Atak anoreksji

 Ostrzeżenie: tekst zawiera wyrażenia różne.

 

Słyszałem wczoraj o dziewczynie. Wzorowa uczennica, mądra i te sprawy. Jej mózg ustawiony był tylko na naukę i czas przyszły w szczęśliwości. Zrozumiałe, że szukać zaczęła. W liceum odmieniło jej się, zaczęła szukać. Przynamniej tak to sobie wyobrażam po wysłuchaniu innych. Nie wiem, czy nie słyszała o chłopców podrywaniu istnieniu hobby jakiegoś, czy słyszała, a była na to głucha itd. Po kilku miesiącach w szpitalu (może) doszła o co poszło.

Zaczęła biegać, kilkanaście km ponad ziemią, jak zwykle. Pewnie wydawało jej się, że biegać można bez obfitego żarła i dobrej diety. W każdym razie rozbiegane spacery kilkunastokilometrowe doprowadziły jej organizm do ruiny. Można nazwać to anoreksją, zaległościami w medytacji, zapisaną autodestrukcją. Dla innych będzie to zwykłą nauczką.

Wzorowe anorektyczki, rozjebani pijacy, narkomani i ja co 10 minut wciągający tabakę, żeby nie skończyć tekstu po trzecim akapicie. Co z nami? Skąd ten apetycik na życie? Gdzie ta pieprzona depresja? Depresjo leczona klinicznie (hi, Agnes!), gdzie jesteś?

Można się śmiać, że ten problem dotyczy tylko zblazowanych gówniarzy piszących sobie w Wordzie. Ale nawet tym z myślami samobójczymi trudno skoczyć z mostu. Nawet śmierdzące lenie siedzące cały czas na gg i grające w Traviana lub Tibię, mają problem z zaprzestaniem tego.

Vene rozpisuje się na forum o poszukiwaniu żyrandoli bodajże, Tuxedo komentuje teksty, ja sobie tabakę wciągam i słucham "The Way I Am" Eminema. Ludzie z autyzmem żyją w swoim świecie, ci po wypadkach jeżdżą na wózkach inwalidzkich. Chłopak z zespołem Downa wyrzuca gnój rodzicom, jego przodkowie byli rolnikami. Ci, którzy mają kasę, kupują wina za 100 zł żeby szpanować bliźniemu. Ci, którym ciężko, dalej wychowują dzieciaka z kuratorem na karku. Ktoś napisze: trzeba żyć. Inny: życie jest do dupy. Znajdą się też osoby unikające skrajności. 

Zawsze znajdą się jakieś osoby! A jak nie osoby, to jakieś owady łażące po łące. Nawet Bóg istnieje od zawsze lub miał swój początek, ale istnieje lub nie istnieje. 

Czy naprawdę mamy problemy z tym kim jesteśmy tak duże, że musimy żyć? Dlaczego tylko wybrańcy w laboratoriach badają podziały komórek rakowych? Przecież oni są najbliżej prawdy. Czy żywot komórki jest standardowy, czy wypaczony, ona po prostu sobie żyje. To wina genów i tego, że wokół wala się materia, z której można coś sobie uszczknąć. Tyle, że geny też są materią. Cholera, na kogo zwalić winę? <lol> 

Po takiej porcji komórek bez odpowiedzi, można zacząć szukać absolutu. Potem się tym zmęczyć, i zająć się czym innym. O, zmęczenie. Zmęczenie, bezsenność Ciorana, cierpienie. Cierpienie, bezsenność Ciorana, zmęczenie. Kombinacji trochę jest. Tylko dlaczego szukając odpowiedzi na szaleństwo życia, tyle kombinujemy?  

Mógłbym w poincie poprzeć SS-manów mordujących Żydów, popieprzonych polskich polityków, jakąś piosenkę, prowokować jeść i spać. Tylko jakie to będzie miało dla mnie znaczenie za 70 lat? Mogę stanąć po stronie śmierci, ale sami przyznacie, że trudno wyobrazić sobie śmierć mając 19 lat. Wszędzie te abstrakcyjne pojęcia, mikrokosmos, kosmos i inne bzdety, które nie muszą być bzdetami. 

Kurwa mać, i byle do przodu. Co u Ciebie? Powolutku, nie? :)

 

Ceeebula

P.S.  Ave Zasłonka! :)