BO DO TANGA TRZEBA TROJGA

 


Ta skombowana polemika powstała w wyniku wyrzutów, które zaczęły nadgryzać mój spokój ducha, kiedy to na forum nikczemnie walnąłem niską ocenę 90.numeru AM po przeczytaniu 1/4 jego zawartości. Kac moralny nakazał mi przelecieć - za przeproszeniem - wspomniany numer od 1-go do 7 242 610-go bajta, a poniższy produkt jest sklejką trzech skróconych do maksimum polemik. Cytatów jest mało, gdyż uznałem za zbędne dissowanie zdanie po zdaniu. Wyeksponowanie tych autorów (i ich tekstów) samo w sobie miało być symbolem niezgody. Tekst jest mocno zazębiony z poszczególnymi tekstami z 90. wydania AM. Retrospekcja więc wskazana. Zapraszam i smacznego!

Atakują nas ostatnio mali Rycerze Wielkich Prawd. Nastoletnie, dotknięte Bożym Palcem, oświecone gejzery intelektu, które buchają Prawdami Ostatecznymi. Wirtuozi pryszczatej filozofii. 'Duże dzieci', przez rocznik na swojej legitymacji szkolnej wyjęte z uczestnictwa w tym programie, skierowane zatem w to miejsce, by tu dzielić się z nami Tym-Czego-Nie-Wiemy. Oto ich katalog.

Jeden z członków (słowo klucz w tym przypadku) tej kasty maskuje się pod ksywką Phantasmagor. Prawdziwy Książe Mądrości. Gość jest tak diablo inteligentny, że ma kłopoty z prostą autoprezentacją - 'ja całkiem normalny jestem!', zapewnia nas w 'Rannym do Wrocławia', żeby w 'P(o)lemnice' zagmatwać to tym oto porównaniem: 'mija się z prawdą jak orzeczenie, że ja jestem normalny', serwując tym sposobem dylemat wszystkim, którzy kiedyś będą chcieli pisać o nim szkolne wypracowania. 'Mnie wena nie opuszcza – zawsze gdzieś tam jest', zwykł pisać o sobie Pan P ('O natchnieniu słów kilka'). Gdzie zatem ona tkwi? Gdybyście kiedyś starali się dotrzeć do korzeni jego Geniuszu, jego najbardziej autocharakterystyczny tekst pt. 'Myśleć chujem' bardzo wam to ułatwi. Zresztą sam tytuł tego literackiego autoportretu strzela w oczy genezą jego Mądrości. Bez wyrzutów zatem mogę stwierdzić, iż omawiany tu Master jest iście chujowym tekściarzem, co a) udowodnił także ogniście mądrym esejem na temat ściągania w szkole ('O ściąganiu słów kilka'), b) nieświadomie sam siebie tak określił.


Drugi eksponat. Tomek Rabczewski, obrońca wszystkich o słabej kondycji ('Drużyna marzeń'). Tomek postanowił stwierdzić dawno zapowiedziany fakt dotyczący śp. JP2. Umarł, spoczywa w spokoju, choć dalej jest żywą maskotką przynoszącą dochód kolorowym pismom. Tomek smuci się, iż w dniu rocznicy jego odejścia 'Polsat nadawał jak zwykle swój zwykły program, licząc na to, że znajdą się osoby wolące niekończące się seriale od uczczenia wielkiego Polaka' ('Trzy dni'). Cóż, przykre, ale pan Solorz nie mylił się. Sporo ludzi nie kojarzyło tej daty z czymkolwiek, co samodzielnie zbadałem. Ale Tomek delikatnie, z czułością mamy starał się przetrzeć nam ślepe oczka. 'Tego dnia spadł mi ze ściany kalendarz poświęcony Janowi Pawłowi II. Nie wiem czy to był przypadek'. Absolutnie nie! To Znak!, to Cud!, jaki należy nagłośnić z refleksyjnym podkładem Radia M, wysokobudżetowym filmem i rozmową u Ewki Drzyzgi. Cudów ciąg dalszy: 'zapaliłem świeczkę. Paliła się długim i jasnym płomieniem. Gdy trochę później (około 22) próbowałem ją zgasić, nie dała się. Próbowałem dmuchać, pomagałem sobie wodą, ale świeczka wcale nie chciała zgasnąć'. Ekipa czterech wozów strażackich również rozłożyłaby bezradnie ręce, nie? Mistrz Tomek nauczył mnie pewnej gargantuicznej mądrości. Że ślepe gloryfikowanie śp. Karola Wojtyły ma przed sobą jeszcze długą drogę. Jeśli zaś o samego JP2 chodzi, nie ma mowy o przypadku, alternatywnej teorii i - boże, chroń królową - wątpliwości. I że tym sposobem - nadawaniem wszystkim tego typu przypadkom mistycznego znaczenia - nikt, komu nie zależało na nim, nie zmieni zdania, a reszta nie zrozumie jego głównego, prostego przesłania - kochać bliźniego. A poza tym, dajcie temu człowiekowi godnie odejść!

