Tam, gdzie kończy się niebo
Markowi
Znowu słońce świeci wysoko na niebie, słupek rtęci przekroczył trzydziestą kreskę. Dziesiąty chyba już z kolei dzień będę wolał spędzić w domu. Nie, nie przeszkadza mi ten niemiłosierny upał. Przynajmniej nie tak jak to, że w tym upale łatwo o konflikt. Konflikt interesów z innymi ludźmi. Oni marzą tylko o tym, żeby ze mnie szydzić. Ja - tylko o tym, żeby się z kimś zaprzyjaźnić. Tam, gdzie kończy się niebo;(
Lubię kiedy pada deszcz. Wtedy jest mniej ludzi na ulicach, czyli mniejsze prawdopodobieństwo, że spotkam kogoś znajomego. Znajomego, z którego życzliwość będzie się lała strumieniami. Ale ja nie jestem na tyle głupi, żeby nie wiedzieć, co to sarkazm. Wiem, że nie jestem zbyt rozgarnięty, że wyglądam nieszczególnie. Czy to jest powód, żeby się ze mnie śmiać? Widocznie tak. Nie lubię tylko, kiedy pada zbyt mocno.
Kocham deszcz, bo tylko on na mnie leci:) Powtarzam sobie czasem to zdanie. Wcale nie dlatego, żebym miał jakieś kompleksy (nikt mnie nie lubi, nikt mnie nie potrzebuje), ale dlatego, że podoba mi się taka gra słów. Każdy chyba odczuwał kiedyś taką samotność. Nawet ci, którzy mnie tolerują. Czy myślałem kiedyś o nich, że mnie naprawdę lubią? A może to jest coś więcej... Czy może być...
Straty moralne niejako wyrównywała moja zamożność. Właściwie była to zamożność moich rodziców, ale prawem naturalnym przelewała się na jedynego syna. Na mnie. Teraz myśle, że pieniądze stały się pośrednią przyczyną moich problemów. Ludzie pomyśleli, że jeśli mam pieniądze, mogę od czasu do czasu coś dla nich zrobić. Dałem się złapać w pułapkę. Mam przyjaciół (lepiej mieć takich niż żadnych?). Ciekawe, co się z nimi stanie, kiedy mi zabraknie...
Jeśli ludzie mnie w ogóle zapamiętają, to jako nieudacznika, któremu wszystko szło gładko tylko dlatego, że był zbyt wielkim altruistą, bo było go na to stać. Tak, było mnie na wiele stać - przyznaję. Tak, udawałem kogoś, kim nie jestem. Żeby takim zostać w czyjejś pamięci. A czy oni zostaną? Nie wiem. Wiem jedno - też chciałbym być przeciętny. I tak, jak inni po prostu się skończyć. Kocham śmierć, bo tylko ona na mnie czeka;/
* * *
Dlaczego dziecko zabiło motyla
Chłopczyk
złapał motyla, wyrwał mu skrzydła, a potem dmuchał w nieruchomy kadłub,
chcąc go zmusić do latania. Pomyślałem: Czym kieruje się dziecko, uśmiercając
motyla? Nieświadomym instynktem zadawania cierpienia? Budzącym się popędem
zabijania?
- Dlaczego zabiłeś motyla? - spytałem chłopczyka.
A on na to:
- Bo chciałem go potem przywrócić do życia.
Roman Brandstaetter, Przypadki mojego życia
(wiecmsb@wp.pl)