Sprzedam duszę, tanio!

 

Ludzie, ludzie zwariowałem – duszę sprzedaje. Okazja, dajesz pan piątaka i jesteś pan właścicielem tej oto niemrawej duszyczki. Że co? Nie, mi ona nie potrzebna. Jak to? Tak to, po cholerę mi ta szara, oziębła błona? Panie, toż to cholerstwo życie mi odbiera. Naprawdę! Przysięgam! Tego egoistycznego cholerstwa nic się panie nie ima! Ot, idzie sobie przez życie – własną ścieżką, zadzierając nosa. Spłyciła swoją życiową filozofię do stwierdzenia, że jej wszystko wisi. Nic jej nie obchodzi. Ani to, że pana M. z naprzeciwka żona ze sznura odcinała, bo się zadłużył i na życie targnął. Dusza, jak tylko żem jej to opowiedział prychła: A co mnie to obchodzi? Każdy ma swój krzyż, swoje brzemię i swój los, które musi podźwignąć i sprostać im. A potem wypięła się i udała, że nie słucha.

 

No mówię przecie, że ta kurwa wszeteczna na wszystko leje panie, wszystko jej wisi, nic jej nie obchodzi. Ala? A jakże, opowiadałem jej. Powiedziała mi, że Ala musi mieć pretensje do  życia, że chodzi głodna, bo rodzice biedę klepią, ale cóż – Ali los, Ali pierdolony pech, musi radzić sobie sama.

 

Historia U. co to dziecko usunęła, bo zagrażało jej życiu, przez co rodzina się jej wyrzekła? I błąka się teraz biedna, o kromkę chleba prosząc przechodniów? Też jej nie przejęła wcale. Pieprzyła coś o indywidualnym przeznaczeniu każdego z nas, aż uszy puchły. Prawie byłbym jej ten astralny pysk obił.

 

Toteż stwierdziłem, że ją szmatę sprzedam. Zatrzaski zdjąłem i wyplułem ścierwo. A teraz chcę gówno oddać za bezcen, żeby ze mnie nie zrobiło chama, obojętnego na wszystko: biedę, ból i cierpienie innych. Sęk w tym, iż żaden człek przy zdrowych zmysłach jej nie chce, a głupków tu nie widać. Panie, mnie nieraz taka złość ogarnia, że pierwszemu chętnemu za darmo bym oddał, a jakby nie chciał, to bym mu ją w dupę wepchnął.

 

Człowieku, żeby ona choć żałowała swego zachowania, ale gdzie tam! Ot, dalej pieprzy tą wykutą formułkę: to mój los, co będzie, to będzie! Aż mnie kurwa szlag trafia. I tak kombinuję co zrobić, żeby zmieniła właściciela, bo jak znam tą odcedzoną z uczuć plazmę, to za cholerę sama se nie pójdzie. A ja już nie mogę z nią dłużej. Takie pesymistyczne to dziadowskie nasienie, że czasem i mi się udziela. Ale zaraz się zbieram i normalność mi wraca.

 

To co, może pan byłby zainteresowany? Pan mnie wysłuchał, czas poświecił, zniżkę panu dam – od razu 99%. Co, nie chce pan? Czemu? Taka okazja – wstyd nie skorzystać. Nie to nie, łaski bez.

A może pani, pani Gwoździkowa? Duszę mam dla pani – smutna trochę i małomówna, ale dzieci lubi, i może z panią Radyjka posłucha, berecik wyczyści...? Nie? Dziwni Ci ludzie, jacyś niechętni. Wyjdź na ulicę z czekoladą to by ci kurwa z ręki wyrwali, a chciej z dobroci serca, duszą się podzielić, a Cię wezmą za wariata.

 

 

A dusza, jak to dusza mając w dupie wszystko rzekła: Kto chce iść za mną, niech się wyrzeknie wszystkich wyższych uczuć, uzbroi w pesymizm i zgorzkniałość. I pójdziemy w świat pierdoląc wszystko i wszystko traktując ciepłym moczem.   

 

Losy człowieka o oziębłej duszy przedstawił...

 

Phantasmagor