Olaboga!



Mam tak samo jak ty
Suchy szpadel a przy nim
Wiadro z cementem

Mam, albo chwilę temu miałem piętnaście lat. Mam, albo chwilę temu miałem długie włosy. Mam też łupież. Nie mam samochodu, nie mam domu, nie mam miłości. Jestem pierdolonym, wojującym anty-kościołowcem, wkurwiam się na większość zajęć, w jakich przypada mi brać udział. Umieram powoli, żyję jeszcze wolniej.

Nikt mnie nie kocha. Nikt nie ma na tyle poczucia humoru, żeby na mnie spojrzeć i powiedzieć, że jestem fajny. Albo że wartościowy chociaż. Zawsze lepiej jest być chociaż niż w ogóle nie być. Gdzie indziej, skądinąd wiem, czułbym się bardziej. Jak w tym dowcipie o wróbelku, co ma jedną nóżkę właśnie bardziej. Też nie rozumiem tego dowcipu.

Nie mam również, rzecz jasna, dziewczyny. Jak przystało na życiową niedorajdę nigdy nie wyszedłem poza fantazje i gigabajty pornoli. A ściągałem je przez modem, wiecie, na wsi do tego wszystkiego mieszkam. Mamy krówki, świnki, kurki…
Sklepu kurwa nawet nie mamy. Oczywiście jest dobra strona: żule muszą iść po wino daleko i nie zawsze starcza im sił (i silnej woli) na powrót. Konsumpcja zwykle na miejscu, przed spożywczakiem, butelki do rychłego zwrotu.

Mój pies mnie lubi. Kiedyś mi się wydawało, że nie, ale psy lubią wszystkich. Chyba że to takie psy, co gryzą. Ale mój pies też jest samotny. Suczkę widzi raz do roku, chociaż w sumie i pod tym względem ma lepiej ode mnie. Pieprzony futrzak. Sobie poczeka na następny spacer.

Wspominałem, że rodzice mnie nie kochają? Że piją, znęcają się nade mną i w ogóle odpierdalają takie maniany, że mała bania? Nie? To mówię. Teraz mi już możecie współczuć, o ile do tej pory nie zdążyłem was jeszcze dostatecznie roztkliwić. Płaczcie nad moim losem. Płaczcie nad moimi zawiedzionymi marzeniami, nad planami rozpływającymi się w amfetaminowym dymie…

Bo ja z tego wszystkiego ćpać zacząłem. Najpierw było fajnie: pies machał ogonem szybciej, Agatka, Justyna, a potem Madzia nie chciały mnie mniej, stary był jakiś taki niższy. W ogóle wszystko było gites, widziałem jak przez mgłę, co mogło znieczulić i sprawić, że świat jest lepszy. Dopiero później się okazało, że ta mgła to po prostu wada wzroku. Teraz, jak chcę sobie polepszyć, wystarczy, że zdejmę okulary. I jest.

Jak już mi tak naprawdę, ale to naprawdę źle, to wtedy sobie odpalam Worda. Nie zgadniecie, co robię: piszę teksty! Teksty długie, żmudne (dla czytelnika), teksty przepełnione żalem, tęsknotą… Uważam, że jako tak wielki cierpiętnik nie mogę pozostawić swych bolączek bez odzewu, a ludzkości bez możliwości owych bolączek poznania. Wychodzę ze słusznego skądinąd założenia, że jeśli ludzie chcą czytać gówno, to ja im to gówno jestem w obowiązku dostarczyć.



Tuxedo