Zwykły Dzień...
Poranek.
"Jak ja kocham to miejsce... Tu jest tyle policji..." - happysad ustawiony jako budzik w telefonie zawsze stawiał go na na nogi.
Wydzierając kartkę z kalendarza przyjrzał się uważniej krajobrazowi za oknem.
Typowa końcówka lata.
27 sierpnia 2007 roku.
Jego czternaste urodziny.
Dzień jak co dzień.
Rodzice na wakacjach.
Brak rodzeństwa.
Luzik.
Ale czegoś mu brakowało.
Problem w tym, że nie wiedział czego...
Usiadł do komputera.
Dźwięk powitalny Windowsa XP Home Edition usłyszany za 1001 razem zaczął "powoli" denerwować.
Winamp.
Neostrada.
Gadu-Gadu.
Opera.
Onet.
Standardowa kolejność wykonywania działań.
Dwie ostatnie pozycje zostały powstrzymane poprzez dostanie wiadomości.
Od Niej.
Ona.
Co potrafił o Niej powiedzieć?
Blondynka.
Ale nie taka z kawałów.
O piwnych oczach.
W których widać iskierki.
I dobrodusznym uśmiechu.
Kochana.
Pełna życia.
Marudna.
Niecierpliwa.
Kochająca kwiaty, słońce, deszcz, uśmiech.
Gadatliwa.
Rozbrykana.
Przywiązująca wagę do słów.
Senna.
Uparta.
Marzycielka.
Wariatka.
Pijaczka herbaty.
Czasami jednak...
Nadzwyczaj zamyślona.
Trochę wyciszona.
Jakoś dziwnie małomówna.
Niby uśmiechnięta, niby nie.
Taka nijaka.
W prawym dolnym rogu ciągle migało okienko z powiadomieniem wiadomości od: Nioł.
Kliknął na nie.
-Tęskniłam za Tobą...
-Cieszę się, że jesteś. Czekałem na Ciebie. Czekać. Czy to to samo, co tęsknić?
-Nie. Dla mnie nie. Przy czekaniu herbata nie traci dla mnie smaku. Przy tęsknocie tak.
Stop.
Przerwijmy na moment.
I cofnijmy się do 1 lutego 2007 roku.
Surfował właśnie po Internecie.
I rozmawiał na Gadu-Gadu.
Mateusz zaprosił go ponownie do rozmowy konferencyjnej.
Ale nie tylko jego.
Jeszcze Krzyśka.
Alę.
I przyjaciółkę Krzyśka.
Jakoś tak wyszło, że podała adres swojego Photobloga.
Zajrzał na niego, bo nic ciekawszego nie miał do zrobienia.
Zdjęcia jak zdjęcia.
Bardziej jego uwagę przykuli “Znajomi”.
W tym Ona.
Nioł.
Znał ją z widzenia.
Ona go zapewne nie.
“Mniejsza z tym” - pomyślał.
Na początku był tylko obserwatorem.
Później skomentował któreś zdjęcie.
I następne.
I następne.
I następne.
W końcu poprosił ją o jej numer Gadu-Gadu.
Zaczęli rozmawiać po przyjacielsku.
Dziwnym trafem on pierwszy pomyślał o tym, że z tego mogłoby być coś więcej.
Ale wracając do rozmowy.
Szybko odpisał.
-Będę pamiętał. Szczególnie o herbacie. Pytam, bo wydawało mi się, że za mną nikt nie tęskni. I gdy ktoś pisze mi coś takiego zamiast “dzień dobry”, to... to w pierwszej chwili chciałem odwrócić głowę i sprawdzić, czy to było do kogoś, kto siedzi za mną. Ale za mną nikt nie siedzi.
Po tych słowach podszedł do biblioteczki i wziął z niej “S@motność w Sieci”.
Nie wiedział czemu.
Otworzył na stronie 52.
Ku jego zdziwieniu, znalazł tam niemalże te same słowa, które sam przed chwilą pisał i które Ona pisała.
Na moment poczuł się jak bohater jakiegoś kiepskiego opowiadania.
Lecz jego rozmyślania na ten temat przerwała kolejna wiadomość od Niej.
