Teoria Maski
Cierpienie boli , ale uszlachetnia. Pozwala zrozumieć innych. Ludzie skrzywdzeni przez życie są lepsi , bo nie chcą robić komuś Piekła , które przeszli sami. Lub też ( rzadziej ) żyją zemstą. Ludzie cierpiący są najbardziej "pozytywni" dla innych. Podobni są do nich tylko ci , którzy jeszcze cierpienia nie poznali wcale.
- z moich własnych "przemyśleń".
A tym razem będzie jeszcze coś innego niż do tej pory ;) Spytacie , co tym razem was czeka , niestrawność ? Zniechęcenie ? Poprawa humoru ? ;) Coś innego ? :) Hmmm. Sam jeszcze nie wiem , ale wiem jedno - zgadzam się w pełni z txtem pewnej dziewoji ( niech mi wybaczy słabą pamięć ! ) która pisała coś mniej więcej takiego ( mniej więcej ) - ludzie są inni w swoich tekstach niż w normalnym życiu :) To nie jest wcale takie absurdalne jak by się mogło wydawać... Wszystko to tłumaczy prosta jak drut ( oż wy zboki ! bez skojarzeń ! :D ) teoria maski. Wymyśliliśmy ją jeszcze w lycaeum z moim ówczesnym "ziomkiem" ( niestety , przyjaźń nie przetrwała próby czasu - nie z mojej winy , jak zwykle zresztą :-/ mimo wszystko trzym się Wolfgar o ile to , jakimś cudem ,czytasz ) i opiera się ona , mówiąc krótko na fakcie , że każdy nosi jakąś maskę , metaforycznie , tzn. udaje kogoś , kim nie jest , żeby się dopasować do ogółu \ szczegółu ( niektórzy chcą tak wpasować się w jakąś subkulturę itp.) Co więcej , doszliśmy do wniosków , z tego co pamiętam , że maska skrywa kolejne maski i nigdy nie możemy zobaczyć \ poznać Prawdy w człowieku. Spojrzenie na świat zależy od punktu widzenia , a ponieważ każdy ma jakieś nastroje , nigdy nie wiem kto jest jaki... i która z osobowości ( bo w ten sposób często powstają indywidualne osobowości , maski barwniejsze niż poprzednie ) jest tą określającą danego człowieka , jego TRUE osobowość. Ciężka sprawa bo dzięki takiej "logice" powstało wejście , lecz bez wyjścia. Skoro nic nie jest pewne ( Heraklit ) i wszystko się zmienia , to czy w ogóle mamy jakąś szansę na szczerość ? Czy świat nas tak uwarunkował , że zapomnieliśmy znaczenie tego słowa ?
Mój qmpel ( wówczas nie inaczej jak tylko "przyjaciel" , trzeba te określenia różnicować ) okazał się najlepszym przykładem tego , że ta teoria jest prawdziwa ( niestety ) . Z tym , że do niczego dobrego to nie prowadzi. Jedynie do kolejnego psychicznego dołka , więc już rozwodził się nad tym nie będę. Powstaje pytanie , kiedy osobowość rozszczepia się , stając się więcej niż huśtawkami nastroju , a odrębnym bytem \ bytami. Poza tym , jak mam komuś zaufać ? Jest taka piosenka , zaczynająca się od słów mówiących o miłości , zaufaniu , że musisz poświęcić danej osobie wszystko co możesz , wszystkie swoje najbardziej skrywane uczucia , ufać bez granic. Otherwise , what's the point ? And , for a while , i believed , that's the kind of love i had. Tak to brzmi w zakończeniu monologu , który jest na początku piosenki ( zespół Born From Pain , nasz rodzimy hardcore , jeśli kogoś to ciekawi ) i w tych słowach zawiera się ( właśnie w końcowym zdaniu ) cała prawda na temat tego , jak powinna wyglądać miłość , przyjaźń itp. I najczęściej nie wszystko jest tak pięknie. Ja sam , choć to pewnie zabrzmi nieskromnie , daję z siebie zawsze maksimum uczucia. Poświęcam się temu całkowicie. I , najczęściej , jest to mój błąd. Kolejne naiwniactwo , którego chyba nic już ze mnie nie wykorzeni. No , może jak upadnę jeszcze raz czy dwa to mi faktycznie przejdzie. Byłem na granicy , ale minęło. Odzyskałem
trochę optymizmu. Żałośnie małe "trochę" , jeśli mam być szczery.
