Recenzję
powinno się pisać po przeczytaniu książki, najlepiej po kilku dniach aby
ochłonąć i wydać w miarę obiektywny werdykt(o ile jest to możliwe). Śmieszy
mnie a zarazem żenuje tłumaczenie się autora, że więcej o danej pozycji nie
napisze, bo nie pamięta, gdyż czytał ją kilka miesięcy temu. W tym momencie
pewnie wielu z was nasuwa się pytanie po co pisać recenzję czegoś, czego się nie
pamięta? Otóż recenzent tłumaczy się, iż książka jest tak ważna dla gatunku, że
nie można jej pominąć. A że przy tym ucierpi sama książka to już nikt nie
pomyśli. Bo przecież kiepsko przedstawiona fabuła, pobieżne zalety i wady nie
zachęcą do zakupienia \ wypożyczenia danej powieści. Pisać coś na siłę żeby
tylko było, mija się z celem. To tak samo jakby ktoś napisał recenzję filmu, na
którym spał.
„Film ogólnie fajny, pierwsza scena nakręcona ciekawie, zachęcająco… Niestety
reszty filmu nie pamiętam, bo byłem zmęczony i zaliczyłem drzemkę. Ale to nie
przeszkadza w wystawieniu dobrej oceny, bo to przecież kanon jest…”
Chcielibyście coś takiego gdziekolwiek czytać? Człowiek nie może oceniać smaku
tortu, na który patrzy. Musi go spróbować. Z drugiej strony nikt nie chce jeść
kilkumiesięcznego starocia, którego znalazł w swojej szafie (w tym przypadku w
swojej pamięci). Nie uczmy się pisać na ilość lecz jakość. Wysłanie jednej
recenzji więcej czy mniej nie robi wielkiej różnicy, a przy tym nikt nie jest
poszkodowany. Jeśli chcemy przybliżać komuś kanon, to lecimy do biblioteki,
czytamy książkę i dopiero wtedy piszemy tekst. I czy brak recenzji jakiejś
powieści jest zbrodnią? Nie, gdyż na świecie jest tyle ciekawych książek, że
nikt nie zauważy braku tej jednej.
Na koniec jeszcze raz zaznaczam, że nie miałem zamiaru oczerniać autorów
krótkich recenzji, lecz próbowałem namówić ich do pisania mniej a lepiej. I tego
życzę zarówno wam jak i sobie.