Czemu to robisz?
Bo inni tak robią.
Zbyt często słychać taką właśnie odpowiedź na to – nie aż tak proste – pytanie. Nie proste bo wymagające wniknięcia w czyjeś pobudki.
Czy wiecie co zbyt często kieruje naszym postępowaniem? Zasada, której nadano nawet nazwę, jest to: „zasada społecznego dowodu słuszności” .
Głosi ona, że o tym czy coś jest poprawne, czy nie, decydujemy poprzez odwołanie się do tego, co myślą na dany temat inni ludzie. W szczególności zasada ta obowiązuje przy określaniu, jakie postępowanie jest poprawne, a jakie nie. Uważamy jakieś zachowanie za poprawne w danej sytuacji o tyle, o ile widzimy innych, którzy tak właśnie się zachowują.
Na przykład, kierowalibyśmy się tą zasadą będąc na wystawnym obiedzie. Wokoło siedzą sami ludzie typu - nazwijmy ich „ą” i „ę”, których uwagę łatwo przykuć niewłaściwym zachowaniem przy stole. Do jedzenia podają kurczaka potem homara. Jak to jeść? Jakich użyć sztućców? Czy można palcami? Jeżeli nie wiemy, zachowamy się tak jak inni, a dokładniej tak jak większość.
Nie za bardzo lubimy być inni, nie chcemy się wyróżniać i odstawać od otoczenia.
Chcecie wiedzieć jak bardzo?
Da się to w pewien sposób zmierzyć. Pewien psycholog przeprowadził następujący eksperyment. Badanego człowieka prowadzi do grupy siedzących razem osób. Następnie pokazuje wszystkim plansze z nakreśloną pionową linią, oraz drugą planszę – z trzema pionowymi liniami wyraźnie różniącymi się od siebie. Teraz pyta poszczególne osoby, która z tych trzech linii jest identyczna z pojedynczą linią z pierwszej planszy. Odpowiedź jest łatwa. Z początku wszyscy odpowiadają tak samo. Ale za trzecią kolejką tego pytania sytuacja się zmienia. Cały czas chodzi o dopasowanie linii i odpowiedź wciąż jest oczywista. Badany nie wie jednak, że osobom, wśród których się znalazł, zapłacono za odegranie określonej roli: mają teraz typować tę samą błędną odpowiedź. Co się wtedy dzieje? Tylko 25 procent badanych dalej stanowczo obstaje przy poprawnej odpowiedzi. Pozostali przynajmniej raz lub więcej razy odpowiadają błędnie. Zgadzają się z resztą uczestników eksperymentu wbrew temu, co sami wyraźnie widzą.
Nie wiele pozostaje tu miejsca na spekulacje jak bym się zachował (- zapewne
AMagowcy nie dali by się nabrać ;o) –) niestety 75 procent zrobiło by wśród nas spustoszenie.
Nie ulega wątpliwości, że ludzie nie chcą się odróżniać, i to do tego stopnia, że zdolni są zaprzeczać faktom.
Chcąc zobaczyć jak można przy użyciu większości manipulować innymi sami moglibyśmy dokonać eksperymentu.
Autor książki
„Wywieranie wpływu na ludzi” proponuje: „Stań na ruchliwym chodniku, wybierz sobie puste miejsce na niebie lub wysokim budynku i wpatruj się w nie bez ruchu przez minutę. Niewiele się podczas tej minuty wydarzy – większość ludzi minie cię bez zwracania uwagi na punkt, w który patrzysz. Następnego dnia weź ze sobą czworo znajomych i wszyscy zróbcie to samo – zacznijcie patrzeć w wybrany pusty punkt na niebie. W ciągu 60 sekund zbierze się wokół was spory tłumek ludzi z zaciekawieniem zadzierających głowy. Nawet ci przechodnie, którzy przy was nie przystaną, zwykle spojrzą w górę, w ów tajemniczy pusty punkt”. Bardzo prawdopodobne, że wyniki tego eksperymentu będą podobne do tego co uzyskali trzej psychologowie społeczni w Nowym Jorku – spowodujecie, że 80 procent wszystkich przechodniów podniesie wzrok na wasz pusty punkt na niebie.
Nie musiałoby być w tym nic złego gdyby nie fakt, że inni wykorzystują to na naszą niekorzyść.
Przypomniało mi się to po przeczytaniu „Wspomnienia z dzieciństwa” (Vigmyn) z AM (hmm.. kiedyś ta numeracja była prostsza): 06/2007 (90) (Maj 2007).
Zbyt często ludzie robią to, co głupiego robi większość. Warto się jednak kontrolować. To naśladownictwo potrafi być naprawdę destrukcyjne.
Kiedy następnym razem 75 procent wyciągnie swe łapki by cię objąć, zastanów się czy tego chcesz.