15
lipie 2007


kontakt

Strona - 07 - ój Zielony Dzień...

Mój Zielony Dzień

W 1986 roku nikomu znany zespół Sweet Children gra "koncerty" w klubikach i knajpach. Wokalista i gitarzysta Billie Joe Amstrong, basista Mike Dirnt i perkusista John Kiffmeyer grają tam, gdzie tylko im ktoś pozwoli. Mało kto się nimi interesuje, ale muzycy dają z siebie wszystko. W 1990 roku po zmianie nazwy grupy na Green Day udaje im się nagrać pierwszy album - "1,039/Smoothed Out Slappy Hours". Niestety, jakość produkcji była kiepska. Zniechęcony bębniarz opuszcza kapelę, a jego miejsce zajmuje Tre Cool. Nowy skład, nowa płyta ("Kerplunk"), kolejna porażka, lecz Green Day gra dalej i zyskuje coraz więcej fanów w Stanach. W 1994 roku nagrywają kolejną płytę. "Dookie" w ciągu roku sprzedaje się w liczbie 10 milionów egzemplarzy. Jeszcze nigdy żaden zespół nawet nie zbliżył się do tego wyniku. Kolejna trasa koncertowa okazuje się sukcesem. Kolejne lata to też większe i mniejsze sukcesy.

Jednak Billie Joe, Mike i Tre nie są do końca zadowoleni. Kochają ich miliony, jednak zależy im na tym, żeby do ludzi docierały też poglądy, które mają do przekazania. Wreszcie udaje się, bowiem wydany w 2004 roku album "American Idiot" to prawdziwa polityczna bomba! W tekstach Billie atakuje prezydenta USA George'a Busha, jego politykę i całą kulturę amerykańską. To najprostsza droga, żeby narobić sobie kłopotów w amerykańskim społeczeństwie, przywiązanym do tradycyjnych wartości. Nie w przypadku Green Daya. Album spodobał się nie tylko Amerykanom, ale też całemu światu. Ale to nie koniec historii. Grupa pracuje nad kolejną płytą.

Billie Joe Amstrong, Mike Dirnt i Tre Cool. Czyli Green Day. Tak, Green Day. Nie Madonna (mojego dziewięcioletniego brata), nie Crazy Frog (też jego) i nie (broń Boże) Tokio Hotel, tylko Green Day. "Zielony Dzień" zmienił MOJE (i nie tylko moje) życie. A to dzięki koncertowemu DVD "Bullet In A Bible" i pomocy 9. płyty "American Idiot". Moje ulubione kawałki to: "Wake Me Up When September Ends" oraz "Jesus of Suburbia".


uświadomiły mi, co jest w życiu najważniejsze: miłość, rodzina, przyjaciele. Na świecie jest wiele zła, które dotyka bezbronnych ludzi. Chciałbym im pomagać, muszą zrozumieć, że nie są i nigdy nie będą sami. Mnie dotknęło takie uczucie. Pokłóciłem się z rodzicami, dziewczyna mnie rzuciła, miałem doła. Nie chciałem faszerować się prochami, upijać się, czy upalać. Coś ciągnęło mnie do radia. Interesowałem się muzyką, ale to nie było to. Włączyłem magiczne urządzenie. Z głośników popłynęło "Wake Me Up When September Ends". Utopiłem się w tym utworze. I nawet nie próbowałem się ratować.

To było jak narkotyk. Zrozumiałem, co jest naprawdę ważne. Pogodziłem się z rodzicami, wyleczyłem doła. Dziewczyna nie wróciła, ale mniejsza z tym. Gdy słuchałem ten kawałek w zamkniętym pokoju pokoju poczułem się jak Billie Joe gdy stracił ojca. Współczuję mu z całego serca. Wiem, co to za uczucie tracąc kogoś bliskiego (mimo, iż nie doznałem takiego uczucia). Ale wziął się w garść. Założył rodzinę: ma kochającą żonę i dwóch wspaniałych synów. Swoimi tekstami zmienił życie wielu ludzi. Ostatnim hitem, który zapisał się w moim sercu jest singiel "Saints Are Coming" Green Day'a i U2. Mój felieton podsumuję takim zdaniem: Jeśli ktoś zapyta mnie na ulicy "Do you listen about Green Day?", ja odpowiem "Green Day? Green Day changed my life!".

Green Day rlz!!! ;)



Autor: ZaYceV zaycev_gd@interia.pl  

   
Grafika i teksty tutaj zawarte nie mogą być kopiowane i używane w wszelkiej formie bez zgody ich autorów. Wszelkie prawa Zastrzeżone!
Copyright: Layout & GFX: Urimourn (urimourn@vp.pl)