Śniadanie



Jestem małą kulką optymizmu. Podczas parzenia porannej kawy staram się, by gwizdek nie upadł na podłogę. Słusznie zakładam, że jest ona brudna i warta bliższego zainteresowania ze strony odkurzacza. Czasami gorący gwizdek parzy mnie w rękę, czasami parzy się tylko kawa.

Jestem kłębkiem skołtunionych myśli. Wychodzę do sklepu z ambitnymi planami zakupienia dużej ilości jedzenia, z naciskiem na rzeczy smaczne. Niestety, jest szósta rano. Po dotarciu do lady myślę już tylko o tym, jak najkrócej powiedzieć poproszędwiebułkiidwakabanosymożebyćjeszczekawatrzywjednym-tak,napewnotylkojedna-ipóltoralitrowawodaniegazowanadziękuję. Płacę, zasypiam, budzę się na klatce schodowej, gdy potrącam pana z mieszkania naprzeciwko. Ten tylko się uśmiecha, raz czy dwa przytrzymałem mu drzwi ależproszęproszę,niemazaco.

Jestem chorobą Alzheimera. Chwilę po przekręceniu zamka od wewnątrz uświadamiam sobie, że nie skręciłem do kiosku i nie mam świeżej gazety, bułki tylko.

Jestem spętany przyzwyczajeniami. Nie potrafię jeść nie czytając, czytając kruszę na łóżko. Przy stole suszę włosy, czasami opieram się o niego, kiedy uprawiam seks. Żart.

Jestem niskim ilorazem inteligencji. Kupuję w końcu gazetę, czytam kilka artykułów z pierwszych stron, takich dla wszystkich, żeby zrozumieli. Eseje na końcu pomijam. Ciągle sobie obiecuje, że je doczytam. Kupka gazet na dywanie rośnie, pączkuje. Prawie dosięgła już stolika pod telewizorem.

Jestem sobą. Bułka, dwa kabanosy, batonik – bo żeby coś z cukrem, sok pomarańczowy, gazetka. Pięć minut stania w kolejce, dziesięć na mycie głowy, niech wystygnie kawa jeśli dziś mamy środę. Może zjem coś w szkolnym bufecie, zwykle nie jem, wygórowane ceny, brak czegokolwiek z wartością odżywczą powyżej poziomu orzeszków.

Lubię to. Codzienny rytuał w wynajętym pokoju. Z dala od wszystkiego, co towarzyszyło mi przez ostatnie dwadzieścia lat. Przyszłość dopiero majaczy na horyzoncie. Chcę ją poznać, chcę doświadczać rzeczy przyjemnych, ale też po prostu żyć. Dlatego wcinam te swoje kabanosy, próbując przy okazji przejrzeć pokrętne plany losu, jakie powziął wobec mnie na najbliższy dzień. O kolejnych staram się nie myśleć, bo to już by było planowanie.



Tuxedo