Uczymy się od ludzi wokół nas , że szczerość nie popłaca , że trzeba być egoistą i dbać najpierw o własną d... .A ja się temu przeciwstawiałem i walczę z tym do teraz. O dawne ideały , te zapominane. Teoria maski niby i jest ważna i może nawet prawdziwa. Czasem. Jednak , gdybyśmy nie ryzykowali , co by to życie znaczyło ? Niestety , gdy kogoś dotknęły takie rzeczy jak utrata miłości , fałszywi przyjaciele itp. to jest jak zbity pies i będzie to w nim tkwiło , ten lęk przed całym światem. Takie skrzywdzone zwierzę będzie się bać nawet ręki chcącej go pogłaskać. Ugryzie nawet , najpewniej. Odpowie agresją , gniewem , nieufnością i strachem. Tak to już jest , cholera jasna psiakrew. Skoro jednak się wyłączysz z otoczenia , żyjesz egzystencją rośliny. Nie po to mamy rozum i te wszystkie nowoczesne zabaweczki jakimi obdarzył nas Bóg ( czy też bracia z Kasjopeji :D ) , żeby marnować sobie życie na nicnierobienie. Powiem wam , w tajemnicy , tylko sza ! ;) - ja wierzę w to , że czeka nas kolejne życie. Reinkarnacja itp. Choć to by znaczyło że dusz jest zaledwie ileś tam i nowe nie powstają ;) ALE ! Nawet jeżeli mam rację , nie oznacza to , że nie będę za niewypełnioną karmę istniał w pustce przez tysiące lat... Albo nie spędzę nowej egzystencji jako mucha czy mrówka. Nieciekawe perspektywy na przyszłość , no nie ? Więc chyba lepiej wziąć się trochę , choć trochę , w garść. Wyjść z domu , odetchnąć powietrzem. Wykąpać się , ogolić i liczyć na szczęście ;) Chyba już rozumiecie ? Nie wypalać się samotnie. Nie powtarzajcie moich błędów.
Prawda jest bolesna , ale lepiej ją widzieć... no , może nie lepiej , ale tak wybrałem. Bycie empatą ( a jestem
dość silny w tymże ) skazuje na coś jeszcze gorszego , na widzenie prawdy nawet gdy ktoś bardzo się stara ją ukryć. Podobno słodkie kłamstwa są przyjemniejsze. Dla mnie to wciąż jadowite słowa , jakie by nie były. Mam wrażenie , że znowu błądzę , nie mogąc się skupić na jednym wątku. Wybaczcie. Taki to już mój mały , własny Chaos.
Nie mam z niego wyjścia. Co bym nie mówił , pamiętajcie , że tak to już bywa , i najczęściej , jak ktoś mi kiedyś powiedział, "fajni ludzie zawsze mają przeje..." . Może i racja ? Będąc OK wobec innych jak tylko potrafimy , narażamy się na śmieszność w oczach szakali , żywiących się cudzą krzywdą. No i chcemy , podświadomie nawet , nie oczekując niczego , żeby jednak odpowiadano nam tym samym , szczerość za szczerość itp. To tak nie funkcjonuje , ale co zrobić ? Być sobą , albo się zmienić. Też być wpisanym w teorię maski. Potwierdzić ją sobą samym.
Wiecie , jaki jestem ? Bo ja nie wiem. Też ciężko mi to określić. Pewnie inni widzą mnie inaczej niż ja samego siebie. Wiem jedno , trzymam się moich wyobrażeń , nawte jeśli to tylko utopia. Czegoś trzymać się trzeba. A na co dzień... Nie ujrzycie we mnie smutku , melancholii itp uczuć. Nie pozwalam im się wyrwać. No , może czasami. Najczęściej spoczywają uśpione , na dnie duszy , w labiryncie umysłu. Czasem mały człowieczek wstaje , przeciąga się tam i głośno KRZYCZY. Tylko czasem ;) A na zewnątrz jestem inny. Wesoły , gadatliwy. Raczej miły ( chyba ) . Nie widać tego , co we mnie siedzi , jak zadra dawnych dni. Najczęściej przecież właśnie tak to wygląda...
Nie zmienię siebie. Wszystko co mnie doświadcza bardziej mnie jeszcze umacnia. Choć i niszczy. Może i mało jest dobra na świecie. Jednak wojownicy światła są potrzebni. Muszą BYĆ , nawet skazani na wymarcie. Nawet jako gatunek niszowy. Wierzę w was , ludzie. Nie sprawiajcie mi zawodu , jeśli możecie. Bądźcie maksymalnie szczerzy w tym co robicie. Tak wam życzę. :)
I sam się staram.
PS - Czasami tylko widać mój smutek. I czasami cynizm. Czego też unikam.
PS - Wspieram innych samemu potrzebując wsparcia. hmm, czy to paranoja ? :) :D
Piszcie. :) Maile kierujecie na adres bialymistyk@wp.pl , link jest zamieszczony tutaj
Dla zainteresowanych mój blog - www.bialymistyk.eblog.pl