Twór kontekstualny.



    Jak nie zachwyca, skoro zachwyca? Amen po raz pierwszy.

    A było to taaaak... początek nazbyt pretensjonalny, abym użył go do zaczynowywania historii, którą przedstawić zapragnowywałem, usilnie trując czytelniakom dupy tym wstępem. Generalnie, lub zasadniczo, choć nie wiem, cóż ta różnica semantyczna w odbiorze mojego dzieła zmienić by mogła, historia tyczy się Zuzy. Atoli Mowgli... yyy... atoli Zuza była, a nawet jest nadal (ciągle żyje, hurra), Zuzą nie byle jaką, jak wszyscy z jej pokolenia zresztą i bezreszty. Zuza, jak na swoje imię przystało, jest oryginalna; tego też, przeca, wymaga status bycia studentką Uczelni.
    Zuza, proszę przedstaw się zgromadzonym (dziewoja wyciąga lalko-hiper-ultrafon i melodeklamuje):
-  ”Jestem Zuza
  Na zboczu górki.
  Lalka nieduża,
  Krem jest do rurki.
  Sia la la la, sia la la la!

  Matka mnie nie chciała,
  Z domu wyrzuciła.
  Trochę się szwędałam.
  Trochę się kur...”


    Tyle razy mówiłem ci, żeby nie używać takich struktur leksykalno-gramatycznych! Ale nic to, albowiem, proszę państwa, Zuza jest lekko pizgnięta, taki już jej styl. Mam nadzieję, iż masowe zgorszenie miejsca nie miało. W związku z tym, że, jak widać, mieliśmy poważne powody, żeby naszą poczciwą dziewoję ubezwłasnowolnić, nie udzielimy jej dziś więcej głosu, a ściślej, mowy. Damy jej za to, jeśli czas pozwoli, trochę śpiewu, też na modlitwę możemy dać przyzwolenie. i pamiętaj, masz się pilnować następnym razem!
         A teraz, dziwy - przechodzimy do sedna spotkania, czytania, czegokolwiek, czyli do historii niejako, srako właściwej. Oddaję głos mnie i grzecznie słucham, co ja ma do powiedzenia. Amen po raz drugi.

    Pewnego dnia, anno domini 2007, Zuza, tak ni z guza ni z arbuza, wyjszła sobie z domu swego.
-  "Ale figle, ale figle. Dała mi mama 10zł na mleko."
To było po prostu to, o czym Zuza marzyła przez wieki wieków. Nie zawód nauczycielki, nie sekretarki. Nawet nie gwiazdy porno, tylko całe życie po mleko dla mamusi. To było częścią jej misternego planu, dzięki któremu miała uczynić świat lepszym, a jak sama powiada:
–  "Trzeba zacząć od rzeczy małych, tyci tyci, c'nie."
To cała Zuza. Do-rany-kurwa-przyłóż.
    Do sklepu przybywając, ustawiła się w kolejce. To jej słowa. Kiedy już przyszła jej kolej/tura (Ćwiczenia lekykalno-gramatyczne – zakreśl odpowiedź, która bardziej odpowiadała będzie podanemu kontekstowi. Za prawidłową odpowiedź otrzymasz 0,5pkt.) nasza dzielna bohaterka podeszła do lady i swoim uśmiechem raczyła uraczyć panią tzw. sklepową, rozdziabiając swoje usta na kształt poczwary, z mieniącym się srebrnym kolorem, aparatem na zęby w tle. Sprzedawczyni, nim Zuza opowiedziałaby jej cały swój życiorys, szybko wyciągnęła mleko spod lady, krzycząc:
-  "Czypiendziesiąt!!"
zakrywając przy tym swoje oczy, w obawie, iż okrutne stworzenie mieszkające na tychże zębach wyjdzie i każe jej robić pompki za to, że ta jako nastolatka nazbyt namiętnie obijaniem się była pochłonięta. Aparat Zuzy był więc dla sprzedawczyni źródłem psychozy. I to nie byle jakiej psychozy. Myślicie, że wam on niej opowiem? Amen znowu.
       Zuza czym prędzej udała się na spacer. Wędrowała a wędrowała. Niczym stado wielkich słoni udających się na gody. Jak fajna amerykańśka młodzież przyjeżdżająca do Polski na narkotyczne wakacje. Zuza wie dlaczego:
-  "Bo u nas taniej i DXM legalnie dostępne."
Chodziła i chodziła. Zawsze ciekawiło mnie, co myśli czytelniak, widząc takie coś. No, że "chodziła i chodziła". No i co ja mam teraz napisać? Oczekujecie, że ta historia to nie-wiem-jak-rozwinięta będzie? Tak jak już mówiłem, spacerowała i spacerowała. Tylko ona i chodnik. Ona – demon prędkości. On - tor wyścigowy.
    Matka w domu, przybytku swoim, podśpiewywała:
-  "Posłałam córkę na melinę.
  Miała wrócić za godzinę.
  Miała wrócić z tanim... mlekiem."
Zuza również nie pozostawała bierna, i chodź w innej części miasta, podśpiewywała, azaliż a zawżdy, również, sobie coś, chcąc telepatycznie uspokoić matulę, której niepokój wyczuwała równie telepatycznie, co telepatycznie śpiewała:
-  "Wybacz, moje złoto,
  Ale wieczór taki piękny, że szłam sobie piechotą".
Matka miała ponoć rozumieć, dlaczego to jej (Poliż in Use – poprawna odpowiedź - 1pkt.):
a)   córka
b)   dziewka
c)   potomkini
d)   zstępna
nie przybywa z mlekiem, którego dostarczenie do domu było, “niczym ponowne przyjście Jezusa, przydługie i raczej niepewne” (cytat z CDA 04.2000). Amen któryś tam już raz.