-No cóż, po tych kilku miesiącach rozmów chyba mogę sobie pozwolić na coś więcej, nie?
Nie odpowiedział.
Gdy zastanawiał się, co miał napisać, Ona znów napisała.
-Nie musisz odpowiadać. Przecież i tak wiem, że mogę :P
-No tak... Cała Ty :P
-Masz coś przeciwko?
-Ależ skąd!
Przerwał pisanie.
Nie wiedział, co napisać.
Jak zwykle.
Gdzieś w tle słychać było Myslovitz “Chciałbym umrzeć z miłości”.
Jej piosenka...
W tej samej chwili napisała.
-”Świat wypadł mi z moich rąk
Jakoś tak nie jest mi nawet żal...”
-Wiesz, właśnie włączyłem tą piosenkę. Dziwny zbieg okoliczności...
-Fakt... Wybacz mi, muszę iść.
-No dobra... Na razie...
-Pa...
Po chwili słoneczko przy napisie “Nioł” zmieniło kolor na czerwony.
Poczuł się dziwnie, tak samotnie, gdy poszła.
Wyłączył komputer.
Przypomniał sobie, że dziś są jego urodziny.
Które spędzał zupełnie sam...
Ale zapomniał o tym, ze kiedyś podawał swój adres Jej.
W życiu nie domyśliłby się, co Ona w tym czasie planowała...
Wyłączyła komputer.
Wiedziała, ze dziś są jego urodziny.
Wiedziała, że będzie je spędzał zupełnie sam.
Dlatego planowała niespodziankę.
Wsiadła w tramwaj i podjechała do Poznań Plaza.
W tamtejszym Empiku kupiła dla niego płytę happysadu “Wszystko jedno” oraz “Happiness Is Easy” Myslovitz.
No tak.
Zapomniałbym.
W Pizzy Hut kupiła dużą margheritę na grubym cieście.
Przecież On wcale się nie spodziewał jej wizyty.
Tak więc raczej nie miałby niczego do jedzenia.
Tramwajem z powrotem na Grunwaldzką.
Któryś raz spojrzała na kartkę z jego adresem.
Tym razem uważniej.
-Ulica Nijaka? Przecież ona jest równoległa do Dziwnej!
Pragnę was poinformować, że Nioł mieszka na ulicy Dziwnej. Ale bez skojarzeń co do nazwy obu ulic...
Wbiegła do domu.
Płyty owinęła w papier do prezentów.
Szybko się przebrała.
Żółty top i jasnoniebieskie dżinsy.
A, i jeszcze pasiasty sweter przewiązany w pasie.
Na wszelki wypadek.
Ze stołu wzięła wcześniej uszykowaną i zapakowaną książkę “Fight Club” Chucka Palahniuka.
Z biurka płyty.
Z kuchni pizzę.
Wyszła z domu.
Upewniła się, czy ma wszystko.
-Komórka? W lewej kieszeni. Klucze? W prawej. Prezenty? Są. Pizza? Przecież trzymam ją w prawej ręce! Ok, wszystko mam.
Nie minęło 5 minut, a była już na miejscu.
Piętrowy budynek, średniej wielkości, z tabliczką “ul. Nijaka 80”.
Zadzwoniła dzwonkiem.
Po chwili drzwi się otworzyły.
-Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin... - powiedziała – Przepraszam, że tak niespodziewanie, ale to miała być niespodzianka...
-Ok, rozumiem...
Na chwilę zamilkł.
Oto Ona, Nioł.
Stała przed nim.
Ta wymarzona.
Wreszcie powiedział.
-Proszę, wejdź.
-Dzięki...
Wyłączył komputer.
Przypomniał sobie, że dziś są jego urodziny.
Które spędzał zupełnie sam...
Przypomniał sobie, że nie jadł jeszcze śniadania.
Spojrzał na zegarek.
10.39
Poszedł się przebrać, bo zorientował się, że ciągle jest w piżamie.
Żółty t-shirt i jasnoniebieskie dżinsy.
A, i jeszcze pasiasty sweter przewiązany w pasie.
Na wszelki wypadek.
