg stworzył rzeki i wody, dał je ludziom we władanie, ale po to by się nimi opiekowali i czerpali korzyści...

 

A tak pozostaje nam pływać we własnych odchodach i jeść ryby, które świecą w ciemności...

   

 

 

Nie mający nic wspólnego z Green Peace:

 

PHANTASMAGOR