Bezczyn
|
Potrafi snuć opowieści o
żeglarzach, łąkach, bezradności i tępocie. Zapala świeczkę, zasiada przed
pustą kartką papieru i zaczyna... Jeśli mu humor dopisuje to my, ludzie,
możemy spać spokojnie, pewni, że nas żadna asteroida ani inny kawałek
materii nie zmiecie. A przecież, kosmos nie jest nudziarzem - podobno
gospodyni domowa nie ma prawa się nudzić. Możemy biegać w kółko, pracować
na rodziny, częstować innych ołowianymi pociskami, trząść własnym światem,
w nieskończoność popełniać błędy i obżerać się perspektywami.
Nieograniczona przestrzeń karmi nas takim pożywieniem - uśmiech i
zdziwienie, różnorodność. Frywolne zachowanie nie sprzyja rozwojowi
techniki - co najwyżej rozpuszcza dzieciarnię. W ostateczności Kosmos
wpycha nam do ust łychę gorzkiej, biologicznie szkodliwej papki.
Bezkresny
zegarmistrz wstał bardzo wcześnie, wyjął z kieszeni kilka kamieni i cisnął
nimi najdalej jak potrafił. Podrapał się po głowie rozsypując w
przestrzeń planetarny pył. Zastanawiał się, co mogłoby pomóc w
przezwyciężeniu dokuczliwego bólu głowy. Nikt nie mógłby zarzucić mu
jakiegokolwiek błędu. O jego nieomylności mogły chociażby świadczyć puste
butelki po piwie, które opróżnił poprzedniego popołudnia. Wyjrzał przez
okno, aby móc znowu nasycić się swoim dostojeństwem. Usiadł. Zaczął czytać
gazetę, przegryzł tostem. Nie wszyscy dążą do sławy, nie wszyscy pragną pieniędzy - występując na scenie musisz się liczyć z tym, że światła zagłuszą szczegóły. Chyba że nie wiesz, co jest twoim celem - wtedy musisz pisać własny scenariusz. Musisz samemu wydziergać skarpetki dla nóg swojego jestestwa - przyda się każdy materiał. Rozerwij betonową codzienność źdźbłem trawy, wypoleruj łysinę kartkami papieru, wznieć pożar we wnętrzu swojej czaszki. Albo idź z powrotem, nadawaj imiona wszystkiemu co martwe. |