Mimo, ze nie miał zamiaru wychodzić z domu.
Poszedł do kuchni.
Wziął miskę, płatki kukurydziane i udał się w kierunku lodówki.
-Fuck, nie ma mleka... Trudno, zjem bez.
Poszedł znów do swojego pokoju, włączył płytę, która od paru dni leżała w mini-wieży.
Nie dlatego, ze o niej zapomniał.
Dlatego, że niemal non stop jej słuchał.
Nacisnął “Play”.
Po chwili z głośników potoczyły się następujące słowa:
Jaki piękny jest ten świat, tylko czarne, białe
To jest proste, widzę - wiem
Już tu siedzę jakiś czas, lubię dużo wiedzieć
I nie wzrusza mnie już nic
Ty widzisz we mnie coś, nie ma ideału
A miłość ślepa jest
I chyba nie wiesz, że telewizja kłamie
Nie wszystko możesz mieć
Nie mogę zrobić nic, sterowany jestem wciąż
Nie musisz starać się, przecież jesteś też jak ja
Powiedzieć coś bym chciał, mam pustkę w głowie
Zgubiłem znowu się
I nie chce mi się nic, jestem już zmęczony
To nie był dobry dzień
Nie mogę zrobić nic, sterowany jestem wciąż
Nie musisz starać się, przecież jesteś też jak ja
Nie mogę zrobić nic, sterowany jestem wciąż
Westchnął.
Wtem usłyszał dźwięk nadchodzącego SMSa.
“Tu Era. Możesz wygrać 3000 złotych jeśli tylko...”
Nie czytał dalej, tylko usunął wiadomość.
Mimochodem sprawdził, która godzina.
10.53
Wyłączył odtwarzacz.
Był zmęczony.
Położył się na łóżko.
Po chwili zasnął.
Obudził go dopiero dźwięk dzwonka do drzwi.
Poderwał się.
Godzina?
12.22
Zbiegł po schodach.
Otworzył drzwi.
-Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin... - powiedziała Ona – Przepraszam, że tak niespodziewanie, ale to miała być niespodzianka...
-Ok, rozumiem...
Na chwilę zamilkł.
Oto Ona, Nioł.
Stała przed nim.
Ta wymarzona.
Wreszcie powiedział.
-Proszę, wejdź.
-Dzięki...
-Mógłbyś włożyć to do piekarnika? - spytała się, podając Mu karton z logiem Pizzy Hut
-Dobra. Ja podgrzeję pizzę, a Ty w tym czasie rozgość się.
-Ok.
Wchodząc do salonu, wzięła pilota i włączyła telewizor.
Przełączyła na pierwszy lepszy kanał.
VH1.
Akurat leciał jakiś kawałek Pidżamy Porno.
“Twoja Generacja” chyba.
“...Twoja Generacja chora od przemocy...”
Nie chyba, tylko na pewno.
Usiadła.
Zastanawiała się nad jednym.
“Tyle razy widywałam go w gimnazjum... Jakie to nienormalne: człowiek, o którym w ogóle nie myślałam, staje się człowiekiem, o którym ciągle myślę... Jestem bardzo ciekawa, co On o mnie sądzi... Nie no, ta cała sytuacja staje się coraz dziwniejsza. Ciekawe, czy On wiedział, kim jestem. Musiał, skoro komentował zdjęcia na Photoblogu... Jestem dziwna...”
W tym momencie wszedł On z pizzą.
Właśnie zaczynała się piosenka Myslovitz “Kilka uścisków kilka snów”.
-“Zastygła w pozach jesień...” - zanucił
-”...Autobus pędzi, po brzegi wypchany zmęczeniem...” - dokończyła
Zaczęli razem śpiewać.
Nawet, gdy poszedł do kuchni po herbatę, słyszała jego głos z sąsiedniego pomieszczenia.
Przyszedł z dwoma kubkami i postawił je na stole.
Usiadł obok Niej.
-“Już wiem, że cokolwiek się stanie, gdzie tylko będziesz, to ja, bez względu na wszystko też tam będę.” - zaśpiewał Jej do ucha.
