Rozmowa mistrza Polikarpa z Miłością

Czyli rozmyślania dlaczego ja?

O nieludzkiej nawet jak na niego godzinie, piątej rano, Mistrz, jak w każdy wolny dzień, usiadł na swoim średnio wygodnym fotelu. Nie chodziło o to, że nie miał w domu wygodnych foteli i kanap, miał ich pod dostatkiem. Chodziło o to, że o ważnych rzeczach znacznie lepiej mu się myślało, gdy odczuwał jakiś związek z rzeczywistością. Najlepszą “Kotwicą Rzeczywistości” był właśnie ten stary i trochę podniszczony fotel. A ten dzień nie był jakimś tam zwykłym dniem, w tym dniu musiał sporo przemyśleć choć wiedział, że nie ma zbyt wiele czasu. Ona spała w pokoju obok. Zamknął oczy, aby móc się bardziej skupić na przemyśleniach, a nie na tym, że ma bałagan w pokoju.

Rozmyślał nad tym, co się wydarzyło ostatnio i wiedział, że nie jest najlepiej. Wytężył słuch, ciche kroki odbijały się echem w jego czaszce. Ktoś lekko pchnął drzwi, wszedł, zamknął je i usiadł na łóżku mistrza nie odzywając się ani jednym słowem. Ale on nawet nie otworzył oczu, wiedział, że to Ona, znał na pamięć odgłos Jej cichych kroków i sposób w jaki otwiera drzwi. Po chwili do jego nosa doszła woń jej perfum, teraz miał pewność, tylko Ona miała takie perfumy o zapachu podobnym do truskawek, choć w rzeczywistości trochę innym, ale niewielu było w stanie to zauważyć. Kiedyś wpadała do niego tylko od czasu do czasu i na bardzo krótko, ale teraz praktycznie u niego zamieszkała. Cieszył się z tego, ale wiedział, że los z niego zadrwił i przyniósł przez jej obecność cierpienie. Otworzył oczy, zobaczył Ją, Miłość. Kiedyś właściwie codziennie inaczej wyglądała, ale od kilku ostatnich miesięcy jedyną zmianą było zrobienie grzywki. Była przepiękna, uważał, że żaden poeta, malarz, ani rzeźbiarz nie byłby w stanie oddać jej piękna, choć inni mistrzowie mówili, że widzieli piękniejsze niewiasty - zaiste musieli oni widzieć nie kobiety a boginie - przebiegła mu myśl. Odezwał się pierwszy, jak zawsze zresztą, bo ona wiedziała o nim wszystko a on o niej prawie nic:

- Powiedz mi jak to jest, że jesteś moją miłością, siedzisz mniej niż metr ode mnie, a ja nic nie mogę zrobić. Nie mogę nawet mieć nadziei, że to się zmieni, bo Jej się podoba inny. Czemu po prostu nie odejdziesz, zamiast trwać przy mnie, powiększając moje cierpienie z powodu twojej platoniczności? Albo czemu nie zmienisz się tak jak w dawnych czasach, gdy wystarczyło małe niepowodzenie i już przybierałaś inny wygląd? Czemu wciąż ukierunkowujesz moje uczucie na Nią?

- Czyżbyś nie widział oczywistości? Ona jest ci przeznaczona! Jedynie przy niej będziesz naprawdę szczęśliwy, bo choć znacie się tylko kilka miesięcy, to zawsze podświadomie o niej marzyłeś. Dawniej musiałam przybierać różny wygląd, żebyś nie popadł ani w prawdziwą miłość ani w szaleństwo z samotności. Teraz to się zmieni, ty Ją naprawdę kochasz i będziesz kochać, nawet jeśli los was rozdzieli.

- Ale czemu akurat Ona? Przecież jest zajęta, ma chłopaka, całkiem fajnego zresztą...

- Nie martw się, jesteście sobie przeznaczeni, a to, że ma chłopaka, jest bez znaczenia. Jej Miłość zwodzi ją tak samo jak ja zwodziłam ciebie. To z tobą spędzi lata, może nie będziecie razem teraz, za tydzień, miesiąc, rok, ale mogę cię zapewnić, że kiedyś na pewno. I wtedy będziesz najszczęśliwszą i najbardziej radosną osobą na świecie*.