    Mała przerwa na modlitwę. Zuza wychodź na środek!

            aside: dziewojo, dziewojo! Wychodź na środek!


(a więc dziewoja wyciąga przenośny mikrofon, doczepia go sobie do tjjaa-szerta, wchodzi na podium, na drugie miejsce i co robi, już wiecie):
-  "Ojcze nasz,
  Któryś o nas zapomniał -
  Święć się imię Twoję,
  Przyjdź królestwo Twoje... najwyższy czas,
  Bądź wola Twoja,
  Jako w Niebie tak i na Ziemi,
  Chleba powszedniego daj nam dzisiaj, a najpóźniej jutro.
  Odpuść nam nasze winy, jako i mi odpuszczamy naszym winowajcom... powiedzmy.
  Nie wódź nas na pokuszenie i zbaw nas ode złego.
  Wysłuchaj nas i przestań utrudniać życie."


            da protagonist exeunts

    Po wyczęrującej przygodzie, wszak jej motto brzmi:
–  "Wakacje z przygodą!",
posadziła swoją skisłą dupę na jednym z przystanków, gdzie siedziało kilku innych ludzi, a czy homo czy bi, to już nie moja sprawa. Jak to się ładnie mówi, Zuza często would crave for mo' interpersonal contacts wit othas. Naprawianie świata wymagało tego, żeby była wśród ludzi; żeby znała ich problemy.
    Raźno szczerzyła do nich swoją szczękę.
–  "Och, ach. Koleżanko! Jakież ładne mleko posiadasz!
–  To mleko dla mojej matuli, mości panie. Śpieszę do mej rodzicielki. A pan wie czym się zajmuję?"
Jego kolega zaczął z nią rozmowę:
–  "Opowiadaj!
–  Booo jaaaa, toooo naaaapraaaawiaaam... świaaaat."
Amen, do kurwy nędzy.

    I trzeba przyznać jej rację; ona, akurat, wiedziała, jak to robić. Ludzie, których spotkała byli śmiertelnie chorzy; tak twierdzili. Leczyła po kolei każdego z nich. Mimo tego, iż takie poświęcenie odbijało się poważnie na jej zdrowiu zarówno psychicznym jak i fizycznym, Zuza z zapałem gorliwego katolika, poddała się temu dobru, i niczym bohater "Zielonej Mili" wchłaniała do siebie te ich choroby, które, ze względu na swoją złą naturę, długo nie chciały z nich wyjść. Ale co to dla niej? To była jej metoda. Przyjąć ich cierpienie, którego oni tak chętnie się pozbywali. To miało uratować świat. Ostatni taki wypad na miasto. Ostatni potrzebny do tego, żeby uratować cywilizaję, chylącą się ku upadkowi.

    Na dzień drugi, obudziła się już w swoim mieszkaniu. Ciekawością pognana, postanowiła włączyć telewizor, żeby sprawdzić czym prędzej czy jej poświęcenie miało jakikolwiek sens.
Poliż in Use cd. - wybierz zdanie, które pasuje do tejże sytuacji:
a)  Jej misja powiodła się, a Zuza i tak zaszła w ciążę.
b)  Jej misja nie udała się. Z Wiadomości, Faktów, Wydarzeń, Panoramy itp. nadal napływały informacje o tym, że ludzie się nienawidzą, zabijają itd., a Zuza i tak zaszła w ciążę.
c)  Jej postępowanie niespodziewanie zaogniło konflikt między Izraelem a Iranem. Obydwa państwa wymazały się nawzajem z mapy Świata, a Zuza i tak zaszła w ciążę. Polska stała się supermocarstwem A kto wie co dalej?
Amen po raz... nie chce mi się liczyć.


I jakby wstyd miał ją przeżyć? Bierz mój miecz i walcz. Nie ma w tym krzty ironii. Krzty, krzty, krzty... kłaczek.


Ja?