Spojrzała głęboko w Jego brązowe oczy.
Zauważyła w nich dwie Iskierki.
Nie namyślając się, chwyciła Go za rękę.
Przysunęła się trochę do Niego.
Spojrzała jeszcze raz prosto w oczy i....
Pocałowała Go.
-Mógłbyś włożyć to do piekarnika? - spytała się, podając Mu karton z logiem Pizzy Hut
-Dobra. Ja podgrzeję pizzę, a Ty w tym czasie rozgość się.
-Ok.
Wszedł do kuchni.
Pierwszą rzeczą, jaką zrobił, było “zrobienie” pizzy.
Następnie zaparzył dla siebie i dla Niej herbaty.
Takiej, o jakiej zwykle mu pisała.
“Lipton, 4-5 łyżeczek cukru i koniecznie kropelka cytryny”
Z salonu słyszał słowa “Twojej Generacji” Pidżamy Porno.
Znał tą piosenkę niemal na pamięć.
“Hej, hej, jak nazywa się Twój Bóg? Na imię ma zgiełk, przypadek czy przepaść?”
Zaczął się zastanawiać nad tym, o czym Ona teraz myśli.
“Ciekawe, co Ona o mnie sądzi... Pisząc z Nią ani trochę nie wspomniałem, że chodzimy do jednego gimnazjum... O to mi chodziło: nie zdradzać się... A teraz Ona siedzi w salonie i myśli nie wiadomo o czym... Ech... Dziwny jest ten świat...”
Wziął pizzę i zaniósł ją do salonu.
Właśnie zaczynała się piosenka Myslovitz “Kilka uścisków kilka snów”.
-“Zastygła w pozach jesień...” - zanucił
-”...Autobus pędzi, po brzegi wypchany zmęczeniem...” - dokończyła Ona
Zaczęli razem śpiewać.
Nawet, gdy poszedł do kuchni po herbatę, śpiewał tak, aby Ona słyszała.
Przyszedł z dwoma kubkami i postawił je na stole.
Usiadł obok Niej.
-“Już wiem, że cokolwiek się stanie, gdzie tylko będziesz, to ja, bez względu na wszystko też tam będę.” - zaśpiewał Jej do ucha.
Spojrzał w jej piwne oczy.
Widział w nich radość, Iskierki i... lekkie zagubienie.
Poczuł, że chwyciła go za rękę.
Zobaczył, ze jeszcze się do niego zbliżyła.
Spojrzał ponownie w Jej oczy.
Była taka piękna...
Coś go pchnęło i...
Pocałował Ją.
Trwało to kilka sekund?
Minut?
Godzin?
Nie wiedziała.
Zresztą, nie obchodziło to Jej w tej chwili.
Ważny był tylko On.
Kiedy w końcu przestali, ponownie spojrzała Mu głęboko w oczy.
Radość i lekkie zdumienie.
Szepnęła Mu do ucha.
-To była najpiękniejsza chwila w moim życiu...
Nic nie odpowiedział.
W milczeniu i z uśmiechem na twarzy przysunął do Niej talerz z pizzą.
Zaczęli jeść.
W trakcie jedzenia usłyszała propozycję, aby poszła za Nim do Jego pokoju.
Weszli po schodach.
Gdy w końcu znalazła sie na miejscu, stanęła jak wryta.
Na ścianie wisiało co najmniej 20 rysunków.
Wszystkie przedstawiające Ją.
Ona, lekko zaszokowana zarumieniła się.
Uśmiechnął się promiennie, był szczęśliwy.
Na moment życie było piękniejsze niż zwykle.
Na moment, gdyż Nioł po spojrzeniu na zegar krzyknęła "Nie!".
Zdawało mu się że Jej "zagubienie" przeradza się we wściekłość na jakieś wyższe prawa które zmuszają ją do odejścia.
Ciche pożegnanie.
Smutek w oczach i miłość w sercach.
Wybiegła.
Trwało to kilka sekund?
Minut?
Godzin?
Nie wiedział.
Zresztą, nie obchodziło to Go w tej chwili.
Ważna była tylko Ona.
Kiedy w końcu przestali, spojrzał w Jej oczy.