- Trzeba było więc mnie zwodzić dłużej, aż ona będzie wolna. Teraz popadam w szaleństwo, każda sekunda bez niej jest dla mnie stracona, nie jestem w stanie myśleć o niczym poza nią. Wiesz, że jestem w stanie długo znieść cierpienie, ale nawet ja kiedyś nie wytrzymam i spróbuję z tym skończyć. Wiesz, że nieraz już myślałem jak by to było wbić sobie żyletkę do oporu w rękę,  a potem w tętnice szyjną. I patrzeć jak się wykrwawiam i kończę z tym nędznym życiem.

- Nie zabijesz się, nie pozwolę ci na to, jak będziesz stał z żyletką w ręce, ja cię powstrzymam, powiem ci coś, co już wiesz. Powiem, że Ona by była nieszczęśliwa, gdybyś zniknął z jej życia, nie jesteście razem, ale pomimo tego jesteś dla niej kimś ważnym. W ogóle wy, ludzie jesteście naprawdę dziwni i nie potraficie nikomu zaufać, nawet tym, co wiedzą lepiej. Ja wiem, że Kaśka jest ci przeznaczona, bo sama ci ją wybrałam. A wy sobie dowolnie wybieracie “drugie połówki” w ogóle nie zważając na moje podpowiedzi i na to co mówię, dlaczego? Nawet twierdzicie, że ja nie istnieję! Jak  to możliwe, że inteligentna rasa zachowuje się tak nieinteligentnie?

- Spójrz na nas nie jako istoty rozumne. Spójrz na nas jako na gatunek. Żyjemy krótko, kłamiemy, a nie wierzymy innym, bo wiemy, że w ciągu tak krótkiej egzystencji jest całkowicie niemożliwe poznanie czegokolwiek. Ponieważ mamy tylko te kilkadziesiąt lat życia, nie możemy sobie pozwolić na jakąkolwiek zwłokę lub czekanie na tę przeznaczoną nam drugą połówkę, chcemy wykorzystać cały czas, jaki mamy. Wiemy, że drugiej szansy na pewno nie będzie, więc chwytamy się tego, co akurat jest, bez względu czy to naprawdę to co powinniśmy brać.

- Wygląda na to, że ani wy nie zrozumiecie mnie, ani ja was. A przynajmniej dopóki wy nie zaczniecie żyć wiecznie. Idę, wrócę jeszcze...

- Wiem, ty zawsze wracasz. A tymczasem pozwól, że powrócę do moich przemyśleń.

Po czym zamknął oczy i słuchał jak Ona powoli podnosi się z łóżka, podchodzi do drzwi, otwiera je, wychodzi i zamyka je, robiąc wszystko jak najciszej. A mistrz cicho zaklął pod nosem, przeklinając, los który położył go w najgorszym możliwym miejscu. Bardzo chciał jej uwierzyć, ale był zbyt ludzki, wiedział, że musi mieć przynajmniej wyjście awaryjne. Zerwał się z fotela i podszedł do stolika na którym leżała komórka, podniósł ją i wybrał numer. Wyświetlacz zalśnił napisem “Wybierany numer: Boncek”.

- Halo...w tę niedzielę, zrobimy to, bądź na przystanku...nera

Lepsza platoniczna miłość niż żadna, a daje prawie tyle samo siły do życia co zwykła, szczęśliwa miłość. Ale jak to ktoś kiedyś powiedział  “mówienie o miłości ma tyle samo sensu co tańczenie o architekturze”. Więc kończę ten text “nieszczęśliwie” zakochanego.

* oczywiście nie licząc Pszczóły, nikt nie potrafi być tak radosny i szczęśliwy jak ona (to od niej aż promienieje)

Pozdro dla Niej, jedynej dla której jeszcze żyje, Kaśka wiedz, że zawsze będę czekać aż zmienisz zdanie, w roli Polikarpa wystąpił

Kaemic z Koviru

 

(A z tym "tańczeniem o architekturze" to powiedział Frank Zappa, ale nie o "mówieniu o miłości", tylko o pisaniu o muzyce. Na przyszłość przytaczaj cytaty dokładniej. - D)