Uśmiech
Uśmiecham się do ludzi. Już tak po prostu mam. Nieważne. Jestem wściekła,
cała w skowronkach, czy odrobinę rozkojarzona. Ot tak, gdy napotkam cudze
spojrzenie odpowiadam uśmiechem. Nie sarkastycznym, potępiającym, ale takim
zwykłym, ludzkim uśmiechem. Nieważne gdzie. Na ulicy, w szkole, w przychodni.
Nieważne, kogo akurat mijam. Jeśli jest na tyle odważny, by spojrzeć mi w oczy,
zasługuje na uśmiech.
Szkoda tylko, że coraz mniej ludzi potrafi go
oddać. Coraz częściej chcąc dać ludziom trochę radości spotykam się ze
zdziwieniem, częściej z niedowierzaniem. Jakby przechodnie nie mogli uwierzyć,
że jest ktoś, kto po prostu bezinteresownie się uśmiecha. „Kim jest ta
dziewczyna? Znam ją? Czego chce? Na pewno niczego dobrego. Lepiej się na nią nie
patrzeć…”. Widzę te pytania w twarzach ludzi. Smutne pytania. A ja po prostu się
szczerzę, bo chce zobaczyć jak oni to robią.
Kiedyś, kiedy szłam ulicą,
przechodnie patrzyli się na mnie. Niby nic, a jednak… Teraz gdy kogoś mijam,
jestem traktowana jak powietrze. Człowiek odwraca wzrok i idzie dalej, zajęty
swoimi sprawami. Tak jakby ludzie żyli w różnych wymiarach. Jakby każdy chciał
jak najbardziej odizolować się od świata. Tak jakby ulica, sklep, przychodnia
nie była miejscem, gdzie można spotkać ludzi. Jakby oni nie mieli znaczenia,
byli tylko makietą mającą zapełnić pustkę. Makieta, do której nie można się
przecież odezwać. A co, jeśli taka makieta się uśmiechnie? Trudno uwierzyć, że
ona żyje, prawda?
Miedzy ludźmi powstały granice. Nie wiem, czy zawsze
były. Za krótko tu jestem, by móc porównać jak było kiedyś, a jak jest teraz.
Wiem tylko, że dzisiaj są. Nie potrafimy nawiązać kontaktu z obcymi. Wszyscy są
dla nas potencjalnym zagrożeniem. Zaczęliśmy się bać. Ale tak naprawdę, to czego
się boimy? Gazety i telewizja robią swoje. „Ta dziewczyna pod sklepem, pewnie
chce mi ukraść portfel. Wredny nastoletni chuligan. Zamknąć takich. Czemu ten
facet tak idzie? Pewnie pijak. Skąd się biorą tacy ludzie? A ta….”. Ja tak nie
myślę. Inni chyba tak.
Czasem jednak ktoś spojrzy w oczy i jego uśmiech
odpowie mojemu. Czasem jest to starsza pani, innym razem dziewczyna mijana na
korytarzu w szkole. Nieważne. Miło jest być powodem czyjejś radości. I taki
jeden uśmiech daje siłę na cały dzień. To co, że zdarza się coraz rzadziej.
Ważne, że się zdarza.
Nie wiem czemu tak się dzieje, że Polacy są
smutni. Gdy byłam młodsza, oddawali uśmiech częściej. Może czasy się zmieniły?
Może ludzie. A może po prostu łatwiej jest uśmiechnąć się do dziewczynki w
warkoczykach, niż do szesnastolatki w czerwonych trampkach?
Ale ja
nadal będę się uśmiechać.
Szczerząc zęby
Martika