Radość i lekkie zdumienie.
Usłyszał Jej szept.
-To była najpiękniejsza chwila w moim życiu...
Nic nie odpowiedział.
W milczeniu i z uśmiechem na twarzy przysunął do Niej talerz z pizzą.
Zaczęli jeść.
W połowie jedzenia wpadł na szalony pomysł.
Zaproponował, aby poszła za Nim do Jego pokoju.
Weszli po schodach.
Puścił ją przodem.
Zauważył, że się zatrzymała.
I zarumieniła.
On zaś uśmiechnął się.
Na moment życie było piękniejsze niż zwykle.
Na moment, gdyż Nioł po spojrzeniu na zegar krzyknęła "Nie!".
Zdawało mu się że Jej "zagubienie" przeradza się we wściekłość na jakieś wyższe prawa które zmuszają ją do odejścia.
Ciche pożegnanie.
Smutek w oczach i miłość w sercach.
Wybiegła.
-Cholera jasna! Jestem już spóźniona! Dlaczego to właśnie dzisiaj... Dlaczego to dziś jest ten dzień otwarty w moim gimnazjum?!?
Wybiegła z Nijakiej.
Skręciła w lewo.
Zielone światło.
Nie doszła nawet do połowy.
Kątem oka zauważyła pędzącego “wężykiem” Citroena C2.
Krzyknęła.
Huk giętej blachy i trzask pękającego szkła.
Kierowca wysiadł.
Spojrzał na Nią.
Na krew, która sączyła się z głowy.
Z rozciętej ręki.
Na wygięte w dziwny sposób nogi.
Wsiadł do samochodu i szybko odjechał.
Zszedł po schodach.
Wziął ze stołu kubki i talerze.
Odniósł je do kuchni i włożył do zlewu.
W tym momencie usłyszał krzyk.
Jej krzyk.
Wziął z korytarza swoją torbę.
Wybiegł z domu.
Zobaczył ruszającego z piskiem opon Citroena C2.
I Ją.
Zakrwawioną.
Leżącą na ulicy.
Podbiegł do Niej.
Wyciągnął komórkę.
Wykręcił 112.
-Halo? Pogotowie? Wypadek na ulicy Dziwnej. Pijany kierowca potrącił moją przyjaciółkę. Tak, żyje, ale jest nieprzytomna. Bardzo mocno krwawi. Ma rozbitą głowę, rozciętą rękę oraz nogi wygięte w dziwny sposób. Dobrze, czekam.
Uklęknął przy Niej.
Zaczął szeptać.
-Proszę... Nie umieraj... Nie rób mi tego... Przecież wiesz, jaka jesteś dla mnie ważna... Przecież tak dobrze mnie znasz... Proszę, nie opuszczaj mnie, nie...
Usłyszał dźwięk nadjeżdżającej karetki.
Przyjechali nadzwyczaj szybko.
Ułożyli Ją na noszach.
Spytał się sanitariuszy.
-Mogę jechać z Nią?
-Wsiadaj.
Karetka na sygnale pędziła przez miasto.
Stojąc obok zakrwawionej Niej pomyślał.
“Kocham je i nienawidzę. Życie. Za to, że jest takie skomplikowane...”
Dojechali do szpitala.
Godzina?
14.09
15 minut od wypadku.
Najpierw wyszli sanitariusze, wyciągając Ją na noszach.
Potem lekarz.
Na końcu On.
Zobaczył, jak Ona jedzie na salę operacyjną...
Został na korytarzu.
Czekanie.
Tylko to mu zostało.
Nienawidził czekać.
Dlatego, że czekanie było...
Nudne?
Nie wiedział.
Wiedział tylko tyle, że Ona toczy teraz walkę o życie...
Czekał.
I czekał.
I czekał.
I czekał.
I czekał.
I czekał.
I czekał.
I czekał.
I czekał.
I czekał.
I czekał.
I czekał.
I czekał.
I czekał.
I czekał.
I czekał.
I czekał.
I czekał.
I czekał.
I czekał.
I czekał.
I czekał.
I czekał.
I czekał.