Kolejny i ostatni Master of Masters jest trzeźwo patrzącym na kręcący się świat singlem. To on, on-racjonalista. Bacznie śledząc tok jego tekstu ('Chodzenie'), wykminiłem, że jego obecny status to licealista, rzecz jasna - kawaler. Taki młody, a taki mądry, jak powiedziałaby babcia. Nasz racjonalista jawi nam ścieżkę do bramy oświecenia tematu miłosnego i to w okresie najbardziej toksycznym - w okresie dojrzewania! Mądrość pierwsza brzmi: 'taki dzieciak (14l.) nie jest w stanie naprawdę się zakochać', powiedziała wyrocznia. Mądrość druga: 'gimnazjum. A tu dopiero jest ciekawie. Dziewczyny uganiają się za chłopakami i na odwrót. Chodzą, zrywają, znowu chodzą. I po co im to?'. on-racjonalista zapewne celowo, na pewno celowo, ominął aspekt burzy hormonów. Nasz mędrzec musi się źle czuć, skoro może tylko o tym pisać, a nie przeżywać w formie bardziej interaktywnej. Ciąg dalszy: 'Po co Wam to całe udawanie wielkich miłości?'. Wszyscy udają, nikt nie spotyka się z drugim człowiekiem, bo go lubi i czuje się dobrze w jego towarzystwie, a jakże! To przecież oczywiste! Ale ja tam nazwałbym to niedojrzałą, ale jednak, miłością, udawaną już nie bardzo. 'nie miałem nigdy dziewczyny, i nie zamierzam mieć'. Zazdroszczę... 'Nie, nie jestem homoseksualistą, jak wielu osobom może się wydawać. Po prostu nie chcę. Nie potrzebuję. Wolę być sam. Jest mi z tym lepiej. Nie jesteś w stanie pojąć? To chociaż zaakceptuj'. Dno problemu naszego wodza! Czysty, nietknięty towar! W licealnym wieku! Powinni go zabalsamować! Ponadto ciekawe zapewnienia - nie miałem, nie chcę, nie potrzebuję. Rozrywkowy gość. Dalej: 'Jak można się w kimś szybko zakochać, a potem odkochać. Nie da się', ponownie przemówiła wyrocznia. 'W większości wszystkie te pary które spotykasz się nie kochają. A zatem chodzenie to tylko gra pozorów, oszukiwanie samego siebie. Ostro to zabrzmiało?' Raczej głupio. I to bardzo. Aż dudni. 'zapewniam Was, nic między mną, a tą dziewczyną, zresztą jakąkolwiek dziewczyną, nie było'. Bardzo się z tego powodu cieszymy, master-o. Wiedziesz bardzo ciekawe życie, oby tak dalej. Ciekawe, czy nasz tytan intelektu i bezdenna studnia mądrości w osobie on-relacjonisty powie to samo za kilka lat, kiedy poczuje chłód pod kołdrą. Ale co tam, już jesteśmy oświeceni! Nasz Yoda Romansu nosi w sobie zwykłą, standardową bitwę nieśmiałości z hormonami w rui i zamiast, że tak powiem, na dziewczynie, odreagowuje to sobie na klawiaturze. Cóż, jak nas prosi - zaakceptujmy to.

Tu zamkniemy naszą listę. Zaznaczam, że powyższe cytaty są jak najbardziej prawdziwe i podane na surowo. Poza tym nie chciałem nikogo urazić... no dobra, może to nie do końca prawda, aczkolwiek starałem się być uprzejmy (tarantinowski Bill też się starał...). Jeśli ktoś się czuje urażony [a powinien] niech strzeli polemikę lub e-bombę na moją pocztę. W ramach ciekawostki oznajmię, iż z podanej Ekpiy odpadły dwie osoby, które jednak od tego numeru będę starannie obserwował. Wiecie, zawsze to jakiś pomysł na tekst. A tak poważnie, po prostu, ludzie, przeczytajcie czasami to, co macie zamiar wysłać! Gregorius życzył sobie w 90-tym wstępniaku polemik (i czuję, że się ich spodziewał). Dla Ciebie wszystko, bracie!

Moje riposty są tak naprawdę głupie, dziurawe i głównie złośliwe. Poszukajcie luk i załatajcie je jakąś polemiką.
 


 

PS. Pozwolę sobie na małe pozdraśki. A więc wszystkiego naj do:
Donald (za rozbudowane maile, jakie od niego dostaję), Tux (za jajco) i Gumisia (za wszystko).
 

Michał Chmielewski
eric_wu@wp.pl

np. Zabili Mi Żółwia - Barykady