Nieumarłość

 

teraz mówisz mi - to był tylko żart

poukładał się jakoś dziwnie świat

za zasłoną rąk niknie twoja twarz

ten znajomy cień - wyobrażni czas

 


Dziś mija pięć lat od śmierci Kevina. Z tych młodych on najbardziej nadawał się na przyjaciela. Dlaczego wybrałem kogoś dwa razy młodszego od siebie? Moi rówieśnicy byli na ogół na jeszcze niższym poziomie emocjonalnym. Od tamtego czasu noszę w portfelu jego zdjęcie. Ile już razy słyszałem, jakiego mam ładnego synka. Tylko znajomi patrzą na mnie jak na jakiegoś zboczeńca. Albo jeszcze gorzej.

* * *

Obudziłem się w środku nocy. Wedle tego oczywiście, co mi się wydawało i co wskazywał zegar w komórce. 03:23 AM. Ktoś dzwonił do drzwi. Chcąc nie chcąc, musiałem iść otworzyć. To też musiało mi się wydawać, bo nikogo tam nie było. Wieczorem wprawdzie trochę wypiłem, ale chyba nie aż tyle. Gdy zamykałem drzwi, usłyszałem znajomy głos, który zawołał mnie po imieniu. Nabierałem pewności, że to wszystko to tylko sen. Chciałem się położyć - pora się wreszcie obudzić - pomyślałem. Na brzegu łóżka siedział Kevin. Jak żywy.

Po tym zdarzeniu musiałem spać już bardzo krótko, najwyżej kwadrans. Choć zegarek wskazywał siódmą, a słońce świeciło wysoko nad horyzontem. Koło łazienki spotkałem Kevina. Powiedział, że jest grubo po południu. Dopiero po chwili zorientowałem się, że on przecież od dawna nie żyje. Chyba nie do końca wytrzeźwiałem. W kuchni czekała na mnie jajecznica. Prawdziwa, z jajek.

Kevin usiadł naprzeciw mnie. Po dłuższym milczeniu zapytał, czy mi smakuje. Pomimo mojej twierdzącej odpowiedzi przyznał, że nigdy nie umiał niczego porządnie usmażyć. Nawet głupiej jajecznicy. Zacząłem oswajać się z myślą, że ten dzień, póki nie wytrzeźwieję, spędzę w towarzystwie ducha.

* * *

Kevin zniknął szybciej, niż się pojawił. Kiedy poczułem się lepiej, wyszedłem z domu. Usiadłem na ławce przed szkołą. Chociaż mam już ponad trzydzieści lat, nadal lubię tu przychodzić. To miejsce ma swój klimat. Chciałem w spokoju pomyśleć o tym, co wydarzyło się tej nocy. Dopiero po chwili zauważyłem, że na ławce po drugiej stronie siedzi Kevin i dziwnie mi się przygląda. A powinno być raczej odwrotnie. Coś mi kazało się doń przysiąść. Ale to on zaczął rozmowę.

    - Nie wierzysz, że tu jestem. Myślisz, że to tylko złudzenie.   
    - Sam już nie wiem, co mam myśleć. Mogę Ci zadać jedno pytanie?
    - Ty zawsze.
    - Czy ty... żyjesz??
    - I tak, i nie. Wiesz, co mam na myśli.

Najbardziej zdziwiło mnie to, że on nie zadaje pytań. On wie. Zna moje myśli.

    - Wiem.

Nigdy nie lubiłem fantasy.


 

Mark Kewlar

(wiecmsb@wp.pl)