W końcu spojrzał na zegarek.
14.49
Z sali operacyjnej wyszedł chirurg.
Poderwał się z krzesła i spytał.
-I co z Nią? Żyje? Coś się stało?
-Niestety, ale nie mam dobrych wiadomości...
-Znaczy się?
-Twoja przyjaciółka... nie żyje...
-Jak to?!? Ale... Przecież...
-Krwotok wewnętrzny. Nie można było nic zrobić. Przykro mi...
-To nie pana wina. Pójdę już. Do widzenia...
-Do widzenia.
Wyszedł z budynku szpitala przy ulicy Krysiewicza.
Przeszedł przez deptak.
Wsiadł do “6”.
Stojąc w tramwaju, wyciągnął ze swojej torby odtwarzacz MP3.
Włączył pierwszą lepszą piosenkę.
“Długość Dźwięku Samotności”.
Spojrzał za okno.
Przed oczami ciągle widział Ją w kałuży krwi.
Próbował zapomnieć ten widok, ale nie potrafił.
Krew...
Ona...
I ten pieprzony kierowca tego Citroena.
Gdyby go dorwał...
Normalnie zabiłby go.
Zmienił piosenkę.
“Chciałbym umrzeć z miłości”
Klik.
“Peggy Brown”
Klik.
“Krótka piosenka o miłości”
Klik.
“Z twarzą Marylin Monroe”
Klik.
“Dzień dobry, kocham Cię”
Klik.
“Wieża melancholii”
Klik.
“Kilka uścisków kilka snów”
Klik.
“My”
Klik.
“Twoja Generacja”
Pomyślał.
-Nareszcie coś neutralnego...
Spojrzał na zegarek.
15.36
Tramwaj zbliżał się do końcowego przystanku.
-Ulica Budziszyńska. - zabrzmiał głos komputera informującego o przystankach.
Wysiadł.
Skręcił w prawo.
Jedna ulica.
Druga ulica.
Zielone światło.
Nie doszedł nawet do połowy.
Spojrzał w prawo.
Pędzący “wężykiem” Citroen C2.
Ten sam, który potrącił Ją.
Nie zdążył zareagować
Huk giętej blachy i trzask pękającego szkła.
Kierowca wysiadł.
Spojrzał na Niego.
Na krew, która sączyła się z głowy.
Z rozciętej ręki.
Na wygięte w dziwny sposób nogi.
-Kolejny... 2 jednego dnia...
Wsiadł do samochodu i szybko odjechał.
A On leżał w coraz to większej kałuży krwi...
“Jedno miejsce, jeden kierowca, dwie osoby, dwa wypadki...
Podwójna tragedia na ulicy Nijakiej. Pijany kierowca Citroena C2 o 13.54 potrącił 14-sto letnią dziewczynę, a potem o godzinie 15.43 jej przyjaciela.
Dziewczyna zmarła z powodu krwotoku wewnętrznego, chłopak zaś wykrwawił się na śmierć. Policja szuka sprawcy wypadków. Policja prosi, aby każdy, kto widział wczoraj między godziną 13.00 a 16.00 Citroena C2 o numerze rejestracyjnym POZ 63507 zgłosił się na najbliższą komendę policji.”
Gazeta Wyborcza Poznań, wtorek 28 sierpnia 2007 roku, strona 3.
Emszi
PS. To mój pierwszy art, choć niezbyt na niego wygląda. Mimo to czekam na krytykę.
PS 2. Podczas pisania słuchałem: Myslovitz, DKA, Pidżamy Porno, Całej Góry Barwinków, Nirvany, Linkin Park, happysadu i Tymona.
PS 3. Art dedykowany Gaganiołkowi. Za to, że była nieświadomą inspiracją Nioła. I za to, że nic nie wie, co w mojej głowie na Jej temat huczy...
PS 4. Ten art nie miał zamiaru mówić o pijanych kierowcach. Raczej o stosunkach ludzi, którzy niby byli daleko, ale tak naprawdę byli bardzo blisko siebie...
PS 5. 90% wydarzeń opisanych, to mój wymysł; 10% wydarzeń opisanych wyżej to prawda.